W Imię Boże

Przewodnik Katolicki 1/2011

„W imię Boże” - wchodzimy w nowy rok. „W imię Boże” – rozpoczynały się przed wojną pierwsze strony szkolnych zeszytów

 

„W imię Boże” starannie kaligrafowano na pierwszej stronie nowego, pachnącego jeszcze sklepem kajetu, uważając, żeby piórko nie drgnęło, żeby kleksa nie zrobić, żeby świeżego atramentu rękawem nie rozmazać.

Potem już różnie bywało, ale ta pierwsza strona, „W imię Boże”, była najważniejsza. Była oddaniem się pod opiekę, była powierzeniem przyszłości w ręce Tego, który ją zna. Była pokornym przyznaniem: ja sam nic nie mogę, Ty zacznij, Ty prowadź. W Twoje, nie w moje imię zaczynajmy, bo ja to na pewno zepsuję, ale Ty zwyciężasz. Nowy zeszyt szkolny, nowy rok, całą przyszłość – w imię Boże.

Imię moje

W pewnej rodzinie jest starszy już pan. Dla wszystkich i od zawsze funkcjonuje jako Mateusz. Był Mateuszem jako mały chłopiec, był wujkiem Mateuszem i tatą Mateuszem. Kiedy raz pojawił się w telewizji podpisany jako „Lucjan”, w rodzinie rozdzwoniły się telefony: - Jak to, taka pomyłka, co oni z niego zrobili! Tylko żona i jedna z kuzynek wiedziały, że on rzeczywiście w dokumentach jest Lucjanem: tyle, że nigdy tego imienia nie używał.

Pewnie w niejednym domu jest podobnie. Czasem wynika to z faktu, że imiona nadane przed wojną, po jej zakończeniu stały się obciążeniem (Adolf), że z czasem zaczęły nieść ze sobą pejoratywne skojarzenia (Alfons), że ksiądz odmówił ochrzczenia dziecka imieniem, które podobało się rodzicom (Żaneta). Dzieje się tak dlatego, że we współczesnym świecie imiona w gruncie rzeczy nie znaczą wiele. Są wynikiem mód, przypadków, gustów rodziców, odbijają się w nich nawet rankingi popularności poszczególnych seriali. Gdyby były inne – nic by się nie stało. Można je zmienić bez większych konsekwencji, używać innych dla przyjaciół, a innych w dokumentach.

Imię na życie

W czasach biblijnych imię Boże i imię ludzkie znaczyło dużo więcej i nigdy nie było przypadkowe. Adam, nazywając stworzenia, jednocześnie stawał się ich panem. Jego własne imię określało jego powołanie, podobnie jak imię Ewy. Imię dotykało istoty człowieka, określało wszystko, kim był: a bez imienia praktycznie przestawał istnieć. Nadanie komuś nowego imienia było wzięciem go we władzę lub pod opiekę, obdarzeniem nowym życiem, a jego zmiana oznaczała zmianę osobowości i odwrócenie kierunku całego życia: tak przecież stało się z Szymonem, który stał się Piotrem, i z Szawłem, który został Pawłem.

Imię od Boga

Imienia w biblijnym rozumieniu nie można było wymyślić: można je było wyłącznie odkryć, poznać. Tylko Bóg był Tym, który nie musiał odkrywać imion ludzi – On je znał. Człowiek zaś nie mógł odkryć imienia Boga – ono zostało mu objawione na górze Horeb. Przejęci czcią i wyczuleni na wagę imienia ludzie Biblii unikali wymawiania imienia Boga: zapisane w Piśmie Imię Jahwe (JHWH lub IHWH - hebr. יהוה) czytali jako Elohim (Bóg) albo Adonai (Pan).  Jest oczywiste, że żaden człowiek czasów biblijnych, darzący imię Boga tak wielką czcią, nie ośmieliłby się obrać tego jedynego Imienia za własne. Do dziś imię Boga należy do sfery sakralnej, objętej kulturowym tabu. Podobnie rzecz ma się z imieniem Jezus (poza specyfiką krajów hiszpańskojęzycznych), a nawet imieniem Maryi – mało kto wie, że chociaż jest to jedno z popularniejszych imion żeńskich, w Polsce do połowy XIX w. w kręgach katolickich występowało prawie wyłącznie w formie Marianna lub Maryna.

Nie można obrać sobie imienia Boga za własne. Nie można zmienić swojej tożsamości na tożsamość Boga. Jeśli jednak człowiek pragnie, by to Bóg działał przez niego, by Bóg wziął jego życie jak własne, może prosić, by Bóg przyjął go w swoje imię. Takie właśnie całkowite oddanie i zawierzenie oznaczają proste z pozoru słowa: „w imię Boże”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| BÓG, IMIĘ, ŚWIĘTY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama