Sprawiedliwość między ludźmi

Zeszyty Karmelitańskie 4/2009

Za sprawiedliwość tego świata odpowiada nie tylko Pan Bóg, ale także my. W naszej mikroskali, tam, gdzie funkcjonujemy, sprawiedliwość i niesprawiedliwość zaczynają się w domu, w szkole, w pracy. To my wiemy, kto ściągał, kto donosił, kto się podlizywał, kto tak naprawdę zrobił bałagan w pokoju, i to my tworzymy mechanizmy, w których nasze poczucie i doświadczenie sprawiedliwości są blisko lub daleko od siebie.

 

o. Antoni Rachmajda (O. A.): Chciałbym zapytać o to, jak sprawiedliwość objawia się dziś w codziennych relacjach, czy możemy powiedzieć, że właśnie jest dobry czas na jej umacnianie?

Barbara Fedyszak-Radziejowska (B. F.-R.): Poczucie sprawiedliwości i oczekiwanie sprawiedliwości do doświadczenia naszej codzienności obejmują zarówno bezsilność kogoś, kto w swojej teczce znalazł nazwisko osoby, która na nią i na wielu innych donosiła, jak i kogoś, kto obserwując nieudolność policji i stronniczość prokuratury, pyta, co jest tego przyczyną. Ta bezsilność musi prowadzić do pytania, co dzieje się z naszym państwem, czy aby na pewno odzyskaliśmy je dla siebie, tj. dla społeczeństwa? Czy też, jak przed 1989 rokiem będziemy zmuszeni liczyć tylko na siebie, rodzinę i przyjaciół, a ważne kwestie trzeba będzie rozwiązywać metodą pospolitego ruszenia.

Aleksandra Rybińska (A. R.): Ponieważ sprawiedliwości niestety nie ma…

B. F.-R.: Prawdziwie doskonałej sprawiedliwości „nie ma” w takim sensie, jak „nie ma” prawdziwej miłości, pełnej prawdy czy bezinteresownej dobroci. A jednak szukamy ich, próbujemy odnaleźć i wierzymy, że prawda, dobroć i sprawiedliwość są, co prawda, trudne do osiągnięcia, ale absolutnie niezbędne do normalnego życia. Moim zdaniem, problem polega przede wszystkim na tym, że zarówno materiały SB, jak i ludzie uwikłani we współpracę są częścią naszego realnego świata, z wszystkimi tego konsekwencjami. Niszczenie materiałów nie likwiduje problemu, bo zarówno współpracownicy, jak i ich oficerowie prowadzący żyją wśród nas, współtworzą nasz wspólny świat, dostosowując go do własnych potrzeb i interesów. A w tych działaniach i oficerowie i współpracownicy mają nad nami ogromną przewagę – oni wiedzą, my nie. To oni wiedzą, które materiały trzeba było wynieść i zniszczyć, a my nie wiemy, których zasobów szukać, pilnować i nie pozwolić unicestwić.

O. A.: Istotne jest pytanie, czy wszystko jest oparte na wielkiej niesprawiedliwości, bo nie ma ukształtowanego społeczeństwa obywatelskiego, które rzeczywiście potrafiłoby domagać się swoich praw i było ich świadome. Ale do tego potrzebna jest refleksja nad rzeczywistością. Miałem ostatnio wyjątkową możliwość codziennego słuchania wiadomości telewizyjnych i doszedłem do wniosku, że to jest inny świat. Jeżeli ktoś faktycznie słucha wiadomości rzetelnie, to nie ma szans na uczciwą ocenę tego, co dzieje się wokół nas. Ja czułem się skołowany kreowaną tam rzeczywistością, wytworzonymi artefaktami.

B. F.-R.: Obiecałam sobie, że nie będę używać słów w rodzaju globalizacja, tabloidyzacja, mediatyzacja i tych wszystkich terminów, które nadają nowoczesny, światowy blichtr temu, co jest kontynuacją siermiężnej propagandy PRL. Kiedy dziennikarz ma szansę na niezależność? Gdy ma realną możliwość wyboru redakcji i środowiska, z którym chce współpracować, gdy ma oparcie w pluralistycznym świecie. W Polsce takiej sytuacji po 1989 roku nie udało się nam stworzyć. Zarówno elity poszczególnych środowisk, polityczny i gospodarczy establishment, media i dziennikarze kurczowo trzymają się monopolu jednej narracji i dominacji jednego środowiska. Demokracja zbudowana jest na równoważności sił politycznych, które, kontrolując się wzajemnie, pełnią na zmianę rolę opozycji i rządu. Bez równoważności sytuacji dzisiejsza opozycja prędzej czy później weźmie władzę i odkryje zaniedbania, afery i „sprawki” rządzących – demokracja staje się tylko fasadą i politycznym teatrem.

Dążenie do monopolu władzy nie musi być powodowane komunistycznymi poglądami. Systemy autorytarne mają różne oblicza, niekoniecznie tylko lewicowe, ale mają jedną cechę wspólną – ograniczanie możliwości kontrolowania władzy i elit przez niezależne media i wymiar sprawiedliwości. W systemach autokratycznych zawsze manipuluje się opinią publiczną i dyskredytuje, a nawet osłabia – czasami z użyciem służb specjalnych – partię opozycyjną. Przedmiotem takiej „szczególnej troski” autorytarnej władzy zawsze jest ta partia, która ma największe szanse na przejęcie władzy – to na nią skierowany jest propagandowy atak. Media komercyjne łatwo uzależnić (biznesowymi interesami) od partii mającej monopol władzy, jak w Rosji czy na Białorusi. Media publiczne są bardziej wrażliwe na wynik wyborów, bo partia opozycyjna, wygrywając wybory, może uzyskać na nie wpływ. Dlatego monopartia (czyli partia dążąca do monopolu władzy) albo publiczne media chce uzależnić całkowicie od rządu, albo tak je osłabić (likwidacja abonamentu), by upadły, pozostawiając cały rynek medialny komercji.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama