Najważniejszy dogmat o Chrystusie

List 6/2010

Chrystus jest jedno z nami i jedno z Bogiem. Od początku było bardzo trudno to wyrazić, dlatego że rzeczywistość, której uczniowie doświadczyli, w którą uwierzyli i którą przekazywali, rozbijała przyjęte schematy ludzkiego myślenia i działania.

 

Księże Profesorze, czym są dogmaty?

Samo słowo „dogmat" chrześcijanie zaczerpnęli z języka greckiego, nazywając tak krótkie twierdzenia wyjaśniające to, w co wierzą. Od samego początku Kościół pierwotny miał przeświadczenie, że życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, trzeba postrzegać w szerszym kontekście. Historia zbawienia jest bowiem o wiele dłuższa i rozpoczyna się jeszcze na kartach Starego Testamentu. Same tylko określenia osoby Jezusa, takie jak Chrystus, Mesjasz czy Syn Boży, są zrozumiałe dopiero w odniesieniu do tradycji biblijnej, żydowskiej. W pewnym momencie stało się dla Kościoła jasne, że aby dotrzeć z Dobrą Nowiną do ludzi spoza tej kultury, trzeba z jednej strony sformułować jej treść jak najprościej, a z drugiej wyjaśnić, o co w niej tak naprawdę chodzi.

Powstawały więc krótkie formuły, które później zostały nazwane dogmatami. Pierwsze z nich związane były z chrztem, udzielanym od początku w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Przyjmującym chrzest próbowano jak najprościej wyjaśnić, o jakiego Ojca, Syna i Ducha chodzi.

W tym samym czasie powstały Ewangelie, listy św. Pawła, listy katolickie, Piotra, Jana, Jakuba, które przybliżały postać Jezusa. Czytając dzisiaj Nowy Testament zauważamy, że już jego autorzy odwołują się do czegoś, co można nazwać zalążkiem tzw. dogmatu chry. Przykładowo św. Paweł w Liście do Koryntian pisze: dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy (1 Kor 8,6).

To był pierwszy dogmat?

Nie w naszym współczesnym rozumieniu. Przytoczony fragment pokazuje jednak, że historia tego dogmatu sięga jeszcze Starego Testamentu. Święty Paweł nawiązuje bowiem do żydowskiego wyznania wiary, opartego na słowach zaczerpniętych z Księgi Powtórzonego Prawa: Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem-Panem jedynym (Pwt 6, 4). Nie można zrozumieć wymiaru Pawłowego wyznania bez świadomości tego, jakie znaczenie miały dla Żydów użyte przez Pawła sformułowania. To były słowa, z którymi pobożny Żyd się nie rozstawał, bo tak nakazywało mu Pismo: Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach (Pwt 6,6-9).

Dogmat o Chrystusie - w sensie ścisłym - zaczął się rozwijać w czasie, gdy Kościół zakorzenił się już w greckiej kulturze. Zastanawiano się wtedy, w jaki sposób mówić o Chrystusie poprawnie. Stałym punktem odniesienia było pytanie, co prawda o Jezusie oznacza dla życia i zbawienia człowieka; jak poszczególne sformułowania oddają naszą nadzieję na życie wieczne i wiarę w zbawienie przez Chrystusa.

Tak zapewne pojawiło się trudne dziś do zrozumienia sformułowanie „współistotny Ojcu"...

Przez cztery i pół wieku chrześcijanie spierali się o to, jak poprawnie ująć w słowa to, że Jezus jest naprawdę człowiekiem i naprawdę Bogiem, że nie są to dwie różne osoby, ale - w dwóch naturach. Chodziło o to, by jakoś wyrazić, że Chrystus należy do ludzkości i może coś zrobić w jej imieniu, a z drugiej strony, że ma moc Boga, który może człowieka zbawić. Chrystus jest jedno z nami i jedno z Bogiem. Od początku było bardzo trudno to wyrazić, dlatego że rzeczywistość, której uczniowie doświadczyli, w którą uwierzyli i którą przekazywali, rozbijała przyjęte schematy ludzkiego myślenia i działania.

Ojciec Augustyn Jankowski, benedyktyn, stwierdził kiedyś, że Bóg stał się człowiekiem, żeby poznać ludzki los, żeby zrozumieć, jak ciężko jest czasem człowiekowi słuchać Boga. Czy Bóg przez Wcielenie czegoś się nauczył?

Pismo Święte mówi wyraźnie, że tak. W Liście do Hebrajczyków czytamy: Chrystus nauczył się posłuszeństwa przez to,  co wycierpiał. Stał  się  przyczyną   wzgardzenia na  wszystkie  czasy.  Bo  takiego nam potrzeba było arcykapłana, doświadczonego we wszystkim, na nasze podobieństwo (Hbr 5,8).

A czy Bóg w Chrystusie też cierpiał, gdy Jezus umierał na krzyżu?

Trzeba mieć świadomość, że wszystkie ludzkie pojęcia są tutaj nieadekwatne. Teolodzy mówią, że Bóg wprawdzie cierpieć nie może, ale może współcierpieć. Ojciec współcierpiał z Synem.

Konsekwencją przyjęcia dogmatu chrystologicznego jest tzw. wymiana orzekań (communicatio idiomatum). Polega ona na tym, że cechy Boże orzeka się o Chrystusie nazwą wziętą z Jego ludzkiej natury, a cechy ludzkie nazwą wziętą z Jego Boskiej natury. Dlatego można powiedzieć, myśląc o Chrystusie, że Bóg cierpiał, że Bóg umarł na krzyżu, tak samo jak można powiedzieć, że człowiek jest w Ojcu, jest obecny w Trójcy. To są te paradoksy, które Kościół napotyka od początku swego istnienia.

Ewangelia niezwykle oszczędnie opisuje to, co czuł (w sensie psychologicznym) Jezus, umierając na krzyżu. Mimo to o siedmiu ostatnich słowach Chrystusa napisano tomy medytacji.

I żadnego dogmatu...

Żadnego. Na pewno Jezus przeżywał dramat ludzkiego losu w jakiejś niesłychanej intensywności, doświadczając bliskości Boga i jej utraty. Wołanie: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił? jest na pewno o wiele bardziej dramatyczne w Jego ustach niż w ustach jakiegokolwiek innego człowieka, który tak ę nie wie, kim jest Bóg. W tym cierpieniu Chrystus miał jednak paradoksalnie świadomość Bożej obecności, tzn. był przekonany, że do końca idzie drogą, którą pokazał Mu Ojciec. Widać to u mistyków: odczuwają pokój i radość, a zarazem przeżywają wewnętrzne dramaty. Cierpienie i radość wcale nie muszą być rozłączne.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama