Religia łamana etyką

Przewodnik Katolicki 26/2010

„Kreska dyskryminuje” - krzyczał wielki tytuł na pierwszej stronie jednej z gazet dzień po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu rozpatrzył złożoną osiem lat temu skargę państwa Urszuli i Czesława Grzelaków z Wielkopolski.

 

Twierdzili, że ich syn, Mateusz, nie miał możliwości uczęszczania na lekcje etyki, a także, że był dyskryminowany przez szkołę i innych uczniów, gdyż nie chodził na religię.

Prawo jest OK

Państwo Grzelakowie skargę składali w sytuacji, gdy umieszczanie oceny z religii/etyki na świadectwach szkolnych nie było obowiązkowe i decydowała o tym szkoła w porozumieniu z rodzicami uczniów. W roku 2007 ówczesny minister edukacji wprowadził przepis o wliczaniu oceny z religii do średniej, więc obecność tej oceny na świadectwie stała się konieczna. Dlatego trzeba podkreślić, iż Trybunał orzekł, że rozwiązanie prawne, według którego na świadectwie może być stopień z religii albo z etyki, nie narusza Konwencji Praw Człowieka. Problemem jest jedynie brak tej oceny. Trybunał uznał, że - jak sformułował to w serwisie e-prawnik.pl Dariusz Madejski - wskazuje on na „brak afiliacji religijnej”.

Warto też odnotować, że wyrok dotyczy tylko sprawy syna państwa Grzelaków. Według Trybunału, Polska nie ma w tej materii żadnego „problemu systemowego” i nie ma konieczności zmiany prawa. Poza tym składający skargę nie otrzymali żadnego zadośćuczynienia (a żądali 150 tys. euro). Poza tym wyrok zapadł niejednogłośnie - stosunkiem głosów sześć do jednego. Zdanie odrębne złożył sędzia David Thor Bjoergvinsson, według którego, aby mówić o dyskryminacji, musiałoby dojść do różnego traktowania osób w sytuacji podobnej. Sędzia Bjoergvinsson zgadza się, że inną sytuację mają uczniowie uczęszczający na religię bądź etykę, których ocena jest wliczana do średniej, a inną uczniowie, którzy nie uczęszczają - i nie mają wliczanej oceny - to w jego ocenie na tej podstawie nie można mówić o dyskryminacji w rozumieniu art. 14 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jego zdaniem skarżący nie wykazał też w sposób wystarczający, że zetknął się z uprzedzeniami ze strony innych uczniów.

Kreska z WF-u

Jak wynika z medialnych informacji powodem skargi złożonej przez małżeństwo z Wielkopolski był fakt, że szkoły, do których chodził ich syn, nie organizowały zajęć z etyki, jako alternatywy dla religii. Problem jednak ma jeszcze jeden wymiar. Uczęszczanie na te lekcje nie jest obowiązkowe. Uczeń ma do wyboru nie alternatywę religia-etyka, ale także może po prostu w ogóle zrezygnować z uczęszczania na którykolwiek z tych przedmiotów. Motywacja takiej rezygnacji nie musi być (i jak można usłyszeć podczas rozmów z dyrektorami szkół często nie jest) światopoglądowa. Znane są przypadki uczniów, którzy „z oszczędności czasu” nie chodzili w niższych klasach na religię, po czym w ostatniej klasie nagle sobie o niej przypominali. Rodzi się pytanie, czy w tych przypadkach kreska na świadectwie istotnie świadczy o „braku afiliacji religijnej” i narusza ich prawo do milczenia w sprawach religii?

Szymon Hołownia, wiceszef religia.tv i publicysta „Newsweeka”, komentując w telewizji wyrok Trybunału ze Strasburga zwrócił uwagę, że kreski na świadectwach pojawiają się również przy innych przedmiotach, a nie budzą oskarżeń o dyskryminację. Czy uczeń, który nie ma oceny z wychowania fizycznego, ponieważ był z niego zwolniony, może czuć się dyskryminowany, że szkolny dokument pokazuje go jako łamagę?

Tymczasem, jak napisała jedna z gazet, Trybunał powiedział, że „w polskich realiach dla każdego jest jasne, że brak stopnia w tej rubryce oznacza, że uczeń jest niewierzący (lub nie wyznaje dominującej w Polsce religii). W ten sposób urzędowy dokument ujawnia światopogląd obywatela”.

Nic dziwnego, że w kontekście ogłoszonego 15 czerwca br. wyroku Ministerstwo Edukacji coraz poważniej myśli o powrocie do planów sprzed dwóch lat, kiedy zakładano, że religia lub etyka staną się przedmiotami obowiązkowymi. Nowe przepisy miały wejść w życie we wrześniu 2009 r., ale plany resortu pokrzyżował kryzys. Jak wyliczył jeden z dzienników, wprowadzenie tej zasady tylko w Małopolsce kosztowałoby prawie 11 milionów złotych rocznie.

Świadectwo bez religii?

Trybunał w Strasburgu ocenił, że wyznaczona przez ministerstwo liczba siedmiu uczniów, zmuszająca szkoły do organizowania lekcji etyki, jest zbyt duża i zasugerował zmniejszenie jej do trzech. Uznał też, że argument finansowy nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla rezygnacji przez szkoły z organizowania zajęć z etyki.

Publicysta Jan Wróbel, który jest równocześnie dyrektorem społecznego liceum ogólnokształcącego opowiadał, że w jego szkole przedmiotem obowiązkowym jest filozofia, a to jej dział stanowi etyka. Niestety, w telewizyjnej wypowiedzi nie wyjaśnił, jak w tej sytuacji rozwiązuje na świadectwach problem nieuczęszczania na religię. Jednak swoją wypowiedzią zwrócił uwagę na nieadekwatność alternatywy religia/etyka.

Abp Kazimierz Nycz, który przez wiele lat w polskim episkopacie odpowiedzialny był za kwestie katechetyczne, w związku z wyrokiem Trybunału powtórzył, że Kościół katolicki nie ma nic przeciwko, by nauczanie religii w szkołach miało alternatywę w etyce. - W rozmowach z kolejnymi rządami popieraliśmy stworzenie alternatywy religia bądź etyka. Jesteśmy przeciwni istniejącej obecnie furtce, że uczeń może nie uczęszczać na żadne z tych zajęć - przypomniał abp Nycz. Dodał, że obecna sytuacja „jest to dawanie sygnału młodym ludziom, że przedmiot natury religijnej, etycznej czy moralnej nie jest istotny, jest to niewychowawcze”.

Niemal natychmiast po ogłoszeniu wyroku pojawiły się niepokojące komentarze działaczy praw człowieka. „Rozwiązania są dwa: albo polskie szkoły umożliwią uczniom naukę etyki, albo stopień z religii/etyki zniknie ze szkolnego świadectwa - mówią działacze Fundacji Helsińskiej” - napisała jedna z gazet. „Jeśli chodzi o wyegzekwowanie lekcji etyki, to liczę na wybraną właśnie przez Sejm na rzecznika praw obywatelskich prof. Irenę Lipowicz, która publicznie deklarowała zajęcie się tym problemem” - mówił dr Adam Bodnar, szef działu prawnego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Ale zaraz dodał: „Jednak jeżeli państwo nie jest w stanie sobie z tym poradzić - to jest inne rozwiązanie: likwidacja stopnia z religii/etyki na świadectwie”. Tego typu głosów nie można lekceważyć. Pokazują one, że w imię obrony prawa do milczenia o sprawach religii może dojść do narzucenia wszystkim zakazu ujawniania swoich poglądów religijnych i faktycznej prywatyzacji wiary. A pretekstem do tego groźnego rozwiązania może się okazać trwająca wiele lat nieudolność państwa w drobnej kwestii organizacji zajęć z jednego przedmiotu.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • news
    30.06.2010 09:33
    Religia w szkole to bardzo zły pomysł. Wg mnie niedpouszczelny już na samym wstępie rodzi podziały na tych którzy chodzą i na tych którzy nie chodzą. Nauczanie religii w szkole jest sztuczne i byle jakie. Religia to wymiar duchowy, co innego salka , kościół i ktoś kto jest do tego powołany przez swoje powołanie, co innego jakaś apni czy pan katecheci jak to się teraz mówi. Skąd mogę wiedzieć co owa pani powie mojemu dziecku na temat tak duchowy i integralny. Na religijność dziecka największy wpływ mają rodzice, i skoro Kościołowi tak zależało na religijności obywateli - dzieci, to powinnien tak edukować ich rodziców, aby umieli swoją wiarę dzieciom przekazać. Nie załatwi tego religia w szkole. A wręcz odwrotnie--zaszkodzi, poprzez spory, sprzeczki, ingerencję. To ma być dobrowolny wybór. Ja chcę, bo Cię kocham Panie Boże, a nie dlatego, że muszę, bo ocena bo świadectwo. Kto ma wychować do takiej decyzji???
  • Zosia
    30.06.2010 10:17
    Jak ma się czuć dziecko które w przedszkolu ma religię, czy w szkole nawet, a w domu mamusia żyje z przyjacielem, tatusia nie ma. Ile jest w Polsce prawdziwych małżeństw, ile konkubinatów, związków partnerskich. Dziecko jest bardzo delikatne i wrażliwe, łamie się go już na wstępie. Do kogo ma pójść, do kogo się zwrócić by ktoś mu to wytłumaczył. Zresztą czy jakieś tłumaczenie jest tu możliwe. Ono traci poczucie bezpieczeństwa. To dla niego stres i niespójność.
    Chciałam też zapytać jak Kościół wyobraża sobie wychowanie dzieci w wierze katolickiej, gdy jedno z małżonków jest niewierzące?
  • PKal
    05.07.2010 23:36
    Pamiętam lekcje religii, gdy odbywały się poza szkołą. Mieliśmy wtedy przerwę w lekcjach - właśnie na religię. Teoretycznie wszyscy, którzy byli zapisani, mieli obowiązek przyjść, ale w praktyce docierało ok. połowy. Nikt nie wyciągał konsekwencji wobec wagarowiczów. Na religię przychodzili zatem tylko zainteresowani lub po prostu ci bardziej obowiązkowi.
    I te lekcje mi się podobały - można było czegoś się dowiedzieć, podyskutować z księdzem czy katechetą (nie pamiętam), było bardziej kameralnie.
    Natomiast w liceum religia była w szkole i chodzili wszyscy za wyjątkiem dwóch osób w klasie. Te lekcje były mało sensowne i męczące. Pamiętam hałas i chaos - jedni gadali, inni grali w karty, księdza słuchało nie więcej niż 10 osób.
    Ja widzę dwa rozwiązania - powrót do religii poza szkołą lub zrobienie z religii normalnego, obowiązkowego przedmiotu, najlepiej z alternatywą w postaci etyki lub czegoś jeszcze innego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama