Eutanazja czy uporczywa terapia?

Posłaniec 6/2010

Może ona być wykonana w różny sposób: poprzez celowe przedawkowanie analgetyków w celu przyspieszenia zgonu; zaprzestanie leczenia bądź reanimacji, odłączenie respiratora lub sztucznej nerki, gdy choroba nie wykazuje znamion terminalności; towarzyszenie lub pomoc w samobójstwie; iniekcja śmiertelnej substancji. W eutanazji nie akceptuje się śmierci naturalnej, lecz prowokuje się śmierć przyśpieszoną.

 

Społeczeństwo jest po to, by bronić życia swych członków. Społeczeństwo, które zabija pewne kategorie obywateli, zaprzecza swej racji istnienia.

Ryszard  Fenigsen

Współczesna medycyna wydłużyła nie tylko przeciętny czas ludzkiego życia, lecz także umierania. Lekarze i rodzina coraz częściej stają wobec dylematu, czy dana forma leczenia i podtrzymywania przy życiu danej osoby służy jeszcze jej dobru, czy też jest formą tzw. uporczywej terapii, przedłużającej niepotrzebnie cierpienie i niepozwalającej na spokojne przejście z tego świata do wieczności. I czy – idąc nieco dalej tym tokiem myślowym – nie powinno się zezwolić w niektórych przypadkach na skrócenie życia człowieka umierającego przez zastosowanie jakiejś formy eutanazji?

Zrezygnować z leczenia

Uporczywa terapia to – mówiąc skrótowo – terapia nieuzasadniona, która nie służy ogólnie pojętemu dobru pacjenta, lecz sztucznie przedłuża proces jego nieuchronnego umierania. Powiększa przez to cierpienia, nie przynosząc pożądanego efektu. Co więcej, często jest wyrazem negacji naturalnego charakteru śmierci oraz próbą oszukania pacjenta w stanie terminalnym oraz jego rodziny przez uciekanie się do interwencji leczniczych i tak z góry skazanych na niepowodzenie. Człowiek nie ma obowiązku poddania się takiej “terapii”, a lekarz nie jest zobowiązany do jej stosowania. Jak bowiem mówi instrukcja Kongregacji Nauki Wiary z 1980 r. Iura et bonaGdy zagraża śmierć, której w żaden sposób nie da się uniknąć przez zastosowanie dostępnych środków, wolno w sumieniu podjąć zamiar zrezygnowania z leczenia, które może przynieść tylko niepewne i bolesne przedłużenie życia, nie przerywając jednak zwykłej opieki, jaka w podobnych wypadkach należy się choremu. Nie stanowi to powodu, dla którego lekarz mógłby odczuwać niepokój, jakoby odmówił pomocy komuś znajdującemu się w niebezpieczeństwie.

Przekładając powyższą zasadę na szczegółowe przypadki, należy stwierdzić, że w stanie agonalnym i przedagonalnym lekarz winien odstąpić od takich czynności, jak: transport chorego do szpitala (w sytuacji kiedy znacznie nasili on cierpienie i z dużym prawdopodobieństwem może spowodować zgon pacjenta), chemioterapia (gdy okazuje się nieskuteczna, pogarsza stan chorego i nasila jego cierpienie z powodu przykrych objawów ubocznych), nazbyt ryzykowne zabiegi operacyjne, uporczywe wykonywanie upustów płynów z jam ciała w krańcowym stadium choroby nowotworowej, zabiegi endoskopowe, naczyniowe (np. udrażnianie naczyń wieńcowych serca w niektórych ciężkich stanach terminalnych), dializowanie uremików, operacyjne udostępnianie naczyń żylnych w celu podawania pozajelitowo leków, płynów i substancji odżywczych, umieszczanie umierającego na oddziale intensywnej terapii, próba sztucznego przedłużania życia chorego przez podawanie pozajelitowe kosztownych środków odżywczych, reanimacja, stosowanie respiratora, tlenoterapii, kardiowersji elektrycznej i kardiostymulacji w stanie śmierci klinicznej u krańcowo wyniszczonego chorego w stanie terminalnym z powodu choroby o jednoznacznie złym rokowaniu, kiedy istnieje pewność, że działanie takie nie może mu pomóc. Wszystkie te czynności tracą sens w obliczu nieuchronnej śmierci i są wyrazem przemocy wobec bezbronnego pacjenta, któremu aplikuje się uciążliwe i stresogenne działania medyczne, zamiast umożliwić spokojne przechodzenie do domu Ojca. Przykładem zastosowania prawa o odstąpieniu od terapii nieuzasadnionej było umieranie Jana Pawła II, który w ostatnich godzinach swego życia nie wyraził zgody na przewiezienie go do szpitala. W myśl ogólnej zasady człowiek ma bowiem prawo do śmierci we własnym domu, otoczony gronem najbliższej rodziny i przyjaciół.

“Środki proporcjonalne”

Z drugiej strony nigdy nie można przerwać stosowania podstawowych zabiegów przysługujących zawsze choremu, takich jak: podawanie antybiotyków lub innych leków przeciwbakteryjnych w przypadku powikłań infekcyjnych, leczenie odleżyn, odżywianie, leczenie niewydolności krążenia i niedomogi oddechowej. Nade wszystko nie można zaniechać stosowania środków przeciwbólowych (nawet tych, które pośrednio, w sposób niezamierzony mogłyby przyczynić się do skrócenia jego życia!), przeciwdepresyjnych, uspokajających i leczenia tzw. bólu totalnego. Wszystkie te środki określa się jako tzw. proporcjonalne, gdyż pozwalają one na osiągnięcie pozytywnego wyniku terapii lub łagodzenie bólu bez nadmiernych niedogodności, cierpień i wydatków. Są to środki ogólnodostępne, używane standardowo w takich przypadkach. Obowiązek ich zastosowania spoczywa na lekarzu. I odwrotnie – byłoby czymś głęboko niemoralnym odstąpienie od ich aplikowania np. wobec pacjenta w tzw. stanie wegetatywnym (np. nieświadomego, który sam oddycha i którego akcja serca odbywa się spontanicznie). Mielibyśmy wówczas do czynienia z formą eutanazji, jak było chociażby w przypadku Terri Schiavo czy Eluany Englaro.

Śmierć przyspieszona

A co w takim razie z eutanazją? Czym ona jest i czym różni się od odstąpienia od uporczywej terapii? Eutanazja jest działaniem lub zaniechaniem działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć osobom umierającym, znajdującym się w stanie skrajnego cierpienia, głębokiego upośledzenia lub nieświadomości spowodowanej np. mechanicznym urazem głowy bądź niedotlenieniem mózgu. Może ona być wykonana w różny sposób: poprzez celowe przedawkowanie analgetyków w celu przyspieszenia zgonu; za­przestanie leczenia bądź reanimacji, odłączenie respiratora lub sztucznej nerki, gdy choroba nie wykazuje znamion terminalności; towarzyszenie lub pomoc w samobójstwie; iniekcja śmiertelnej substancji. W eutanazji nie akceptuje się śmierci naturalnej, lecz prowokuje się śmierć przyśpieszoną. Istotna jest tu intencja lekarza lub pacjenta: zmierza ona bezpośrednio do spo­wodowania śmierci. Działanie takie jest moralnie niedopuszczalne i stanowi poważne wykroczenie przeciw życiu. Jest również wyrazem sprzeniewierzenia się jednej z podstawowych hipokratejskich zasad etyki lekarskiej, która stwierdza: Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał. Lekarz nigdy nie może stanąć po stronie śmierci; gdyby to uczynił, natychmiast utraciłby wotum społecznego zaufania, co daje się zauważyć w krajach, które jak dotąd prawnie dopuściły eutanazję (Holandia, Belgia, Luksemburg). Zwolennicy eutanazji odwołują się do paradoksalnych argumentów: w celu usunięcia bólu eliminują całego pacjenta; w imię realizacji wolności uciekają od samorealizacji w najważniejszych chwilach egzystencji; w imię godności człowieka niszczą jego samego; w imię szacunku dla życia zadają śmierć.

Agonia Jezusa ukazuje, że i nasze umieranie będzie najważniejszym momentem w całym życiu. Jak stąd odejdę? Może warto o tym pomyśleć już dziś.

Ks. Andrzej Muszala– doktor teologii, dyrektor Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, duszpasterz akademicki. Prowadzi wykłady gościnne z bioetyki w Rosji, Białorusi, na Ukrainie i w Libanie; publikuje w miesięczniku dla lekarzy “Medycyna Praktyczna”.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama