Herkules

Sygnały Troski 7-8/2010

Po jakimś czasie przestali z nim walczyć, bo rzeczywiście nabierał mięśni i siły. Już mu się nie przeciwstawiali, dawali nawet pieniądze na te jego witaminki, mikroelementy, puszki ze zdrową żywnością, wspomagacze.

 

Obudziła się nagle w samym środku nocy. Nadstawiła uszu. W pokoju Marka nie było słychać jego oddechu… Ta cisza ją przeraziła. Zerwała się z łóżka, pobiegła do pokoju syna. Blade światło niewyraźnie wydobywało nieruchomy kształt pod kołdrą.

– Jezus, Maria! – krzyknęła przerażona, padając na kolana przy posłaniu Marka. Potrząsnęła nerwowo jego ramieniem, ale chłopak nawet nie drgnął. Na jego białej jak płótno twarzy pojawiło się kilka grubych kropel potu. Chwyciła za telefon.

– Przyjeżdżajcie szybko – ponagliła dyspozytora pogotowia – mój syn… Atak serca… zapaść… nie wiem…

Nerwowo zadzwoniła do męża. Jeśli uda mu się zwolnić z pracy, będzie w domu za godzinę. Znów spojrzała na twarz syna. Marek wyglądał zupełnie tak jak w tamten tragiczny dzień kilkanaście lat temu. Wtedy też nachylając się nad jego ciałem po upadku, zobaczyła jego nienaturalnie ułożoną głowę i zaciśnięte usta. Tyle że wtedy zamiast potu ze skroni płynęła mu krew. Kiedy w szpitalu Marek odzyskał przytomność, lekarz pocieszył ją, że upadek z huśtawki nie był taki groźny. Jednak w głowie synka utworzył się krwiak. Pojawiły się bóle głowy, omdlenia, a czasem taki atak. Marek nie mógł już tak szybko biegać, jeździć na rowerze, pływać. Zabraniała mu więc każdego wysiłku, każdego intensywniejszego ruchu. Bała się, że sport pogłębi jego chorobę. Ten lęk był prawie obsesyjny. Musiała chronić Marka, choć lekarze nakłaniali ją do zmiany jego trybu życia. Nie wierzyła im, jakby nie rozumiała, że chłopcy w tym wieku potrzebują więcej ruchu i świeżego powietrza. Ale syn zaczął się buntować. Jakby już nie potrzebował jej opieki i troski – nadmiernej i chorobliwej, jak mówił.

– Chcę być normalnym człowiekiem – postanowił jakiś rok temu – siłownia jest najlepszym miejscem dla prawdziwego mężczyzny.

To było coś jak przewrót w ich rodzinie. Nawet mąż próbował odwieść Marka od tego szalonego pomysłu. Ale chłopak się zawziął, nie zwracał uwagi na prośby ani na krzyki. Po jakimś czasie przestali z nim walczyć, bo rzeczywiście nabierał mięśni i siły. Już mu się nie przeciwstawiali, dawali nawet pieniądze na te jego witaminki, mikroelementy, puszki ze zdrową żywnością, wspomagacze. Razem z nim cieszyli z jego osiągnięć. Czemu więc mieli mu w tym przeszkadzać?

Dzwonek u drzwi oderwał ją od smutnych refleksji. Lekarz z sanitariuszką wszedł do mieszkania i obrzucił wzrokiem chłopca.

– Następny Herkules – powiedział, przyglądając się nieufnie ciału Marka zbyt mocno wyrzeźbionemu twardymi mięśniami – pewnie przesadził ze sterydami. Serce nie wytrzymuje tych wielkich dawek. Czasem taki wyczyn kończy się nawet śmiercią.

Spojrzała na Marka zlękniona. Właśnie otworzył oczy. Chyba słyszał, co mówił lekarz. Na jego twarzy pojawił się blady rumieniec.

– Ale to właśnie lekarze nakłaniali nas do uprawiania sportu przez syna – próbowała go bronić.

– Ale nie do pompowania ciała chemią i znęcania się nad nim – skwitował jej wypowiedź lekarz, rozpoczynając dokładne badanie. – A jednak serce – mruknął pod nosem, przygotowując jakiś zastrzyk. – Tym razem się udało, ale następnym razem będzie za późno. Sterydy i siłownia w tym wieku to samobójstwo.

Spojrzała znów na Marka. W jego podkrążonych oczach pojawiły się łzy.

– Jeśli nic mi nie wolno, to lepiej, żebym nie żył– wyszeptał żałośnie.

– Do góry głowa, synu – rzekł lekarz. – Na razie wstrzymaj się przed tydzień, a potem wpadnij do naszego klubu. Pomogę wybrać bezpieczną dyscyplinę i właściwe tempo ćwiczeń bez wspomagaczy. Ja też jestem po zawale, a zobacz, jak wyglądam – i lekarz wyprostował się jak dwudziestolatek.

Marek uśmiechnął się do niego z wdzięcznością. Wyciągnął ku niemu dłoń. W jego oczach pojawiła się nagle nowa iskierka nadziei…

„Jednak nie rozumiem mężczyzn – pomyślała – i ich potrzeby imponowania siłą. A może to o inną siłę chodzi, choć oni znają tylko sport, a teraz te sterydy? Ksiądz Bartek też ma sportową sylwetkę, a ile w nim zdecydowania, opanowania, jakiej psychicznej czy duchowej mocy… Markowi tego brakuje. Może to z nim powinien pogada Marek? Byłabym spokojniejsza…”.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...