Komu potrzebny spis?

Niedziela 38/2010

Ten spis jest właśnie po to, aby dokładniej przyjrzeć się także takim procesom gospodarczym i społecznym na polskiej wsi, które zachodzą na marginesie i obok produkcji rolnej.

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – 1 września rozpoczął się w Polsce Powszechny Spis Rolny, w kampanii promującej przedstawiany jako wielkie przedsięwzięcie XXI wieku. Dlaczego na to miano nie zasłużył raczej ten poprzedni, z 2002 r.?

WIESŁAW ŁAGODZIŃSKI: Dlatego że teraz po raz pierwszy wykorzystujemy najnowsze techniki – np. Internet (elektroniczne formularze do samodzielnego spisywania się), GPS, mapy satelitarne... Żaden kraj w Europie a nawet na świecie nie stosował jeszcze w takiej skali techniki elektronicznej przy tego rodzaju przedsięwzięciach. To jest spis bez papieru! Jego koszt jest, oczywiście, dość duży (ok. 210 mln zł) – jednak wziąwszy pod uwagę wskaźnik inflacji, nie jest on droższy niż ten z 2002 r., a faktycznie nawet nieco tańszy.

– Komu jest dziś potrzebny taki superspis? Rolnicy jak zwykle podchodzą doń z pewną dozą nieufności…

– Bezpośrednim beneficjentem tego spisu jest każda polska wieś, która dzięki niemu otrzyma informację o tym, jaki jest ekonomiczny i gospodarczy obraz najbliższej okolicy i w jaki sposób sytuuje się ona na tle całego kraju. Spis jest niezbędny dla państwa, które musi mieć dokładną i aktualną informację o tym, jak wygląda polskie rolnictwo, aby mieć jakikolwiek sensowny plan na przyszłość. Wreszcie spis ten jest realizacją zobowiązań międzynarodowych Polski. Nie chodzi o to, że służy Unii, ale o to, że posłuży naszemu interesowi w UE. Ten nasz narodowy interes jest w dosyć istotny sposób związany z tym, abyśmy przeprowadzili dobry spis i przedstawili dobrze opracowane wyniki.

– Czy ten spis pokaże, ile zyskała polska wieś na wejściu Polski do Unii? Bo na wcześniejszej transformacji ustrojowej skorzystała chyba raczej niewiele?

– Rzeczywiście, poprzedni spis, z 2002 r. (który jako drugi po spisie z 1996 r. ukazywał skutki transformacji), ujawnił wiele zjawisk, których nikt się nie spodziewał, niekoniecznie korzystnych… Faktem jest, że z wejściem do Unii dla polskiej wsi zaczęła się całkiem nowa jakościowo sytuacja ekonomiczna. Dziś wiemy, że rzeczywiście to fundusze, jakie napłynęły z Unii, stały się dużym bodźcem do rozwoju – to po prostu widać. Mamy do czynienia ze zmianami, nie tylko w sensie czysto materialnym – w polskich rolnikach rozbudziła się aktywność niezbędna do zabiegania o te wolne środki płatnicze, które można było zainwestować w rozwój gospodarstwa, w bardziej godziwe niż do tej pory warunki życia. To fakt, że dotychczas polskie rolnictwo pracowało niejako na kredyt, rzadko kiedy rolnik mógł osiągnąć realnie większe zyski i w związku z tym był „wyjęty spod prawa” w odniesieniu do normalnej cywilizacji. Dopiero teraz w sposób widoczny następuje pewne wyrównanie cywilizacyjne.

– Wydaje się, że to wyrównanie nie może postępować odpowiednio szybko przede wszystkim z powodów ogromnych zaległości edukacyjnych polskiej wsi. Czy spis ukaże ich obecny rozmiar?

– Badanie aktywności ekonomicznej wiąże się jak najściślej z badaniem poziomu i potrzeb edukacyjnych ludności wiejskiej. Wiemy, że trudno mówić w tej chwili o jednakowych szansach, warto się jednak dowiedzieć, z jakiego rodzaju zapóźnieniami mamy do czynienia, jak wiele jest do zrobienia.

– Warto wiedzieć, jakie jest to wiejskie zapóźnienie, jednak pojawiają się przede wszystkim obawy, dotyczące raczej celu i skutku całego przedsięwzięcia, które może posłużyć Unii – spekuluje polski rolnik – do zaciśnięcia pasa polskiej wsi, np. w sprawie limitów na produkcję płodów rolnych.

– Myślę, że nie ma podstaw do większych obaw, bo przecież wcześniejsze ustalenia unijne nie mogą być tak łatwo zmienione; Polska, co prawda, późno weszła do Unii, ale jest przecież dużym krajem, z którym coraz bardziej trzeba się liczyć. Powiem, że przeciwnie, jeżeli nie będzie odpowiedniej informacji o stanie, rozmiarach i możliwościach polskiej produkcji rolnej, to nie będzie podstaw do jakichkolwiek pertraktacji z Unią. A to znaczy, że będzie bardzo trudno, a wręcz będzie to niemożliwe, żeby uzyskać te zabezpieczenia i środki unijne, które do tej pory dostawaliśmy i które powinniśmy dostawać w odpowiedniej skali, czyli tyle, na ile naprawdę zasługujemy.

– A to będzie już zależało od polityki polskiego rządu wobec Unii, od jego mocy negocjacyjnej…

– A więc i od argumentów, jakie będzie miał do dyspozycji, właśnie dzięki informacji spisowej. Jestem przekonany, że z punktu widzenia polityki rządu taki spis jest kluczową sprawą. Rząd, minister rolnictwa, województwa, powiaty, gminy, starostowie, marszałkowie – powinni mieć dokładną i szeroką, najbardziej aktualną informację na temat stanu rolnictwa. Nie ulega żadnej wątpliwości, że dla planowania gospodarczego i społecznego, dla samorządu wiejskiego, gminnego w szczególności, dla działania politycznego w wymiarze większym niż jedna gmina, czyli np. w skali subregionu, niezwykle ważna jest wiedza o tym, co ludzie robią, z czego żyją, jak gospodarują, jaka jest ziemia, jaka jest gospodarka wodna, jakie są maszyny, metody produkcji, jakie są wyniki zbiorów, co się z tymi zbiorami dzieje. Chodzi o to, żeby podejmować decyzje oparte na rzeczywistym, najbliższym prawdy rozpoznaniu stanu faktycznego.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama