Święta od spraw przegranych

List 1/2011

Gdy kazał jej uklęknąć, miała nadzieję, że przyszedł, aby ją pobłogosławić i wyjaśnić wszystkie nieporozumienia. Zamiast tego usłyszała, że jest wyklęta

 

Tej nocy Mary długo nie mogła zasnąć. Wieczorna wymiana zdań z ks. Horanem zaskoczyła ją i mocno zaniepokoiła. Leżąc w łóżku, próbowała objąć myślami zarówno ostatnie wydarzenia, jak i przyszłość założonego przez nią zgromadzenia. Na zmianę albo dopadał ją lęk tak silny, że pragnęła umrzeć, zanim nastanie poranek, albo wypełniała ją głęboka ufność w to, że Bóg jej nie opuści. Sen przyszedł dopiero koło trzeciej nad ranem. Nic dziwnego, że kiedy o ósmej biskup wezwał Mary do klasztornego oratorium, weszła tam blada, półprzytomna i zdezorientowana. Gdy kazał jej uklęknąć, miała nadzieję, że przyszedł, aby ją pobłogosławić i wyjaśnić wszystkie nieporozumienia. Zamiast tego usłyszała, że jest wyklęta.

Pozostałe siostry, zebrane licznie w oratorium wpadły, niemal w histerię: płakały, zawodziły, chodziły tam i z powrotem, modliły się i obejmowały Mary albo rzucały się jej do kolan. Ona tymczasem trwała nieporuszona na klęczkach. Z jednej strony miała świadomość tego, co się dzieje, z drugiej odnosiła wrażenie, jakby wszystko wokół znikło. Nie widziała ani biskupa, ani towarzyszących mu czterech księży, ani zrozpaczonych sióstr. Całą sobą była skupiona na wewnętrznym    doznaniu -  jak potem wspominała cichej i kochającej obecności Boga.

Postanowiła   potraktować ekskomunikę jak kolejne wyzwanie. Ludzie różnych wyznań i religii, zauroczeni wewnętrzną siłą siostry Mary MacKillop, pomagali jej przetrwać najtrudniejsze dni. Ona zaś nie traciła nadziei, przyzwyczajona do tego, że wszystko w życiu przychodzi jej z wielkim trudem.

brylantowy młodzieniec

Jej rodzice byli szkockimi emigrantami, którzy osiedlili się w Australii w pierwszej połowie XIX  w.   Ojciec,  Alexander, w młodości marzył o tym, by zostać księdzem. Urodził się w 1812 r. w katolickiej    rodzinie   zamieszkującej górzyste tereny północnej Szkocji. W wieku 14 lat wyjechał do Rzymu, by tam studiować teologię i przygotować się do kapłaństwa. Po sześciu latach z powodów zdrowotnych powrócił do Szkocji. Kontynuował studia w Blairs, w pobliżu Aberdeen. Był podobno wyjątkowo zdolnym studentem, dlatego w Rzymie poświęcano mu wiele uwagi. W Szkocji jednak nie mógł liczyć na takie traktowanie, wręcz przeciwnie: uznano go za aroganta i pyszałka. Po siedemnastu miesiącach ciągłych sporów z przełożonymi, zrezygnował z kapłaństwa.

W styczniu 1838 r. wsiadł na statek o wdzięcznym imieniu Brilliant (ang. genialny, brylant) i popłynął do Australii, by tam zacząć nowe życie. Nigdy jednak nie pogodził się z porażką i większość jego życiowych decyzji podszyta była frustracją i chęcią udowodnienia wszystkim wokół, że jest wyjątkowy i utalentowany.

Po dwóch latach pobytu w Australii miał dobrą pracę i dom. Kiedy więc Flora MacDonald przybyła tutaj w 1840 r. ze Szkocji wraz z matką i rodzeństwem, mógł zaoferować swoim rodakom schronienie i opiekę. Nic nie wiadomo o tym, żeby Flora i Alexander znali się przed przybyciem do Australii, mimo to już trzy miesiące po przybyciu Flory odbył się ich ślub. Kolejny rok był dla MacKillopów bardzo udany: Aleksander odniósł sukces finansowy jako właściciel ziemski, co pozwoliło mu nabyć sporą posiadłość na przedmieściach Melbourne. Tam właśnie przyszła na świat 15 stycznia 1842 r. Mary Helen MacKillop, najstarsza z ośmiorga rodzeństwa.

tarapaty

Alexandrowi nie wystarczała stabilizacja, którą osiągnął, ciągle marzył o interesie swojego życia, inwestował więc w bardzo ryzykowne przedsięwzięcia i szybko stracił pieniądze. Kiedy Mary miała zaledwie kilka miesięcy, musiał sprzedać swoją posiadłość. Od tej pory MacKillopowie ciągle zmieniali miejsce zamieszkania. Alexander starał się zarobić na utrzymanie rodziny, ale nie był w stanie utrzymać się dłużej na jednej posadzie. Ciągle żył złudzeniem przyszłej fortuny, a na dodatek angażował się mocno w toczące się na łamach prasy dyskusje polityczne i religijne,

Publicznie krytykował swoich chlebodawców, ich współpracowników czy klientów. Brak pieniędzy sprawił, że dzieci MacKillopów uczęszczały do szkół nieregularnie. Alexander, opierając się na własnym wykształceniu, starał się tę lukę wypełnić. Był bardzo oddany dzieciom, starał się przekazać im wszystko to, czego sam się nauczył.

W 1851 r. swoją nieroztropnością sprowadził jednak na rodzinę kolejne kłopoty. Obiecał choremu przyjacielowi, że będzie mu towarzyszył w drodze do rodzinnej Szkocji. Pieniądze na ten cel pożyczył od brata, dając mu w zastaw dom, w którym mieszkał z rodziną. Podróż się przedłużała, a brat okazał się mniej szlachetny, niż sądził Alexander, i wkrótce upomniał się o dom. MacKillopowie z pięciorgiem dzieci zmuszeni byli do tego, by przez jakiś czas mieszkać kątem u krewnych.

dziedziczne powołanie

Aby podreperować rodzinne finanse, Flora MacKillop otworzyła pensjonat. Wkrótce jednak okazało się, że trudno jej pogodzić pracę z opieką nad dziećmi. Odpowiedzialność za utrzymanie domu spadła więc także na dzieci, zwłaszcza na najstarszą Mary. Jej praca polegała najpierw na opiece nad młodszym rodzeństwem podczas nieobecności matki. Mary okazała się nie tylko bardzo wrażliwa, chętna do pomocy, ale też zaradna i rezolutna. Gdy któregoś dnia Flora wróciła do domu, zastała jedenastoletnią Mary przewijającą młodszego brata Donalda. Wynajętej do niemowlaka niańki nie było. Na pytanie Flory o to, co się z nią stało, Mary ze spokojem odpowiedziała: „Wyrzuciłam ją z pracy, bo była pijana". Gdy Mary skończyła czternaście lat, zaczęła regularnie zarabiać, najpierw jako asystentka w sklepie, a potem jako guwernantka. Odpowiedzialność za resztę rodzeństwa ciążyła jej przez wiele lat i przez dłuższy czas uniemożliwiała realizację własnych planów.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama