Terra incognita

Przegląd Powszechny 4/2010

Nie wypada krytykować polityki informacyjnej mediów masowych. Sprzeciw budzi jednak to, że każdego dnia zaprasza się nas do oglądania widowiska, w którym społeczne znaczenie schodzi na dalszy plan i które przedstawia się jako samo życie, choć w swojej poetyce przypomina serial telewizyjny.

kąd czerpiemy informacje o świecie? Ścisłość naukowa nakazywałaby najpierw zapytać, jacy „my” i co to znaczy „infor­macja o świecie”, ale spróbujmy nie ugrzęznąć w drobiazgowych rozważaniach. A więc może precyzyjniej: Skąd czerpiemy informację o tym, co wydarzyło się poza zasięgiem naszych zmysłów? Cóż, skazani jesteśmy na pośrednictwo mediów. A skąd o czymś wiedzą media? W najlepszym razie wiedzą od swojego wysłannika, ale często od innych mediów, a im więcej ogniw w łańcuchu komunikacji, tym większe ryzyko przekształceń informacji. Łatwo było się o tym przekonać w latach dziecięcych podczas zabawy w „głuchy telefon”.

* * *

Angielski odpowiednik procesu selekcji informacji to gate­keeping, który może bardziej kładzie nacisk na to, że przepusz­cza się tylko nieliczne. Selekcja czy gatekeeping dotyczy oczywiście także odbiorcy: jest on także selekcjonerem, gdy wybiera tę, a nie inną gazetę, włącza radio albo odwiedza serwis inter­netowy. Ale to dopiero ostatnia faza długiego procesu. Wcześniej informacja przechodziła przez wszystkie etapy kontroli redak­cyjnej; jeszcze wcześniej została zdobyta czy opracowana przez reportera. A łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której nie widać początku danej wiadomości, kiedy dziennikarz dowiaduje się o czymś z nieidentyfikowalnych źródeł.

Wątpliwa wiarygodność wszystkich selekcjonerów to jeden problem. Drugi to amorficzność informacji oraz ich bezmiar. To pierwsze oznacza, że informacja nie jest bytem o wyznaczonych granicach; np. wiadomość o powołaniu X na stanowisko ministra pozwala postawić wiele różnorodnych pytań: o powody (dlaczego akurat X?), o tożsamość (kim jest X?), o wizerunek (jak postrze­gany jest X?), o czas (dlaczego akurat teraz X?), o zadania (czego oczekuje się od X?), o poglądy (co myśli X?) – i mnóstwo innych. Oczywiście, można powiedzieć, że czysta informacja miałaby postać: „X został ministrem”, ale takie szczątkowe wiadomości krążące w przestrzeni komunikacyjnej z pewnością nie zaspokajałyby potrzeb społeczeństwa. Wprawdzie przyucza się dziennikarzy do pisania tekstów informacyjnych według schematu „5W”, tzn. „what”, „who”, „where”, „when”, „why”, ale już odpowiedź na pierw­sze pytanie nie zawsze jest jednoznaczna. Napisać dobrą informację jest nie łatwiej niż dobry komentarz, wymaga to wielu ćwiczeń warsztatowych. A więc nawet gdyby dziennikarzowi zapewnić ide­alne warunki pracy, tj. dostarczyć mu wielu niezależnych od siebie źródeł informacji i zdjąć z niego presję instytucjonalną, pozostaje mnóstwo pytań związanych z gatekeepingiem i pisaniem tekstu in­formacyjnego. Jednak idealne warunki pracy to rzadki przypadek, który i tak diametralnie nie zmieni funkcjonowania całej instytucji medialnej, oskarżanej – to zwyczajny jej los – o brak obiektywi­zmu, fałszowanie rzeczywistości itp.

Oczywiście, by zdawać sobie sprawę z tego, jak krzywym zwierciadłem rzeczywistości bywają media masowe, nie trzeba być medioznawcą. Krytyczne porównanie naszych codziennych spraw i przeżyć z informacjami z mediów (skupmy się tu na ser­wisach informacyjnych tzw. wielkich nadawców, upraszczając wielce złożony obraz) pozwala łatwo dostrzec silny kontrast. Na­suwa się pytanie, czy można robić z tego zarzut. Bo z jednej strony nierozsądnie byłoby wymagać od mediów zainteresowania tym, co jest treścią prostego życia i z trudem daje się ująć w ramy relacji dziennikarskiej. Ponadto – można się zastanawiać – jak wobec całej złożoności świata informować rzetelnie, z zachowaniem stosownej hierarchii ważności i tak, by nie deformować relacjonowanych zdarzeń. Ale – z drugiej strony – wymóg wiernego przedstawiania rzeczywistości zdecydowanie mocniej wiąże dziennikarza z racji jego roli społecznej niż, dajmy na to, literata. Można więc życzyć sobie, by dziennikarze – mimo wszystkich trudów definicyjnych – uznali konieczność rzetelnego informowania i by kierowali się takimi kry­teriami doboru informacji, jakie są istotne dla świadomości i roz­woju społeczeństwa.

To są ogólne i często powtarzane postulaty. Rzeczywistość zwykle słabo odpowiada takim idealnym wyobrażeniom. Prawa rynku stawiają swoje żądania, np. by w informacji nie zabrakło elementu zabawy czy raczej rozrywki, bo informacje przetwo­rzone na rozrywkę (infotainment) sprzedają się najlepiej. Z tego punktu widzenia informacja musi być przede wszystkim ciekawa. Kurs pod prąd mógłby się równać z pozostaniem w tyle za konkurencją. W usprawiedliwieniu nadawcy mówiliby też zapewne o za­spokajaniu potrzeb odbiorców, choć to wytłumaczenie względnie przekonujące.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama