Dlaczego młodzi nie chodzą do kościoła?

List 5/2010

Nastolatkom trudno jest dzisiaj znaleźć powód, by chodzić do kościoła. Po pierwsze, większość z nich nie zadaje sobie pytań o to, czy istnieje coś poza doczesnością. Te sprawy stają się ważne dopiero wtedy, gdy ktoś uświadomi sobie własną śmiertelność, a to - zdaniem psychologów - przychodzi najczęściej po trzydziestce. Po drugie, młodzi lubią wszystko to, na co Kościół radzi uważać. Interesuje ich seks, używki, popularność, sukces, pieniądze, niezależność... Po trzecie wreszcie, świat, w którym żyją, kieruje się wartościami zupełnie nieprzystającymi do tych, które proponuje religia. Z tego punktu widzenia polski nastolatek ma właściwie tylko jeden powód, by nazwać siebie katolikiem: to, że jest Polakiem

 

W odbiorze społecznym katolicyzm w Polsce jest nie tyle religią, co sposobem na określenie tożsamości - zarówno jednostkowej, jak i grupowej. W naszym kraju powiedzenie: „jestem katolikiem", jest często równoznaczne z deklaracją: „nie jestem Żydem", „nie jestem Niemcem - protestantem", „nie jestem prawosławnym Rosjaninem". „Jestem Polakiem, czyli katolikiem". A co z tego sformułowania wynika? To tylko, że w polskości najważniejszy jest katolicyzm. Czy to dobrze? Chyba jednak nie, bo takie utożsamienie wiąże się w istocie zarówno ze zubożeniem sfery religijności, jak i rozumienia tożsamości narodowej. Wydaje się, że religia powinna wypełniać całą przestrzeń życia wierzącego, przenikać jego duchowość, ść, psychikę, a także to, co on tworzy: pracę, kulturę, społeczeństwo. W przeciwnym razie staje się obca i niezrozumiała, niejako zewnętrzna w stosunku do tego, czym naprawdę żyje. Powstaje potem paradoks, z jakim mamy do czynienia obecnie w Polsce: 95% naszych rodaków deklaruje katolicyzm, a, jak pokazują badania, praktykuje go jedynie 20-30%. Nadal jest on wprawdzie dominującym wyznaniem w naszym kraju, ale nie za sprawą swojej funkcji religijnej, tylko tożsamościowej. Polacy, mimo że bardzo często nie żyją zgodnie ze wskazaniami Kościoła, nie tak łatwo zrezygnują z etykiety katolików, bo musieliby wtedy odrzucić też Boże Narodzenie, „koszyk wielkanocny", św. Mikołaja, Jana Pawła II... I co by im wtedy pozostało? Światowid?

Problem tkwi przypuszczalnie w tym, że my nie mamy właściwie żadnej tożsamości poza katolicyzmem. Zostaliśmy katolikami niedługo po tym, jak zyskaliśmy naszą odrębność narodową, w pewnym sensie za wcześnie. Brakuje nam więc jakiejś innej spójnej tradycji, mitologii, na której moglibyśmy się oprzeć, szukając polskiej tożsamości. Mamy zaledwie jakieś strzępy legend o Kraku i Wandzie, Piaście Kołodzieju czy Królu Popielu. Trudno się dzisiaj z nimi identyfikować. Inne narody mają takie rozbudowane, przedchrześcijańskie tradycje i mitologie. Niemcy np. swoich Nibelungów a Brytyjczycy - Merlina czy Morganę. Do tej pory Lord pilnuje kruków na Tower, bo zgodnie z legendą dopóki mieszka tam sześć kruków, Anglia jest niepodległa. I nie jest to wcale tradycja chrześcijańska.

napluj na Buddę"

Budowanie tożsamości narodowej w oparciu o religię przynosi zazwyczaj opłakane skutki dla tej drugiej. O ile na zewnątrz wszystko wydaje się wyglądać dobrze, o tyle wewnątrz religia obumiera. Religijność rozumiana jako pewien sposób funkcjonowania duchowego, emocjonalnego, intelektualnego życia, wydaje się zanikać. Pozostaje natomiast przywiązanie do tego, co w religii jest zewnętrzne, powierzchowne, np. do pewnych przepisów, zachowań, rytuałów, które dawniej były doskonale wpasowane w określone warunki życia, ale dzisiaj wydają się już anachroniczne i niezrozumiałe.

W Polsce proces ten widać m.in. w zachowaniach różnych przedstawicieli Kościoła, którzy starają się o umocowanie religii w życiu społecznym, o to, by trwały zewnętrzne przejawy katolicyzmu: tłumy na procesjach czy krzyże w szkołach. Ludzie ci reagują agresywnie na każdy sygnał zmian w tej przestrzeni, odbierają je jako atak na Kościół, na swoją wiarę, na Pana Boga. Tymczasem człowiek autentycznie religijny, o silnej formacji duchowej, nie powinien obawiać się o to, że niechętne religii zachowania mogą jakoś zagrozić Panu Bogu. Raczej odczuwa współczucie wobec ludzi, którzy agresywnie traktują symbole religijne.

W buddyzmie funkcjonuje takie powiedzenie: „napluj na Buddę". Różnie można je interpretować, ale jedno z podawanych znaczeń jest takie, że temu, co najświętsze, nikt nigdy nie jest w stanie zagrozić, bo świętość jest poza ludzkim umysłem, zachowaniami, czasem, przestrzenią. Dlatego jest nie tylko niewysłowiona, ale także i nienaruszalna. Temu co Absolutne nikt nie może zaszkodzić i nie potrzebna jest Mu żadna ochrona. Zresztą histeryczna obrona jest najczęściej przejawem lęku. Bardzo podobnie jest wśród zwierząt: silny, ułożony pies nic sobie nie robi z tego, że ktoś go zaczepia, za to mały ratlerek szczeka na każdego, kto się tylko pojawi w jego polu widzenia. Rozmaite akcje obrony pozycji Kościoła w polskim życiu publicznym świadczą więc głównie o słabości religii katolickiej w naszym kraju.

dlaczego nie uczą o Biblii?

Jedną ze spraw, o które niepotrzebne kruszy się kopię, jest religia w szkole. Moim zdaniem religia w szkole nie daje możliwości przekazywania wiedzy religijnej na wysokim poziomie. Mój dziewiętnastoletni syn często mnie pyta: „Dlaczego na religii nie uczą nas o Biblii?". Jego rówieśnicy nie mają zielonego pojęcia o tym, kim byli Abraham, Izaak, Saul. Nie wiedzą, co to jest miska soczewicy. Nie wiedzą tego, bo nikt ich o tym nie uczy. Uczą ich za to o antykoncepcji, aborcji czy eutanazji. Katolicyzm jawi się młodym jako zestaw niezrozumiałych nakazów i zakazów. A potem wszyscy się dziwią, że młodzi nie chcą chodzić do kościoła, nie wierzą. Trudno się zaangażować w coś, co się ma opanowane na poziomie przekartkowanego komiksu.

Aby   funkcjonować   w   pewnym kontekście intelektualnym, egzystencjalnym i duchowym, trzeba go znać. Tymczasem świadomość religijna nie tylko młodych, ale również dorosłych jest bardzo mała. W naszym kraju nie ma np. żadnych dyskusji religijnych, bo religia jest traktowana trochę jak trędowaty - każdy boi się jej dotknąć. Są osoby, które piszą artykuły przypominające dyskusję religijną, ale to jest raczej dyskusja o religii. Takie dyskusje nie wpływają na świadomość religijną Polaków.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama