Walka trwała pół wieku

List 6/2010

„Jęknął cały świat i zdziwił się, że jest ariański" - tak w momencie największych sukcesów herezji ariańskiej pisał św. Hieronim. W 360 r., w trzydzieści pięć lat po Soborze Nicejskim, na którym ogłoszono dogmat o współistotności (homoousios) Ojca i Syna, większość biskupów tak Wschodniego, jak Zachodniego Cesarstwa, a także sam cesarz, podpisała się pod heretyckim wyznaniem wiary, przekreślającym bóstwo Chrystusa.

 

Wydawało się wówczas, że toczona przez zwolenników ortodoksji walka o nicejskie Credo została przegrana.  Święty Ata-nazy   -   najwierniejszy orędownik Nicei - przebywał na piątym już z kolei wygnaniu i nic nie wskazywało na to, że zdoła on jeszcze przekonać do swoich racji kościelnych i świeckich przywódców. A jednak...

cesarz i Kościół

Warto pamiętać, że w IV w., kiedy to toczył się spór o bóstwo Chrystusa i formułę homoousios, Kościół uczył się funkcjonowania na forum publicznym. Dopiero co skończył się czas prześladowań - nierzadko uczestnicy pierwszego soboru powszechnego nosili jeszcze na swoim ciele ich ślady - a chrześcijaństwo, zyskując sobie kolejnych wyznawców, stawało się religią państwową. Miało to swoje bolesne konse, do których bez wątpienia zaliczyć należy uwikłanie Kościoła w politykę. Cesarze rzymscy wspierając nową religię chcieli czerpać z tego realne korzyści, a to oznaczało ich częste i nie zawsze fortunne ingerencje w życie Kościoła. Wyrośli z pogaństwa nie rozumieli subtelnych sporów teologicznych, łatwo więc dawali się przekonać tej stronie konfliktu, za którą stała większość biskupów. To dawało im większe nadzieje na zapewnienie jedności całemu imperium.

W czasach, gdy chrześcijańska doktryna kształtowała się w ogniu niejednokrotnie bardzo zażartych sporów, udział władzy świeckiej w rozstrzyganiu wewnętrznych spraw Kościoła niósł ze sobą szczególne zagrożenia. Nie chodziło już tylko o to, który z biskupów obejmie jaką stolicę, ale jak sformułowane zostaną dogmaty. Im mniej wykształcony był władca i gorzej zorientowany w kwestiach doktrynalnych, tym zagrożenie było większe. Spór wokół homoousios jest niemal podręcznikowym przykładem tego, jak takie zaangażowanie mogło wpływać na przebieg sporów doktrynalnych. Sympatie Konstantyna Wielkiego kierowały się bowiem raz ku św. Atanazemu - najgorliwszemu obrońcy katolickiej ortodoksji, raz ku Ariuszowi - którego herezja była źródłem konfliktów przez cały IV w. Ten sam Konstantyn przewodniczył zwołanemu przez siebie soborowi w Nicei, na którym sformułowano antyariańskie wyznanie wiary i ten sam Konstantyn w kilkanaście lat później odwołał Ariusza z wygnania i umarł jako zwolennik arianizmu.

Walka z heretyckimi poglądami była u początków Kościoła tym trudniejsza, że dopiero kształtowały się jego struktury. Sobór Nicejski, w czasie którego dyskutowano nad poglądami Ariusza, był pierwszym w historii soborem powszechnym. Nie było zgodności co do tego, kto ma go zwoływać i mu przewodniczyć ani jaką rangę mają jego ustalenia. Cesarz Konstantyn uznał go, jak się wydaje, za typową zwołaną przez siebie radę cesarską, obradującą pod jego przewodnictwem. Biskupi traktowali go z kolei jako rodzaj nadzwyczajnego synodu, zwołanego nie dla jakiegoś konkretnego obszaru, ale całego chrześcijańskiego świata. Papież Sylwester nie był na nim obecny, choć bez wątpienia sobór odbył się za jego zgodą. Przybyło za to 318 biskupów, którzy już wkrótce mieli podzielić się na dwa zwalczające się obozy.

uroczy, błyskotliwy człowiek

Wszystko zaczęło się od Ariusza. Ten - jak mówią nam źródła - niepozbawiony charyzmy, uroczy i błyskotliwy człowiek, zaczął głosić tezy mówiące o niższości Syna wobec Ojca, broniąc we własnym przekonaniu chrześcijańskiego monoteizmu. Zaczął szybko zdobywać zwolenników wśród aleksandryjskiego   duchowieństwa.   Jego   urokowi nie  uległ jedynie  biskup Aleksandrii - Aleksander, który obłożył Ariusza eks-komuniką.  I  tak wybuchł spór,  który wkrótce  miał objąć  cały  chrześcijański świat.   Po jednej  stronie stanął Ariusz i jego coraz liczniejsi zwolennicy, wśród których znalazł się biskup Euzebiusz z Niko-medii, po drugiej biskup Aleksander wraz ze swoimi sojusznikami. Orężem w tej walce były synody, zwoływane przez obie strony, które bądź broniły, bądź potępiały naukę Ariusza.

Gdy za Aleksandrem opowiedziało się 200 biskupów z terenu całego Wschodniego Cesarstwa, na pole walki, w roli mediatora, wkroczył cesarz Konstantyn. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy z wagi toczonych sporów. Zaproponował bowiem przeciwnikom pojednanie i zaprzestanie walki toczącej się - jak to ujął - o „rzeczy małe i zgoła pozbawione znaczenia". Fakt, że w toczonym sporze chodzi o centralną prawdę chrześcijańskiej wiary, czyli bóstwo Chrystusa, póki co umknął jego uwadze.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama