Mistyka i duchy wieszczów

Znak 6/2010

„Mistyka nadwiślańska” nie potrzebuje kultu, lecz zrozumienia. Klucza hermeneutycznego, ktory pozwoli wydobyć z niej najczystsze przesłanie ewangeliczne i pomoże przejść wraz z jej świadkami drogę od tego, co partykularne, ku temu, co powszechne.

 

Wszystko zaczyna się od „mistyki”, a kończy na „polityce”.

Charles Peguy

Mistyka nadwiślańska. Dwa słowa i gąszcz problemów. Żeby w nich nie utonąć i znaleźć właściwy ton dla pisania o polskiej duchowości, podeprę się dłuższym cytatem z eseju Andrzeja Kijowskiego, który takie notował myśli po mszy papieskiej, 2 czerwca 1979, osławionej zawołaniem: „Niech zstąpi Duch Twój…”:

Po raz pierwszy w historii ojciec uniwersalnego Kościoła opuścił Rzym i udał się w inne miejsce ziemi, aby je wskazać jako swoje. (…)

Po co?

Aby Polakom dać satysfakcję czy dla swojej prywatnej radości? Dla dopełnienia jakiejś sprawiedliwości dziejowej czy też po to, aby temu narodowi oznajmić zbiorowe zbawienie? W historiozofii romantycznej naród jest podmiotem zbawienia jako dziejowe wcielenie Bożego Ducha. Romantyczny mesjanizm jest jedyną w Polsce popularną teologią historii. Jest to teologia Drugiego Przyjścia, teologia Apokalipsy interpretowanej dosłownie i przetłumaczonej na język polityczny. Poetycka teologia Wielkiej improwizacji i Króla Ducha wydała późne owoce w popularnych stereotypach Polaka katolika oraz Królestwa Bożego z polskim językiem urzędowym.

Wedle katolickiej teologii historii narody są instrumentami zbawienia przez to, czego dokonują; podmiotem zbawienia jest każdy człowiek z osobna; ojczyzna jest szczególnym środowiskiem zbawienia przez to, czego dostarcza. Bóg objawił się w wybranym momencie dziejów, wybranym miejscu, wybranym narodzie, w wybranym człowieku i utwierdza akt zbawienia w Kościele, powtarza go w Eucharystii, dopuszczając każdego człowieka z osobna, każdy naród, każde pokolenie do uczestnictwa w tym samym akcie uniwersalnego zbawienia, czyniąc wszystkie momenty dziejów i wszystkie miejsca ziemi na równo uprzywilejowanymi i na równi świętymi. Wszyscy jesteśmy Galilejczykami i każdy naród ma swe specjalne związki z Kościołem. (…)

Jan Paweł II nie przybył do Polski, aby tu odbierać defilady husarzy, kosynierów i legionów ani pozować Matejce, lecz po to aby – zgodnie ze swym uniwersalnym powołaniem – przemawiać do świata z miejsca znaczącego i w znaczący sposób; aby przemówić z miejsca, z którego nie przemawiał jeszcze żaden papież; z głębi swej ojczyzny; i w sposób, w jaki nie przemawiał jeszcze żaden papież: całością swej osobistej biografii.

Od razu wkraczamy w sam środek polskich emocji i paradoksów wiary jako doświadczenia wspólnotowego, która ożywa czy wręcz wybucha w konkretnym czasie i miejscu, żywiąc się językiem i światem wyobrażeń specyficznej kultury. U jej źródeł stoi żarliwe doświadczenie religijne, które pozwala odczytać znaki historii zbawienia – te ukryte w dziejach jednostki i całych narodów.

Trudno pewnie mówić o jakiejś zasadzie, ale mistyczne szkoły europejskie powstawały w czasach szczególnego zamętu i zagrożenia, gdy odczytanie znaków wymagało nadprzyrodzonego geniuszu kontemplacji. Mistyka niemiecka XIV wieku („nadreńska”) rodziła się w okresie klęski I Rzeszy Niemieckiej, awiniońskiej niewoli papieży i epidemii „czarnej śmierci”, mistyka hiszpańska XVI wieku – w epoce wojen religijnych w Europie i krwawej konkwisty w Ameryce. W Polsce ożywienie i pogłębienie wiary, które najmocniej ukształtowało naszą religijność (o czym pisali Marian Zdziechowski, Stanisław Brzozowski, a potem Karol Ludwik Koniński rozmyślający nad „religią Polaków”), nastąpiło w XIX wieku i miało bezpośredni związek z doświadczeniem rozbiorów, powstań, prześladowań i zsyłek. Dylemat Konrada z Wielkiej improwizacji – czy Bóg jest miłością, czy „tylko” mądrością – ujawnia sam rdzeń religijnej rozpaczy („nocy ciemnej”?) i prowadzi do romantycznej teologii ofiary, która odcisnęła najmocniejsze piętno na polskiej religijności.

Czy można te zjawiska wiązać z mistyką? Mistycznymi w luźnym sensie nazywamy najbardziej ekstatyczne utwory narodowych wieszczów. Pismami mistyków żywo interesowali się Mickiewicz, Słowacki i Krasiński, ten pierwszy padł w końcu ofiarą szarlatana podającego się za mistyka – Andrzeja Towiańskiego. Chyba to jednak słabe argumenty na rzecz mistycyzmu romantyków.

O mistyce zwykliśmy myśleć jako o wyjątkowych i osobistych stanach ekstazy, tymczasem pierwsi chrześcijanie nazywali mistycznym doświadczenie nie prywatne, ale całej wspólnoty, nie było też ono czymś nadzwyczajnym, ale przede wszystkim ujawnieniem się głębi i intensywności rzeczywistości sakramentalnej. W tym sensie, nie rozstrzygając o tym, kto był mistykiem w wąskim znaczeniu, można mówić o „nadwiślańskiej” szkole mistyki. Szkole, która należy nie do neoplatońskiej mistyki Jedni (Eckhart), ale do tradycji mistyki miłości, a ściśle Bożego miłosierdzia. W jej centrum stoi serce, które jest nie tylko siedliskiem emocji, ale także Pascalowską władzą poznawczą: „Gdy mówiąc o rzeczach ludzkich powiadamy, że nie można pokochać, zanim się nie pozna (…), święci, przeciwnie, mówiąc o rzeczach Bożych, powiadają, że nie można poznać, nim się nie pokocha i że miłość jest jedyną drogą do prawdy”. Dodajmy, że jako serce miłosierne poznaje ono najgłębiej prawdę o ludzkiej biedzie i udręce. Jej źródła, o czym wspominają w numerze Karol Tarnowski i ks. Grzegorz Ryś, są bogate (na pierwszy plan wybija się wpływ św. Franciszka i św. Jana od Krzyża), ale także, a może przede wszystkim biją – na dobre i złe – z polskiego romantyzmu.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama