Zakorzenienie

Głos ojca Pio 4/64/2010 Głos ojca Pio 4/64/2010

Poczucie bycia u siebie. Czym ono jest? Jak można je określić? Co sprawia, że miejsce, w którym jesteśmy, zaczyna być naprawdę nasze?

 

Ileż mamy dzisiaj zabiegów zmierzających do tego, aby naszą bogatą historię − dawną i najnowszą − wreszcie odesłać do lamusa, spuścić na nią zasłonę milczenia. A kiedy nie można już uniknąć odwoływania się do niej, najlepiej zrobić to w taki sposób, by została całkowicie zdekonstruowana i przestała być nośnikiem poczucia godności i umiłowania ojczyzny...

Francuska autorka konkluduje: „Człowiek wykorzeniony − wykorzenia. Człowiek zakorzeniony − zakorzenia”. W innym miejscu zaś dodaje jakże gorzką refleksję: „Od kilku wieków ludzie białej rasy głupio i na oślep niszczyli wszędzie przeszłość, zarówno u siebie, jak i u innych. Jeśli mimo wszystko zaznaczył się pod pewnym względem w tym okresie prawdziwy postęp, to nie w wyniku tego szaleństwa, ale pomimo niego, pod wpływem działania tych nielicznych elementów przeszłości, które pozostały żywe. [...] Zniszczona przeszłość nigdy nie wraca. Niszczenie przeszłości jest więc może największą ze zbrodni”.

Za głównego winowajcę wykorzenienia autorka uznaje pieniądz (dziś powiedzielibyśmy może raczej o nastawieniu nazbyt liberalnym i konsumpcyjnym): „Pieniądz niszczy korzenie wszędzie, gdzie tylko przenika, zastępując wszystkie pobudki postępowania pragnieniem zysku. Bez trudności bierze górę nad innymi pobudkami, ponieważ wymaga nieporównanie mniej wysiłku i skupienia. Nie ma nic jaśniejszego i prostszego od cyfry”.

Inną siłą wykorzeniającą jest według autorki podbój, dziś jednak często nie dokonuje się on już w sposób zbrojny, ale poprzez gospodarcze uzależnianie słabszych. Szeroki strumień konsumpcji i dobrobytu potrafił uśpić czujność niejednego narodu, stopniowo „wyzwalając” go od bolesnej i trudnej potrzeby samostanowienia o sobie.

Czy niska frekwencja wyborcza utrzymująca się od kilku lat w Polsce nie jest czytelnym znakiem dobrowolnego zrzeczenia się podstawowych praw? Obiegowe, modne powiedzenie „mnie polityka nie interesuje” (które ma mnie stawiać ponad nią) jest innym przejawem tej samej postawy. Przecież tak wiele zależy od ludzi, którzy sprawują ważne funkcje państwowe. „Państwo − pisze Simone Weil − powinno możliwie najbardziej podnieść ojczyznę do rangi rzeczywistości”.

Katyń 2010 − przebudzenie narodowe?

Ostatnie wydarzenia związane z tragiczną katastrofą pod Smoleńskiem, a następnie liczne pogrzeby osób z najwyższych kręgów polskiej władzy niejednokrotnie przeradzały się w narodowe manifestacje. Wydarzenia te sprawiły, że zaczęliśmy zadawać sobie wiele pytań, nie tylko o nie same, ale o nasz charakter narodowy i o siły, które w nim tkwią.

Dla wielu Polaków ten wstrząs stanowił ważny impuls do zmiany dotychczasowej (a może wmawianej nam) oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego i docenienia jego polityki historycznej i zagranicznej, jak również ogromnego zaangażowania w odsłanianie naszych narodowych korzeni. Prezydent tak mówił w przemówieniu na 91. rocznicę odzyskania niepodległości, 11 listopada 2009 roku: „Dzisiaj, po dwudziestu latach Trzeciej już Rzeczpospolitej musimy budować nowy patriotyzm. Patriotyzm, który wpatrzony jest w przyszłość, ale musi mieć też korzenie, musi mieć też korzenie w przeszłości. Musi mieć pamięć, bo nie ma patriotyzmu bez pamięci. Próbujemy tę pamięć uparcie budować i odbudowywać, i na tej drodze nie może być zakrętów”. Słowa te mogą stanowić najbardziej lakoniczne resumé polityki historycznej Lecha Kaczyńskiego.

Dla wielu żałoba narodowa była okazją do włączenia się w wielką manifestację narodową, o czym świadczy dwieście tysięcy ludzi czekających po kilkanaście godzin, aby oddać hołd Parze Prezydenckiej, czy też setki tysięcy biorących udział w Mszach Świętych: na Placu Zwycięstwa, na krakowskim Rynku, pod katedrą wawelską, w Łagiewnikach, na Błoniach i w wielu innych miejscach rozsianych po całej naszej Ojczyźnie. Ilu z nas w tych pamiętnych dniach kupiło flagę narodową i wywiesiło ją na swoim domu, balkonie czy w oknie... Ilu godzinami trwało przed telewizorem, przeżywając żałobę i zakorzeniając się w historii, która jakże boleśnie nas dotknęła...

Paradoksalnie jednak wydarzenie to stało się dla nas szansą, abyśmy nauczyli się współodczuwać z narodem, z tą jego częścią, która nie utraciła swojego zakorzenienia. Czym przed katastrofą w Smoleńsku były dla wielu z nas pamięć i uporczywe działania Rodzin Katyńskich nad ocaleniem części naszej historii? Teraz śmierć ich bliskich stała się i naszą osobistą tragedią, a ich heroiczny bój o prawdę szansą odzyskania przez nas utraconej więzi z historią. Oto sens ostatnich, tragicznych wydarzeń z najnowszej historii Polski. Umarli zobowiązują! Obyśmy tylko nie pozwolili na zagłuszenie ich dojmującego głosu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...