Wakacje to patrzenie w niebo

Niedziela 26/2010

Ona jest nauczycielką, on doktorem psychologii i terapeutą. Razem pracują, prowadzą w Częstochowie Ośrodek Wspomagania Rozwoju, piszą książki o miłości w małżeństwie. Są rodzicami trójki dzieci: Szymona, Zosi i Jasia. Danusia i Marek Kuźnikowie zgodzili się opowiedzieć o tym, jak odpoczywają w czasie wakacji

 

To Pan Bóg ma plan

Nie planują wakacyjnych wyjazdów wiele tygodni wcześniej. Najciekawsze z propozycji spędzenia wakacji zdarzyły się w ostatniej chwili. Mówią, że Pan Bóg się troszczy, aby mieli gdzie pojechać nawet wtedy, gdy pieniędzy jest mniej. I choć na co dzień ciężko pracują, a dla pięcioosobowej rodziny pieniądze nie spadają z nieba, korzystają z propozycji znajomych i przyjmują zaproszenia do wspólnego odpoczynku. W tym roku spędzą dwa tygodnie na Mazurach, a potem dwa nad morzem. W mazurskim domu już byli. – To wioska, w której nie ma nawet sklepu spożywczego – mówi Danusia – ale dzieciom to wcale nie przeszkadza. – O miejscu na wakacje decydują u nas wątki relacji ludzkich – mówi Marek. – Od lat widzimy, jak dobrze można wypoczywać w pięknych miejscach za małe pieniądze, ale w dobrym towarzystwie. W dzikich, oderwanych od dużego świata miejscach można uczyć dzieci zachwytu. Wszystkim.

Celem jest bycie razem

Wakacyjne rytuały rodziny Kuźników to: witanie morza tuż po przybyciu i obowiązkowe zanurzenie, choćby stóp, niezależnie od pogody, „Tyle słońca w całym mieście”, śpiewane wspólnie z Anną Jantar w czasie podróży autem, opowiadanie o tym, co w każdym dniu zdarzyło się ciekawego w formie rodzinnej rundy – rodziców udział obowiązkowy – i dla Zosi koniecznie lody – często i duże.

Wakacje są podróżą na ciągłym hamulcu. Znikają pośpiech i obowiązkowe punkty dnia. – Często długo śpimy – mówi Danusia – nie zakładamy, że pobudka o ósmej, bo szkoda dnia. Zdarzają się dni, że po późnym przebudzeniu długo siedzimy w piżamach w łóżku. Dzieci opowiadają swoje historie, tarmosimy się i tulimy. – Potrzeba nam pobyć razem. W wakacje – mówi Marek – nie można mówić ani o lenistwie, ani o edukacji. Żadne z tych pojęć w tym czasie nie może górować nad drugim. To przebywanie razem jest najważniejsze, ono jest celem.

Nie boją się, że zmiana rytmu dni zepsuje wypracowane w ciągu roku zasady. – U nas w domu na co dzień jest dużo reguł i norm, które działają dobrze, dlatego w wakacje możemy odpuścić – mówi Marek. – Nie stresuje mnie, że dziecko nie zjadło zupy, bo np. więcej czasu zajął nam powrót i już nie dałam rady ugotować. Zje kanapki i też będzie dobrze – dodaje Danusia. Wakacje mają być czasem bycia w zgodzie ze sobą małych i dużych członków rodziny.

Literatura może zostać

– Uczymy dzieci, aby każdy odpoczywał na swój sposób. Szymon uwielbia czytać. Zosia nie zawsze ma ochotę zabierać na wyjazd książkę. Nie zmuszam jej do tego – tłumaczy Danusia, polonistka. – W wakacje ma być jej dobrze ze sobą. Musi znaleźć sposób, aby ten stan dobrego samopoczucia osiągnąć. Jeśli to ja dokonam za nią wyboru – nigdy się nie dowie, co tak naprawdę pozwala jej odpoczywać, co lubi. A przecież ma prawo nie lubić czytać, choć każdy rodzic woli łobuza, który połyka książki. Ja mogę proponować, ale wybór należy do dziecka. Za to starannie wybieram książkę dla Marka. Taką do poduchy i dla relaksu, nie zawodową, i jestem dumna, gdy trafiam w jego potrzeby, gdy książka go wciągnie i pochwyci swoją treścią. Ale nie walczę – mówi Danusia – aby wielka literatura jeździła z nami wszędzie.

Pięcioro dzieci i piach

Najważniejsze jest to, co mogą robić wspólnie i w zgodzie. Badminton, gry planszowe, spacer. Do ulubionych rozrywek należy budowanie zamków z piasku, co roku zajmuje im to kilka godzin. To praca dla architekta, inżyniera kwarcowych drobin, specjalisty od wodnych przepływów. Marek lubi tę wspólną zabawę z Szymonem, Zosią i Jasiem. Wytrwale drążą tunele, wzmacniają ściany. Wiedzą, jak postępować, aby wilgotny piach nie zniszczył zaplanowanych kształtów budowli. – Ja się wtedy nie umartwiam – tłumaczy Marek – mam ogromną przyjemność z tego, co robię, a dzieci włączają się w te prace i czasem trudno jasno określić, kto ma większą frajdę: oni czy może jednak ja? Są takie czynności, w których dorośli odkrywają nagle, że w nich, w środku, mimo upływu lat wciąż „mieszka” dziecko. Nie trzeba się wstydzić, że ono chce w nas dojść do głosu. U nas – mówi Marek – na wakacjach jest zawsze pięcioro dzieci...

Różnice oczekiwań

Niektórych przeraża wyjazd rodzinny. Logistyka wyprawy to niełatwe zadanie. W rodzinie Kuźników od lat działa taka sama zasada: Marek wiezie, Danusia pakuje. – Jeden dzień wystarcza, aby uprasować i zabrać to, co potrzebne – tłumaczy Danka. – Mam w głowie „działy” do zapakowania i tak staram się to robić: kuchnia, łazienka itd. Nie jestem typem porządnej matki, która ma lawendę w szafach, ale jakoś sobie radzę. Przez ostatnie lata zauważyłam, że moje zadowolenie też jest ważne, że bycie mamą to nie tylko tak służyć, że paść, to też mieć powód do uśmiechu, czas na relaks. Zaspokajanie własnych potrzeb wcale nie musi szkodzić bliskim. Od czterech lat wożę ze sobą szydełkową robótkę i liczę na to, że wreszcie z wakacji przywiozę bieżnik. Zawsze zabieram dużo książek. Egoizm jest zły, ale w wakacje trzeba zadbać o to, aby być szczęśliwym, zadowolonym. Muszę jednak tę moją inność tak celebrować, aby nie szkodziła innym.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama