Zagłuszanie

Wieczernik 5/173/2010

Sami, z własnej woli (choć zwodzeni przez Ojca Kłamstwa) bardzo często robimy co w naszej mocy, aby Słowo nie miało na nas wpływu

 

Co robili ludzie w czasach PRL chcąc usłyszeć nieocenzurowane wieści ze świata? Między innymi słuchali zagranicznych rozgłośni radiowych, takich jak Radio Wolna Europa czy sekcja polska BBC. Co robiła „władza ludowa”, żeby im to uniemożliwić (czy choćby utrudnić)? Zagłuszała. Powstały specjalne stacje zagłuszające – urządzenia emitujące „szum” na tych samych częstotliwościach, na których można było słuchać RWE czy BBC. W zależności od warunków i odległości stacje te działały lepiej lub gorzej, czasami jednak rzeczywiście bardzo utrudniały czy wręcz uniemożliwiały odbiór programu – zamiast wiadomości w głośnikach słychać było tylko szumy i trzaski…

Zagłuszanie. Absurdalne działanie mające jeden cel: uniemożliwić mi usłyszenie tego, co chciałbym – albo powinienem – usłyszeć. Metoda blokowania prawdy – najbardziej prymitywna, prosta, toporna i… niezwykle skuteczna. Jeszcze jeden dowód na to, że czasami najprostsze metody są najbardziej efektywne.

W tym roku mówimy o „słuchaniu Pana”. Oto Bóg mówi do człowieka – mówi do mnie – słowa Prawdy. Tej jedynej Prawdy, która rzeczywiście wyzwala, która pozwala poznać Jego, zrozumieć świat i zobaczyć siebie samego we właściwym świetle. W moim świecie – w świecie grzechu, oddalenia od Boga, słabości, egoizmu – pojawia się Słowo (także Słowo Wcielone!), które niesie mi przesłanie życia, przebaczenia, siły, miłości. Wystarczy posłuchać, wystarczy się otworzyć. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.

Shema, Israel! Słuchaj, Izraelu… – od tego się przecież wszystko zaczyna. Potem są wezwania, przykazania, Boże obietnice, drogowskazy, potem jest Przymierze. Ale żeby to wszystko nastąpiło, najpierw musimy usłyszeć, co Bóg ma nam do powiedzenia.

Niestety, dziś także sąsiły które starają się zrobićwszystko, abyśmy tego Słowa nie usłyszeli, abyśmy nie byli szczęśliwi, wolni, w końcu zbawieni. Tyle, że dziś te siły nie są na zewnątrz nas (wbrew pozorom siłom zewnętrznym przeciwstawićsięznacznie łatwiej). Dziś zło wkracza w nasze życie zupełnie innymi drogami. My sami, z własnej woli (choć zwodzeni przez Ojca Kłamstwa) bardzo często robimy co w naszej mocy, aby Słowo nie miało na nas wpływu.

Tak, czasami osiągamy to na drodze naprawdęzłożonych i wyrafinowanych działań. Szukamy racjonalnych argumentów, sprzeciwiamy sięSłowu dorabiając teorie (mniej lub bardziej sensowne) do własnych pomysłów czy pragnień, budujemy koronkowe konstrukcje pozornie logicznych argumentów, wznosimy mury obronne na fundamencie takich czy innych zgorszeń, krzywd, urazów.

Ale częściej – znacznie częściej! – postępujemy zgodnie z tą samą zasadą: najprostsze bywa najskuteczniejsze. A jaka jest najprostsza metoda nieprzyjmowania Słowa? Po prostu go nie słuchać.

Więc nie słuchamy. A jeśli Słowo nadal brzmi w naszych uszach, jeśli narzuca się naszej świadomości, naszemu rozumowi, naszemu sercu, nachodząc nas „w porę i nie w porę” przez innych ludzi, przez głos sumienia, przez tekst Ewangelii – stosujemy stare, dobre, sprawdzone zagłuszanie.

Prawdziwe zagłuszanie nie polega na tym, że nie słyszę kierowanego do mnie Słowa Bożego dlatego, że jestem zapracowany, zabiegany i tak dalej. Prawdziwe zagłuszanie to w zasadzie sytuacja odwrotna: robię coś po to, żeby nie słyszeć(…nie musiećsłuchać) głosu Boga.

A najprostszym sposobem zagłuszania jest oczywiście życie w hałasie – na tyle silnym i ciągłym, aby nie dopuszczał do naszych uszu (także tych „wewnętrznych”) głosu Boga przemawiającego nie tylko przez Ewangelię, ale także przez głos sumienia, przez światło rozumu, przez prawdziwe uczucia, przez wiedzę. W dzisiejszym świecie o hałas nietrudno. W dzisiejszym świecie ludzie często jużnie pamiętają jak brzmi cisza, czasami wręcz boją się ciszy.

Wracam do domu po całym męczącym dniu w szkole, na uczelni, w pracy – jestem wykończony, szumi mi w głowie, więc… natychmiast włączam ulubionąpłytę„żeby sięuspokoić”.

Mam wolny dzień, jestem sam w domu – więc natychmiast sięgam po pilota od telewizora. Albo włączam radio – bo zwyczajnie źle się czuję, kiedy jest cisza. To jakieś takie…Czy ja wiem? Nienaturalne.

A kiedy wreszcie najdzie mnie myśl, żeby wyjść trochę z domu, przewietrzyć się, pójść na spacer – zaraz za drzwiami wciskam w uszy słuchawki przenośnego odtwarzacza. Żeby coś grało.

Szum, jazgot, hałas, nieustanne zagłuszanie. Zagłuszam nie tylko Pana Boga, który chce do mnie mówić, ale jest zbyt delikatny i za bardzo mnie szanuje, żeby przekrzykiwać moje mp3. Zagłuszam przecież także własne myśli, zagłuszam jakąkolwiek refleksję, zagłuszam swoje uczucia, zagłuszam tego kosa, który tak fantastycznie śpiewa na szczycie tego drzewa za oknem.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • mijamax
    29.09.2010 20:33
    Jak ja to rozumiem! Ciszy się nawet na życzenie proboszcza nie przestrzega...Polak wie lepiej, dlatego ratuję się jak mogę przed gadulstwem wiernych, wiernych swojemu krasomówstwu. I co zrobić? Chwila ciszy jest niemal niemożliwa w naszych małych kościołach, bo po otwarciu pierwsze wpadają kobiety, które GŁOŚNO I DUŻO SIĘ MODLĄ!Aż wejdzie ksiądz.
  • bj
    14.10.2010 20:30
    Bardzo lubię ciszę, taką, że aż "w uszach dzwoni".
    Lubię dźwięk szemrzącego strumienia, szum wiatru w liściach drzew i szum deszczu.W moim kościele na szczęście można pobyć w ciszy.Bardzo też byłam zdumiona, uczestnicząc w niej po raz pierwszy, że "minuta ciszy" jest taka króciutka.Jestem niedzisiejsza i staromodna? Mnie to nie przeszkadza.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama