Pasterka na placu budowy

Tygodnik Powszechny 37/2010

Zalążkiem opozycji politycznej w Nowej Hucie były kolejne komitety budowy świątyń. Zadeklarowanie się przez człowieka świeckiego, najczęściej pracującego jako robotnik w kombinacie, że jest członkiem nielegalnego, zwalczanego przez władzę komitetu – było formą deklaracji politycznej. Sposobem tworzenia aktywnej opozycji.

 

Tomasz Ponikło: W czerwcu 1949 r. powstają pierwsze budynki Nowej Huty. W lipcu Watykan ogłasza, że za wstąpienie do partii komunistycznej – a nawet za współpracę z nią – grozi ekskomunika. W sierpniu Rada Ministrów PRL wydaje dekret o konsekwencjach „nadużywania wolności wyznania i sumienia w celach wrogich ustrojowi”. Po wymianie ciosów, przychodzi czas na starcie: Nowa Huta jest jak ziemia ubita pod pojedynek. Ale tam właśnie władza ludowa zrozumiała, że musi zmierzyć się z innym przeciwnikiem niż ten, jakiego się spodziewała.

Marek Lasota: Ponieważ podstawowym błędem władzy było rozumienie Kościoła wyłącznie w sensie hierarchicznym – zupełnie tak, jakby komuniści nazbyt przejęli się ewangelicznym powiedzeniem: uderz w pasterza, a owce się rozbiegną (por. Mk 14, 27). Aparat bezpieczeństwa był wyraźnie zainteresowany spenetrowaniem „ośrodków kierowniczych” w diecezji, środowisku biskupów, pracowników kurii, oddziaływaniem na społeczność seminarium duchownego. Taka strategia została ostatecznie przyjęta. Ale niemal zupełnie zlekceważono i zaniechano – czego przyczyny są dla mnie niejasne – infiltracji „kleru dołowego”. Co więcej, zignorowano podstawowy fakt: Kościół to nie tylko duchowni, ale także świeccy. Tego władzy zabrakło w kalkulacji sił.

W zamierzeniu Nowa Huta, socjalistyczne miasto przy konserwatywnym Krakowie, wznoszona była w celu ideologicznym. Obszar dawnej Galicji uchodził za mocno przywiązany do katolicyzmu i tradycji. Tym samym nie liczono, że uda się wykorzystać małopolskie elity, dlatego postanowiono je zneutralizować. Pomysł nie był nowy: wcześniej Austriacy wybudowali Podgórze również po to, by pozbawić Kraków jego „królewskości”. Nowa Huta stanowiła kontynuację tego pomysłu: skoro tak wiekowe środowiska są nie do ruszenia, trzeba zbudować nową społeczność. Socjalistyczne miasto bez Boga w samym sercu polskiego katolicyzmu. Przez zaszczepianie nowych organizmów – takich jak Nowa Huta – chciano zmieniać sposób myślenia całej społeczności. Zwłaszcza że komuniści mieli świadomość, iż Kościół po wojnie – chcąc nie chcąc – przyjął rolę depozytariusza tożsamości narodowej, więc trzeba się było z nim jak najszybciej uporać.

Dopiero po konfrontacji z Kościołem na terenie Nowej Huty, gdzie główną siłą opozycji byli nie tyle księża, co tak zwani zwykli wierni, władza zrozumiała, że ma przeciwnika znacznie trudniejszego do pokonania niż sam kler.

Kiedy zaczęto z rozmachem wznosić Nową Hutę, do jakiegoś stopnia władza z Kościołem instytucjonalnym się uporała. Na mocy porozumienia z Episkopatem z kwietnia 1950 r. faktem stały się duże ustępstwa Kościoła, który zgodził się na ingerencję w swoją administrację i decyzje personalne.

To porozumienie było porażką. Episkopat uwierzył, że kompromis zakończy otwarty konflikt albo przynajmniej złagodzi coraz mocniej odczuwalne starcia. Jednocześnie było to apogeum represji wobec księży: około tysiąca duchownych jest wówczas w więzieniach. Hierarchia miała wrażenie, że trzeba szukać modus vivendi, tymczasowego, bo komunizm postrzegano jako zjawisko krótkotrwałe. Wizja trzeciej wojny światowej była żywa. Ale kompromis okazał się fałszywy: wzmogły się represje, nastąpiło aresztowanie bp. Kaczmarka, potem uwięzienie prymasa Wyszyńskiego. A zapisy porozumienia odbijały się czkawką, np. w Nowej Hucie, która stała się problemem dla jednych i drugich. Dla Kościoła, bo pojawiło się na jego terenie ciało obce, indoktrynowana robotnicza społeczność. Dla władzy, bo nie spodziewano się, jak łatwo wykorzeniona, migrująca ludność z całej Polski może ulec demoralizacji, nie mówiąc już – znowu z punktu widzenia Kościoła – o niezachowywaniu chrześcijańskich wzorców.

Kościół mógł wobec tego okopać się w Krakowie, byle tylko nie dopuścić do wniknięcia socjalistycznego miasta pod Wawel. Albo – myśląc długofalowo – spróbować tę społeczność przejąć. Krakowscy biskupi Eugeniusz Baziak i Karol Wojtyła wyraźnie opowiedzieli się za drugim rozwiązaniem. Co ciekawe, prymas Wyszyński uważał, że Baziak nie poświęca jednak Nowej Hucie dość uwagi, a za efekt tego uznał zamieszki wokół krzyża.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama