Zbliża się Oczekiwany

Przewodnik Katolicki 51/2010

Bóg – Pan czasu – przychodzi do człowieka właśnie w czasie, przesuwając jego zwrotnicę w stronę wieczności. Przychodzi, by nasze kruche jestestwo wzmocnić swoją siłą.

 

Każdemu z nas w różny sposób objawia się sens Bożego Narodzenia. Utkany jest z naszych doświadczeń, wspomnień, przeżyć – zwłaszcza z dzieciństwa. W kościele zapalamy już czwartą świecę roratną na zielonym wieńcu, Dzieciątko Jezus „schodzi” coraz niżej po stopniach drabiny, w świątyniach ustawiane są już szopki...

Jednak jak łatwo nam dzisiaj nie zauważyć przychodzącego Boga. Żyjemy w czasach, które jak mantra powtarzają: „Boga nie ma. Jesteś wolny. Możesz robić, co chcesz. Nic cię nie ogranicza”. Tyle tylko, że to właśnie Bóg daje ci tę rozsławioną współcześnie wolność, a nie świat. Komercjalizacja Bożego Narodzenia przesłania jego prawdziwą tajemnicę – że oto jesteśmy świadkami narodzin Tego, który dla nas stał się dzieckiem.

Znad klawiatury komputera rozmyślam nad znakami zapowiadającymi bliskość Wigilii. Przesuwają się obrazy najmilsze: pękata choinka, jemioła, rodzinny gwar, zapach potraw przygotowywanych tylko raz w roku... Rodzi się Bóg prawdziwy. Co to znaczy? Przecież już raz się narodził! „Słowo stało się ciałem” – powie Ewangelista Jan.

Mamy przed oczyma betlejemskie sceny, aby je pojąć, posłużmy się kluczem pośrednim otwierającym drzwi do tajemnicy Bożego Narodzenia. „Niech się zapali każdy przystanek, bo idzie Oczekiwany” – pisał w wierszu poeta.

Noc objawiającej się Miłości

Dlaczego o nocy? „Dzieciństwo i religia żyją nie pojęciami, lecz symbolami i obrazami” – wyjaśnia jeden z kapłanów. Noc z perspektywy dziecka to najczęściej lęk przed ciemnością i samotnością. Noc ewokuje wszystko, co obce, dalekie, tajemnicze, bezkształtne. Wyolbrzymia niebezpieczeństwa i kłopoty, napełnia trwogą, wykorzenia nas ze świata. Znane przedmioty potwornieją w mroku; dobiegające z oddali odgłosy wydają się donośne. Noc bywa niekiedy porą „przypływu sumienia”, długich godzin spędzanych na dociekaniu, roztrząsaniu problemów. Są noce bólu i rozpaczy, noce miłości i noce zdrady.

Co ciekawe, Bóg wybiera noc. Ta pora należy do Niego, a nie do człowieka. Nocą Bóg przemawia do człowieka, ingeruje w jego losy, niesie pomoc i pociechę, przekazuje swoje słowo. W liturgii obchodzimy dwie święte noce: narodzenia i zmartwychwstania. Bóg rodzi się nocą, by rozjaśnić nasze życie swoim blaskiem, by znikło wszystko, co nam Go przysłania, by na nowo „oswoić” obcy nam świat. Bóg jest płomieniem wśród nocy.

Światło zapowiadane przez proroków staje się rzeczywistością w osobie Jezusa Chrystusa w Nowym Testamencie. Światło jest znakiem Boga, „jest ono jakby odbiciem Jego chwały”, odbiciem Bożej mądrości i mocy. Swoim prawem Bóg oświeca kroki człowieka, jest lampą, która go prowadzi, ratuje przed niebezpieczeństwem, staje się ocaleniem, prowadzi go ku radości. Bóg „wezwał nas do prawdziwego swojego światła” (1 P 2, 9). Jesteśmy zatem powołani, aby „żyć jak synowie światłości” (Ef 5, 8) i zaproszeni na spotkanie. Przychodząc nocą jako małe, bezbronne dziecko, sprowokował miłość.

O TEJ nocy napisano już wiele. Nieodmiennie fascynuje artystów, muzyków, twórców poezji i prozy, śpiewamy o niej w kolędach i pastorałkach: że cicha, ciemna, święta... Frapujący jest jednak inny jej aspekt. W tę noc Bóg i człowiek niejako zamienili się rolami. To Jezus jest bezsilny, kruchy, zagrożony, potrzebuje człowieczej opieki i troski. Nagość Boga onieśmiela i zawstydza. Miłość obdarowuje nas swoją obecnością, powierzając się w bezgranicznym zawierzeniu Niewieście z Nazaretu. Boże Narodzenie to czułe świadectwo zjednoczenia Boga z człowiekiem. To nadzieja, że najbardziej niemożliwe jest możliwe. To umiłowanie uprzednie, najpierwsze.

Nadchodzi noc betlejemska. Noc zaskoczenia. Noc paradoksów. Noc adoracji. Może warto na wydarzenie z betlejemskiej szopy spojrzeć oczami Maryi.

Świat ocalony

Wiemy, że była wybrana przez Boga, pochodziła z Nazaretu, że Jej fiat otworzyło drogę dla naszego zbawienia. Nie znamy szczegółów spotkania Maryi z aniołem. Wiemy, że przesłanie od Boga było krótkie. Wiemy, że archanioł umocnił Ją, by mogła przyjąć Boże wybranie, ale pozostała sama ze słowami zwiastowania. Ona jedna – żona cieśli – wiedziała, że Syn został dziewiczo poczęty.

Ludzka obojętność, niezrozumienie, samotność towarzyszyły Jej od samego początku.

Ubogie narodzenie w betlejemskiej szopie, którego świadkami byli: Józef, aniołowie, gwiazdy, zwierzęta, pasterze i mędrcy, było jednocześnie darem największej Miłości. Odtąd Maryja będzie w samotności i milczeniu przeżywać swoje szczęście z Jezusem, „rozważając wszystko w swoim sercu”. Pokłon pasterzy i magów, ucieczkę do Egiptu, nieznane nam bliżej dzieciństwo Jezusa.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama