Strach ma wielkie oczy

Warto 54/4/2010
wydawane przez Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko Augsburskiego w RP

Czy doświadczenie, jakie przeżył Paweł pod Damaszkiem, w jakiś sposób przypominało to, czego doświadczają osoby w stanie śmierci klinicznej? Czy światłość, która oślepiła i zmieniła bezwzględnego prześladowcę chrześcijan w pełnego miłości świadka Chrystusa, była tą samą światłością, którą widzą osoby będące na granicy życia i śmierci?

 

W jednym z listów więziennych apostoł Paweł napisał kon­trowersyjne słowa: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem […], albowiem jedno i drugie mnie pociąga. Pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej (List Pawła do Filipian 1,21–22). Czy to pragnienie śmierci było dowodem wielkiej wiary, czy może raczej choroby? A może apostoł Paweł doświadczył czegoś, co spowodowało, że lęk przed utratą życia ustąpił miejsca radosnemu oczeki­waniu?

Lęk przed śmiercią to jedna z podstawowych, pierwotnych emocji człowieka, mająca swe źródło w instynkcie samoza­chowawczym. Pojawia się w sytuacji, gdy doświadczamy ja­kiegoś realnego zagrożenia – mobilizuje nasz organizm do walki lub ucieczki. U człowieka, w przeciwieństwie do świata zwierząt, lęk może wywoływać już samo myślenie o śmierci. Wynika to ze świadomości jej powszechności i nieuchronno­ści. Zaniepokojenie śmiercią zaczyna kształtować się ok. 8–9 roku życia i wraz z wiekiem przybiera różne formy i stopień nasilenia. Paradoksalnie, najniższy poziom lęku wykazują osoby po 60 roku życia. Badacze zajmujący się lękiem tana­tycznym (tanatologia – nauka o śmierci człowieka) wyróżnia­ją cztery rodzaje lęku związanego ze śmiercią: lęk przed wła­sną śmiercią, lęk przed własnym umieraniem, lęk przed umieraniem i przed śmiercią drugiego człowieka. Historie za­pisane na kartach Pisma Świętego pokazują wiele przykładów osób, które doświadczały lęków związanych ze śmiercią. Nie był od nich wolny także Mistrz z Nazaretu. Czy modlitwa Je­zusa w Ogrójcu (zob. Ewangelia Marka 14,32–36) pokazuje człowieka, który boi się śmierci i chce żyć? A może raczej czło­wieka, który lęka się jedynie samego umierania i cierpienia, które miało nastąpić? Możemy stawiać tylko hipotezy. Bez wątpienia jednak w tej modlitwie widzimy Chrystusa wyzute­go z jego boskich atrybutów, w pełni ludzkiego, cielesnego, doświadczającego trwogi śmierci jak każdy inny człowiek.

Biologicznie człowiek tak jest zaprogramowany, aby żyć i za wszelką cenę chronić swoje istnienie, nawet kosztem życia innego człowieka. Bóg obdarzył nas wielką wolą życia i lęk przed jego utratą jest całkowicie naturalny, jest oznaką zdro­wia. Pragnienie śmierci jako naturalnego zakończenia życia z reguły pojawia się dopiero w starości, u schyłku życia, jeśli występuje wcześniej – najczęściej jest objawem lub skutkiem choroby. Człowiek wyniszczony nieuleczalną chorobą, nawet jeśli jest jeszcze młody, może bardziej obawiać się dalszego życia przepełnionego cierpieniem niż śmierci, którą postrze­ga jako wyzwolenie. Uporczywe myślenie o śmierci czy silny lęk przed nią mogą też być symptomami choroby – wiązać się z depresją lub dystymią (depresja przewlekła o łagodniej­szym przebiegu), w skrajnych przypadkach przechodząc w zaburzenie lękowe zwane tanatofobią. W takich sytuacjach konieczna jest pomoc specjalisty. Poziom lęku przed śmiercią rośnie też w naturalny sposób, jeśli w krótkim czasie w oto­czeniu człowieka umiera kilka osób, szczególnie jeśli są to śmierci nagłe czy w młodym wieku. Takie sytuacje konfron­tują ze świadomością, że kres mojego życia też może nastą­pić w każdej chwili. Nie każdy zaś jest na to odejście gotowy. I wbrew pozorom, wcale nie chodzi tylko o sprawy wiary i pogodzenia się z Bogiem. Byłoby wielkim uproszczeniem twierdzić, że każdy wierzący jest już gotowy umrzeć. Czło­wiek, nawet jeśli mocno ufa Bogu, nie jest gotowy, jeśli jest młody, ma głowę pełną planów, które chce zrealizować, albo czuje się odpowiedzialny za ważne zadania czy osoby, np. małe dzieci, które potrzebują jego opieki. Większość z nas ma też w sobie pragnienie, aby coś po sobie pozostawić i im mniejszy dorobek życiowy mamy na koncie, tym bardziej myśl o śmierci nas przeraża. „Jeszcze nie teraz – myślimy – jeszcze nic w tym życiu nie osiągnąłem”. Czasem nawet czło­wiek bardzo chory, który w świetle nauk medycznych powi­nien już umrzeć, też nie chce jeszcze umierać i potrafi żyć przez wiele tygodni, jeśli np. bardzo chce spotkać się przed śmiercią z ukochanym dzieckiem, które mieszka daleko, albo chce doczekać dnia jego ślubu.

Cóż więc oznaczają te zaskakujące słowa ap. Pawła z Listu do Filipian? Czy apostoł narodów, który te słowa napisał przecież w więzieniu, był już tak utrudzony życiem, że miał ochotę odejść? Podobne pragnienia nie były przecież obce innym mężom Bożym, wystarczy wspomnieć Mojżesza (zob. 4 Księ­ga Mojżeszowa 11,15), Eliasza (zob. 1 Księga Królewska 19,4), Jeremiasza (zob. Księga Jeremiasza 20,14–18) czy Jonasza (zob. Księga Jonasza 4,8). Choć można byłoby domniemywać, że i Paweł mógł czuć zmęczenie brzemieniem służby, jednak jego słowa różnią się zdecydowanie od słów innych mężów Bożych, życzących sobie śmierci. Dla Pawła prawdziwe życie jest możliwe tylko w Chrystusie i wbrew pozorom jego pra­gnie śmierci jest tak naprawdę pragnieniem życia! Paweł wiedział, że musi umrzeć, aby móc żyć. My też to wiemy, czy więc naszej wierze czegoś brakuje, skoro odkrywamy w sobie silne pragnienie życia i nie chcemy jeszcze umierać? Dlacze­go tak kurczowo trzymamy się naszej doczesności? Czyżby­śmy wątpili w to, że wieczność da nam tę upragnioną pełnię szczęścia? A może jednak Pawłowi było łatwiej, bo wiedział więcej niż większość z nas?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama