Potrzeba reformacji

Tygodnik Powszechny 42/2010

W ciemnym tunelu kryzysu, w którym ostatnio znalazł się ekumenizm, nareszcie zapaliło się światełko.

 

Zapaliło się dzięki wrześniowemu spotkaniu w Wiedniu teologów katolickich i prawosławnych wchodzących w skład Międzynarodowej Komisji Mieszanej. I ­chyba nie są w stanie zgasić tego światełka pomruki Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który – niejako tradycyjnie – doszukiwał się dziury w całym, zakłócając optymizm zawarty w relacjach z przebiegu rozmów.

Zrobił to 28 września metropolita Hilarion, szef Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, czyli druga osobistość w tamtejszej hierarchii. Tymczasem 5 października metropolita otrzymał – m.in. za wkład do ekumenizmu – katolicki doktorat honoris causa Katalońskiego Wydziału Teologicznego (co istotne, działającego pod patronatem Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie). Gospodarzem uroczystości był kard. Lluís Martínez Sistach, arcybiskup Barcelony.

W przemówieniu Hilarion, nie kryjąc wzruszenia, wyraził swój ekumeniczny optymizm: „Właśnie nadchodzi wiosna chrześcijaństwa. Wiek XXI będzie świadkiem uzdrowienia podziałów między chrześcijanami i odrodzenia wiary, Bożego daru, tak jak głosili ją apostołowie i strzegli jej Ojcowie Kościoła”.

Burzliwa historia dialogu katolicko-prawosławnego (zaczął się w 1980 r.) uczy, że niewiele rzeczy można o nim powiedzieć „na pewno”. Raz toczy się on w najlepsze, innym razem gwałtownie zwalnia, nawet hamuje, wręcz cudem nie dochodzi do katastrofy, by nagle znowu przyspieszyć czy wskoczyć na nowe tory. O tym, co się w tym dialogu dzieje, zdecydowanie trafniej mówić w łacińskim koniunktiwie: „można przypuszczać”, „wydaje się” czy „jak wiele na to wskazuje”.

A zatem po ostatnim spotkaniu teologicznej Międzynarodowej Komisji Mieszanej w Wiedniu (20-27 września) wiele wskazuje na to, że zrobiła ona znaczący (ale nie wielki) krok ku porozumieniu w sprawie prymatu biskupa Rzymu, newralgicznej kwestii dla tego dialogu, a i w ogóle największej przeszkodzie na drodze do jedności chrześcijan. Ponadto w wypowiedziach współprzewodniczących komisji: metropolity Jana Zizioulasa z Pergamonu i abp. Kurta Kocha, nowego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, można dostrzec zarysy modelu przyszłej jedności, jaki zdaje się wyłaniać z prowadzonych rozmów.

Przełom bez przełomu

Międzynarodowa Komisja Mieszana od 2007 r., czyli od spotkania w Rawennie, prowadzi rozmowy na temat roli biskupa Rzymu w pierwszym tysiącleciu. Okres ten – czyli czas chrześcijaństwa zasadniczo niepodzielonego, starożytnych soborów i Ojców Kościoła – ma kapitalne znaczenie ekumeniczne, szczególnie dla prawosławia, które w swojej bazie dogmatycznej ogranicza się do tego okresu. O jego konkretnej wadze ekumenicznej we wrześniu br. tak mówił abp Koch: Joseph Ratzinger „już w słynnym wykładzie w Grazu w 1976 r. powiedział, że Kościół katolicki [jeśli chodzi o przyszłą jedność z Kościołem prawosławnym] nie może oczekiwać od prawosławia nic ponadto, co było praktykowane w pierwszym tysiącleciu. Tak więc podstawowa dyskusja [w Komisji] dotyczy tego, jak nasze Kościoły żyły w tym millennium i jak możemy znaleźć nową wspólną drogę dzisiaj”.

W Grazu – dodajmy – Ratzinger przemawiał jeszcze jako zwykły ksiądz i teolog, proponując ideę, z którą powszechnie wiązano wielkie nadzieje ekumeniczne. Problem w tym, że już jako kardynał miał – a wraz z nim Watykan – od tej idei odstąpić. Wiedeński powrót do niej daje do myślenia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama