Szkoła obniża loty

Niedziela 41/2010

W świecie kultu pieniądza zauważamy, że społeczeństwo powoli przywraca zawodowi nauczyciela niegdysiejszy autorytet. Nie dlatego, że nauczyciele zarabiają dużo, ale z tego powodu, że Polacy na nowo odkryli wartość wiedzy. Wykształcenie wyższe chce już zdobyć 80 proc. uczącej się młodzieży

 

Polacy nie dali się zwariować, gdy przez 20 lat transformacji usiłowano im wmówić, że liczy się nie to, co w głowie, lecz przede wszystkim zawartość portfela. Wykształcenie dzieci stało się priorytetem wielu rodziców. Zdali sobie sprawę z tego, że nawet jeśli ich pociechy nie zdobędą w swojej dorosłości lukratywnych stanowisk, to uzbrojone w wiedzę lepiej sobie poradzą, gdy przyjdą wzloty i upadki. Chcą dać dzieciom nie rybę, lecz wędkę. Niestety, nie wszyscy.

Rzuceni na głęboką wodę

W ciągu ostatnich lat zostaliśmy jako społeczeństwo rzuceni na głęboką wodę. Wielu rodzinom się nie powiodło, nie każda poradziła sobie z następstwami transformacji. Niełatwo współdziałać na linii: nauczyciel – uczeń – rodzice, a tego wymaga proces dydaktyczny i wychowawczy. Stąd, gdy uczeń sprawia kłopoty, słychać często narzekanie nauczycieli na rodziców, a rodziców na nauczycieli. Ale jak nauczyciele nie mają narzekać, skoro 16 proc. rodziców w ogóle nie chodzi na wywiadówki, a 15 proc. tylko sporadycznie. Z lenistwa? Nie zawsze.

Odkąd nastały w szkole e-dzienniki i rodzice mogą kontrolować w internecie oceny oraz nieobecności swoich dzieci, liczba rodziców na zebraniach klasowych maleje. Nauczyciel ma coraz mniejszą szansę na rozmowę o problemach dziecka. Nie jest to jedyna przyczyna rzadkich kontaktów. W czasach wysokiego bezrobocia pracodawca wymaga coraz większej dyspozycyjności. Pracujemy dłużej, godzimy się na więcej wyrzeczeń. Bywa też, że – aby związać koniec z końcem – dla dobra rodziny łapiemy dwa etaty. Według danych Eurostatu, jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. Wcale nie dlatego, że wpadliśmy w narodowy pracoholizm. Z ekonomicznego przymusu.

Dane GUS wskazują na unikanie przez zapracowanych rodziców nawet badań okresowych dzieci. O ile na te badania trafia 80 proc. 2-latków, o tyle już tylko 71 proc. 4-latków. A na bilans 18-latka zgłasza się co drugi młody człowiek. Brak systematycznej kontroli zdrowia dziecka i podejmowania leczenia w odpowiednim czasie powoduje, że w polskiej szkole całkowicie zdrowych jest tylko 3 proc. uczniów! To też następstwo likwidacji szkolnych gabinetów lekarskich.

Niski poziom opieki nad zdrowiem ucznia i jego kształceniem wynika często – choć nie zawsze – z biedy rodzin i ich niewydolności. 7,7 mln Polaków mieszka w rodzinach o dochodzie poniżej granicy ubóstwa (ustawowo wynosi do 1226 zł dla czteroosobowej rodziny). Przed ubóstwem wielu rodzin nie chroni nawet praca, bo płaca minimalna jest w Polsce na żenująco niskim poziomie.

Bezrobocie, emigracja zarobkowa, bieda działają przeciwko rodzinie. Stąd rozpadające się małżeństwa, coraz więcej przestępców wśród nastolatków wychowujących się bez rodziców, którzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu pracy lub nie mają dla nich czasu. Coraz więcej jest też patologii. Socjologowie z Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej „Pedagogium” w Warszawie ostrzegają przed pandemią problemów społecznych, którą może spowodować pogłębiający się kryzys gospodarczy. Twierdzą, że największymi ofiarami recesji są najmłodsi Polacy.

Szkolna agresja to często odreagowanie frustracji, samotności, gorszego statusu materialnego, naśladowanie wzorców czerpanych z ociekającej przemocą telewizji. Czy kontrakty proponowane przez nauczycieli w różnych rejonach Polski, zawierane między pedagogami, rodzicami a uczniami, będą rozwiązaniem tych problemów?

Uczeń zakontraktowany

Takie kontrakty w szkołach niepublicznych stosowane były od dawna. Teraz po ten pomysł sięgnęły niektóre szkoły publiczne. Chcą od rodziców pisemnych deklaracji, w których określą oni swoje prawa i obowiązki. Chodzi o aktywną pomoc dziecku w nauce, stworzenie warunków do rozwoju, przekazanie systemu wartości, zadbanie o schludne ubranie, przypilnowanie, by nie piło alkoholu, nie paliło papierosów. Nauczyciel z kolei deklaruje dbałość o wszechstronny rozwój ucznia, stosowanie zachęt do udziału w zajęciach pozalekcyjnych, zobowiązuje się do systematycznego informowania rodziców o postępach i problemach dziecka.

Taka umowa nie ma żadnej mocy prawnej. To raczej honorowe deklaracje, potwierdzone własnoręcznym podpisem. Niektórzy rodzice nie godzą się na kontrakty, inni dostrzegają w nich wsparcie szkoły w swoich zmaganiach wychowawczych. – Na pewno jest to swego rodzaju sposób na wspólne dyscyplinowanie ucznia. I jakiś oręż dla nauczyciela, bo minister Katarzyna Hall odebrała możliwość pozostawienia ucznia w klasie za złe zachowanie – mówi Irena Wernicka, nauczycielka gimnazjum z Gliwic. – Mało tego, uczeń za zgodą rady pedagogicznej może być już promowany do następnej klasy ze stopniem niedostatecznym, bez opanowania materiału – dodaje.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama