Ślad

Tygodnik Powszechny 23/2010

Pokój rozświetlony światłem z ekranu telewizyjnego. Szum przewijanej kasety wideo. Do początku. Stop. I po raz kolejny odtwarzana scena zabójstwa z rąk zamachowca.

 

Tak to zapamiętał jeden z warszawskich hutników. Na kilka dni przed uprowadzeniem i śmiercią ksiądz oglądał początek filmu „Gandhi” Richarda Attenborough: scenę śmierci głównego bohatera.

19 października 1984 r. sam został porwany i zamordowany. Gdyby żył, we wrześniu tego roku skończyłby 63 lata.

Początek

Urodził się w niedzielę 14 września 1947 r. w niewielkiej wsi Okopy, kilka kilometrów od Suchowoli. Dwa dni później został ochrzczony. Był wówczas najmłodszym z trójki rodzeństwa. W 1949 r. urodziła się siostra Jadwiga, a w 1954 – brat Stanisław.

Życie rodziny przyszłego księdza wyznaczał rytm niedzielnych Mszy i świąt, a także rytm obowiązków związanych z gospodarstwem i uprawą niewielkiego kawałka ziemi. Być może takie warunki sprawiły, że młody Jurek był człowiekiem z jednej strony ambitnym i zmierzającym konsekwentnie do obranego celu, z drugiej zaś – jak wspominają szkolni koledzy – raczej skrytym i nienarzucającym otoczeniu swojej osoby.

Należał do kółka fotograficznego, grywał w piłkę i prawie codziennie uczestniczył we Mszy w oddalonej o cztery kilometry Suchowoli.

Jak wspomina po latach matka: „[Jurek] był najlepszy z ministrantów. Nawet ci z Suchowoli nie wysłużyli tylu Mszy świętych, co on. W październiku biegał na ukos, przez pole, na różaniec. Kiedyś zawołała mnie do szkoły nauczycielka i uprzedziła, że tym chodzeniem na różaniec może sobie zepsuć stopnie. Powiedziałam jej, że jest wolność wyznań. I skończyło się. Więcej o tym nie wspominała”.

W Suchowoli Jerzy Popiełuszko ukończył szkołę podstawową i liceum. Po zdanej maturze latem 1965 r. złożył podanie o przyjęcie do warszawskiego seminarium duchownego.

W Bartoszycach

Sama decyzja o zamiarze zostania kapłanem nie zaskoczyła bliskich, choć nie wspominał o niej wcześniej. O jego planach wiedział ksiądz prefekt z Suchowoli i kolega z liceum.

Pierwszy rok nauki minął spokojnie. Młody kleryk nie przypuszczał, że wkrótce zostanie powołany do odbycia służby wojskowej. W jednostce nr 4413 w Bartoszycach Popiełuszko przebywał blisko trzy lata.

Ten czas, którego ślady zostały w pisanych przez niego listach, okazał się pierwszym ważnym egzaminem z życia i zasad.

Różaniec

Jeden z epizodów tak opisuje swemu ojcu duchowemu z seminarium, ks. Czesławowi Miętkowi: „Czcigodny Ojcze, bardzo dziękuję za list i słowa otuchy. Tak, słowa otuchy, bo nieraz miałem pewne wątpliwości, czy rzeczywiście dobrze robię stawiając czoła, cierpiąc za innych. Czy to nie jest jakaś lekkomyślność. Okazałem się bardzo twardy; nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że to akurat jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał i jeszcze innych wkopał. Ostatnio zaszły pewne fakty, które pozostaną mi w pamięci, które nawet zanotowałem. Pierwszy z nich to sprawa różańca.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama