Zbliża się koniec świata?

List 10/2010

Wiara w zaplanowany koniec świata - opisany choćby w Apokalipsie - pociąga za sobą jednocześnie pocieszające przekonanie, że istnieje ktoś, kto panuje nad tym wszystkim, co się na tym świecie dzieje. Nie jesteśmy sami, opuszczeni, istnieje bowiem Boża Opatrzność.

 

Obserwując zachodzące zamiany klimatyczne - powodzie, huragany - czy społeczne, aż chciałoby się powiedzieć, że zbliża się koniec świata. Wielu ludzi mówi, że to apokalipsa.

Ktoś, kto mówi, że zbliża się koniec świata, rzadko myśli w kategoriach teologicznych. Daje raczej do zrozumienia, że nie pojmuje tego, co się dzieje, że czuje bezradność wobec rzeczywistości i - co się z tym wiąże - strach: „To niemożliwe: było pięć powodzi i mimo naszych modlitw, rzeki nadal wylewają. To się źle skończy".

Podobny sposób myślenia odnajdujemy w amerykańskich superprodukcjach, takich jak np. „Dzień Niepodległości". To wyobrażenia stricte katastroficzne: w pewnym momencie ludzkość zostanie za swoje postępowanie ukarana albo zmieciona z powierzchni ziemi. Jakiś globalny kataklizm: potop, uderzenie asteroidu czy wybuch bomby, spowoduje masakrę, wywoła totalną grozę. Będzie to oznaczało koniec wszelkich dotychczasowych relacji i zagładę ludzkości.

To negatywne wyobrażenie końca świata. A czy istnieje jakaś pozytywna wizja?

Wiara w zaplanowany koniec świata - opisany choćby w Apokalipsie - pociąga za sobą jednocześnie pocieszające przekonanie, że istnieje ktoś, kto panuje nad tym wszystkim, co się na tym świecie dzieje. Nie jesteśmy sami, opuszczeni, istnieje bowiem Boża Opatrzność. Bóg ma pewien plan, nazywany często historią zbawienia. Zegar tyka, a różne znaki pozwalają nam się domyślać, jak długo to jeszcze potrwa…Jest tak jak na mityngach lekkoatletycznych: w czasie biegu długodystansowego wyświetlana jest informacja ile okrążeń pozostało do końca, a w pewnym momencie słychać kołatanie dzwonka, ogłaszające, że to ostatnie okrążenie. Gdy zawodnik usłyszy, wie, że do końca pozostało jeszcze tylko 400 m. Wyobrażenie, o którym mówimy, zakłada, że jest ktoś, kto dzwoni tym dzwonkiem.

W taki sposób koniec świata przedstawiały np. objawienia w Fatimie. One również przedstawiają straszliwe wydarzenia i próby, przez które jedni przejdą pomyślnie, a inni nie. Potem jednak przyjdzie Chrystus, skończy się ten świat i będzie nowa ziemia i nowe niebo.

Pierwsi chrześcijanie myśleli, że to zdarzy się za ich życia, już, teraz.

Byli bardzo entuzjastyczni i zakochani, bo mocno wierzyli, że spotkali samego Boga. Znaleźli perłę i gotowi byli oddać wszystko, co mają, żeby ją posiąść. Wierzyli, że Pan Bóg przyjdzie już na drugi dzień i zabierze ich do siebie. Nie będą musieli się męczyć z uczonymi w Piśmie, rzymską okupacją i innymi rzeczami tego świata. Czekali, czekali i nic. Zapewne zastanawiali się, dlaczego Jezus nie przychodzi? Czy oni coś źle robią, czy coś jest nie tak?

No właśnie, dlaczego?

Doszli do wniosku, że zanim nastąpi koniec, musi się jeszcze wypełnić pewien plan. Dobrą Nowinę trzeba ogłosić całemu światu, „do-zbawić" innych. Święty Paweł zaszczepił w chrześcijanach bardziej uniwersalistyczne myślenie: wszyscy muszą poznać Ewangelię, Żydzi, Grecy, Rzymianie...

Pierwsi chrześcijanie patrzyli na koniec świata pozytywnie. Czekali na przyjście Chrystusa w Światłości. W Apokalipsie nacisk położony jest na to, jaka będzie Nowa Jerozolima: cała ze złota i drogocennych kamieni, położona nad morzem, „jakby ze szkła", Pan będzie świecił zamiast słońca, wszelka łza zostanie otarta.

Bardzo lubię proroctwo Izajasza, bo można w nim odnaleźć ciekawą intuicję: dziecię włoży rękę do nory kobry, krowa będzie żyła obok niedźwiedzicy, wilk obok baranka (por. Iz 11, 6-8). To znaczy, że nastąpi koniec relacji opartych na strachu, przemocy, wyzysku, asymetryczności, nieszczęściu itd. To wizja końca świata nie jako globalnej katastrofy, ale jako Paruzji - przyjścia Chrystusa; wizja czegoś doskonałego. Powiedziałbym, że w tym rozumieniu Boży plan jest „spiskiem na naszą korzyść".

Te dwie wizje końca świata zawsze współistniały?

Ludzkość od zarania dziejów tworzyła apokaliptyczne wizje, zarówno w wymiarze religijnym, jak i czysto fizykalnym. Ludzie mają skłonność do postrzegania groźnych wydarzeń w kontekście religijnym. Epidemie, trzęsienia ziemi czy huragany były w przeszłości często odczytywane jako gniew bogów czy kara za grzechy.

Końce świata" wymyślano jednak nie tylko odwołując się do instynktu religijnego, ale również do obserwacji pewnych cykli natury...

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama