Do piekła i z powrotem

Tygodnik Powszechny 30/2010

Z wewnętrznego poranienia przez pornografię płynie poczucie nienawiści wobec siebie, niezdolność do kochania bliskich, a także zakwestionowanie obecności Boga w świecie. Szczera modlitwa o uwolnienie od nałogu nie została wysłuchana. Ergo – Boga nie ma.

 

Wielu wspomina pierwszy kontakt z pornografią jako doświadczenie straszne. Często działo się to przy okazji podłączenia do mieszkania internetu i ciągu nieprzespanych nocy spędzonych w tajemnicy przed domownikami, pełnych bezwstydu, poczucia poniżenia i pytania „co ja tutaj robię”, masturbacji – i usilnej pokusy powrotu.

Doświadczenie fascynacji i nadziei na wypełnienie jakiegoś braku w głębi serca znajdowało odpowiedź, która nie dawała zaspokojenia, ale ciągle fascynowała i kusiła nową obietnicą. Po pierwszym spotkaniu następowały kolejne, zdarzało się zaniedbywanie pracy i spraw rodzinnych, kryzys narastał. Następowała seria próśb o uwolnienie do Boga i seria zawodów z własną i Boga bezradnością. I nic nie było jak dawniej. Ulgę przynosił kojący głos fachowców: to naturalne i powszechne, porno jest zdobyczą ludzkości. Nie trzeba się niepokoić, wystarczy przestać słuchać wewnętrznego głosu, który odzwierciedla represyjne wychowanie.

Pojawia się pytanie o grzech, roztrząsanie, czy jest się w stanie utraty łaski, czy jeszcze nie. Stan, który dawniej wiązalibyśmy z poczuciem zbezczeszczenia siebie, po spotkaniu z pornografią nadal jest przykry, ale próbujemy wmawiać sobie, że nie zerwaliśmy więzi z Bogiem. Obraz Boga zresztą również się zmienia: zaczynamy twierdzić, że Bóg nie jest tak małostkowy, aby Mu się nie podobało to, co czynimy w bezsilności lub z ciekawości. Dla innych relacja z Bogiem po spotkaniu z porno kieruje się w inną stronę: Bóg zaczyna się wydawać bezduszny i groźny.

Dochodzi przekonanie, iż pornografia sprawi, że człowiek będzie lepiej wyrażać małżeńską miłość. Zakłamanie sięga dalej: spotkałem się z opinią, że seks z koleżanką trudno określić jako zdradę żony, bo był pozbawiony zaangażowania. Inny człowiek po wejściu w stały kontakt z pornografią próbował załagodzić świadomość nieszczerości wobec współmałżonka, proponując wspólne z niej korzystanie – a potem wspólny seks z inną parą. Małżeństwo się rozpadło.

Ignacy Loyola zauważył, że mimo iż niekiedy trudno ocenić wartość moralną czynu, ocenę ułatwia rozpoznanie swoich uczuć po jego dokonaniu. Po spotkaniu z pornografią pojawia się permanentny smutek. Towarzyszy człowiekowi nawet wtedy, kiedy po porno nie sięga. To symptom uzależnienia od emocji, które towarzyszyły korzystaniu z niej. Ale można tutaj dopatrzeć się także objawów zamknięcia na kontakt z Bogiem. Bo smutek ten nie rodzi się ze świadomości utraty wartości, ale związany jest z pokusą rozpaczy.

Znakiem bezsilności są zwykle zachowania agresywne. Symptomami zranienia przez pornografię będzie wulgarny język, kwestionowanie wartości, stwierdzenia, że dziś nie ma miłości innej niż ta w telewizji, i w końcu, że wszyscy ludzie wokoło to cudzołożnicy i kłamcy. To znaki, że w głębi serca dokonuje się proces degradacji. Jego początkiem była dobrowolna zgoda na przejście kolejnych kroków w świecie pełnym obietnicy szczęścia, ale obietnicy fałszywej.

Postępująca niewiara staje się źródłem nienawiści wobec siebie, a w konsekwencji niezdolności do kochania bliskich. Skutkuje też zakwestionowaniem obecności Boga w świecie, czasem w banalnym wnioskowaniu, że szczera modlitwa o uwolnienie od nałogu nie została wysłuchana. Ergo – Boga nie ma.

Za brnięcie w kontakt z pornografią każdy ponosi indywidualną odpowiedzialność. Jednak za uzależnienia i ich dramatyczne skutki w życiu osób i rodzin odpowiadają nie tylko użytkownicy trucizny, ale też producenci, handlarze i wszyscy, którzy godzą się na obecność tego produktu w ogólnodostępnej sprzedaży. Tłumaczenie swego postępowania sytuacją na rynku nie może być tu ostatecznym argumentem.

Człowiek, który szuka w spowiedzi pomocy u Pana Boga, zadaje sobie pytanie, co dalej. Wie, że do zerwania z grzechem nie wystarczy mocne postanowienie. Rozum domaga się pełniejszej decyzji zmiany dotyczącej nie tylko indywidualnych zachowań, ale o coś więcej. Korzystając z pornografii albo tylko milcząc, godzimy się na szereg zjawisk, które jej towarzyszą: niewolnictwo, handel ludźmi, przemoc, rozbicie rodzin, pogrążanie się w uzależnieniach, zjawiska pedofilii, krzywdzenie dzieci... Oprócz decyzji o walce z pokusą człowiek musi skonfrontować się ze zjawiskiem na skalę przemysłu zła, który zasilał swoim uczestnictwem. Zadanie wydaje się praktycznie niewykonalne, ale duchowo konieczne dla dalszego pójścia drogą wiary. Ze strony duszpasterzy moment ten wymaga wielkiej uważności i mądrości, aby nie zamienić życia człowieka w piekło bezsilności i nadodpowiedzialności.

Słowem nadziei dla udręczonych pornografią są słowa Jezusa, który w Kazaniu na Górze błogosławi ludzi czystego serca. Oznacza to, że pełnię wolności osiąga się przede wszystkim jako skutek działania Bożego w człowieku, a nie jako owoc heroicznego wysiłku woli. Zatem zadaniem chrześcijanina jest przede wszystkim pielęgnowanie miłości, a czystość serca, wierność, radość seksu i radość czystości będzie niezauważalnie rozwijać się sama, jako działanie Boga w duszy człowieka.

Mirosław Pilśniak OP (ur. 1959) jest dominikaninem, prezesem Fundacji Sto Pociech. Od 1990 r. jest zaangażowany w ruch rekolekcyjny i formacyjny małżeństw „Spotkania Małżeńskie”, wykłada teologię małżeństwa i etykę. W artykułach i książkach (m.in. „Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim”, 2010) skupia się na temacie małżeństwa i seksualności człowieka.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...