Doświadczyłem wszystkiego oprócz śmierci

Przewodnik Katolicki 30/2010

Próbowano go otruć, kilkakrotnie pobito, grożono mu śmiercią, składano fałszywe oskarżenia w sądzie. W Indiach, poprzez głoszoną Ewangelię, pastor Gideon Jacob, jak sam mówi, doświadczył wszystkiego za wyjątkiem śmierci.

 

– Zawsze spałem przy otwartym oknie. Któregoś dnia, wracam do domu, a ten jest cały obity moskitierami. Pytam jednej z sióstr: „Dlaczego zrobiliście z mojego domu więzienie?” Ona tłumaczy mi przestraszona, że ktoś groził, że wrzuci kobrę do łóżka, gdzie śpię – mówi pastor Gideon Jacob, lider misji i związku kościołów Good Shepperd Church. Następnym razem, gdy inna z sióstr gotowała obiad, chciano ją przekupić, by dosypała trucizny do posiłku pastora. – Dawano jej 3000 rupii (500 euro), ale się nie ugięła – wyjaśnia.

Codziennie wraz z żoną żyją ze świadomością, że któreś z nich może zginąć. – W Indiach nie ma pytania o bezpieczeństwo, ale o to, czy ufasz powołaniu, które masz – tłumaczy.

Był też wzywany do sądu, bo ktoś złożył na niego fałszywe oskarżenie. Wierni bardzo się wtedy za niego modlili. – Policja i sędzia nie uwierzyli. „Znam tego człowieka i wiem, że nic złego nie zrobił. Albo przyznasz się, że kłamiesz, albo sam znajdziesz się w więzieniu” – powiedział sędzia w mojej obecności do tego, który mnie fałszywie oskarżył. Sędzia był Hindusem. Bóg czasem używa niebożych ludzi, by czynić swoje dzieła – wspomina, dodając, że prawnik, który go w tej sprawie reprezentował, bramin kasty kapłańskiej, widząc całe to zdarzenie nawrócił się i dziś jest chrześcijaninem.

Setka „bezwartościowych” dziewczynek

Gdy w 1989 r. kościół w Trichy został napadnięty przez radykalnych hindusów, Gideon mieszkający jeszcze w Hamburgu postanowił wraz z żoną wrócić do Indii i mówić o Bogu. – Zacząłem budować kościół z pomocą słowa Bożego. Mówiłem, że jako chrześcijanie jesteśmy powołani nie tylko do modlitwy, ale i działania. A ponieważ kilkaset kilometrów od nas zabijano dziewczynki, które według hinduskiej mentalności nie mają wartości, wydrukowaliśmy 100 tys. ulotek z napisem: „nie zabijaj” i zaczęliśmy je rozdawać po okolicznych wioskach. Już w pierwszej pobili nas hinduiści, ostrzegając: „nie przychodźcie tu więcej i nie dotykajcie naszej tradycji!” Zacząłem więc te dzieci adoptować – wspomina początki w Trichy.

Do dziś dzięki domowi dla niechcianych dziewczynek MoseMinistries, udało mu się uratować prawie setkę z nich. Rodzice nie pochwalali jego zaangażowania. – Mama i tata są dość bogaci i mają duży dom. Kiedy dowiedzieli się, co robię poprosili mnie i żonę, byśmy opuścili ten dom. Trudno jest, gdy własna rodzina jest przeciw tobie – mówi, dodając, że wtedy zrodził się pomysł na budowę kościoła i sierocińca. Sierocińców od tamtego czasu powstało zresztą kilka.

„Niech żyje bez męża i cierpi”

Jacob niesie też pomoc wdowom po bestialsko zabitych pastorach. Są wśród nich, takie, jak ta z historii, którą ze wzruszeniem mi opowiada: – Jednemu z pastorów ktoś powiedział, że zbliżają się hinduskie pogromy chrześcijan. On jednak postanowił pozostać. Pobiegł do domu, tam wraz z żoną ubrali się odświętnie tak, jakby mieli iść na ślub. Wierzący pytali go: „Co robisz?” On im odpowiedział: „Dziś jest dla mnie bardzo ważny dzień, bo dziś spotkam się z Jezusem”. Przybiegła grupa hindusów, a jeden z nich powiedział: „Macie tylko jedną szansę, by się uratować: rzućcie Biblię na ziemię, oddajcie na nią mocz i zwymyślajcie Jezusowi”. On im odpowiedział: „Nie zrobię tego, dajcie mi proszę dwie minuty, bym mógł się pomodlić”. Złapał za rękę żonę, uklękli i zaczęli się modlić: „Panie, idę do domu, dziękuję Tobie za wszystko, co dla mnie zrobiłeś”. Potem wstał i powiedział: „Teraz możecie zrobić ze mną, co chcecie”. Zrobili. Jeden z hindusów otworzył mu mieczem głowę, tak że krew tryskała nie tylko na podłogę, ale i na żonę. Pozostali głośno krzyczeli. Wówczas drugi wbił mu siekierę w plecy. Kiedy pastor był już martwy, grupka oblała jego żonę benzyną. Wtedy obecne tam kobiety nie pozwoliły jej umrzeć. „Niech żyje bez męża i niech cierpi” – krzyczały. Żona pastora żyje do dziś… I do dziś cierpi.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • stu
    28.07.2010 14:46
    "Kilka tygodni temu w ofierze złożono ich [dzieci] pięcioro, tylko dlatego, że kapłan tego bóstwa powiedział, że rodzice, by mogli mieć jedno, w zamian muszą złożyć właśnie pięcioro innych. Porwali więc je z ulicy i złożyli w ofierze – opisuje pastor."
    Gdy dziecko staje się bogiem, takie są konsekwencje...
    W Europie jest podobnie - tyle, że przełożenie wyższe: za jedno dziecko ginie nieraz kilkanaście.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama