Ludzie Boga, czyli szaleńcy

Więź 1/2011

Dzieło Beauvois stanowi fabularyzowaną próbę rekonstrukcji wydarzeń poprzedzających uprowadzenie i zamordowanie kilku francuskich trapistów z klasztoru założonego w górach Atlas w algierskim Tibhirine

 

Kobieta

„Ludzie Boga”Xaviera Beauvois – zdobywca Grand Prix i Nagrody Jury Ekumenicznego na ostatnim festiwalu w Cannes, francuski kandydat do Oscara – to film absolutnie wyjątkowy. Bardzo mocny, a jednocześnie skromny. To dziejąca się współcześnie opowieść o męczeństwie.

Dzieło Beauvois stanowi fabularyzowaną próbę rekonstrukcji wydarzeń poprzedzających uprowadzenie i zamordowanie kilku francuskich trapistów z klasztoru założonego w górach Atlas w algierskim Tibhirine. W nocy z 26 na 27 marca 1996 r. porwano siedmiu z dziewięciu przebywających w klasztorze mnichów. Dwa miesiące później znaleziono ich brutalnie okaleczone ciała.

Cysterscy mnisi mieszkali w muzułmańskim Tibhirine od roku 1938. Jak pisze polski trapista Michał Zioło we wstępie do dziennika brata Christophe’a Lebertona, jednego spośród zamordowanych zakonników, „Tibhirine rzeczywiście leży w górach Atlas, a w okna skryptorium zagląda masyw Tamesguida, który w spokojne dni zdaje się zmieniać kolory w rytm dzwonka z pobliskiej, pełnej śmiechu i dziecięcego gwaru szkoły. Staje się za to zacieniony i zastygły, gdy nadlatują śmigłowce i bombardują kryjówki islamskich terrorystów”[1].

Ksiądz

Trapiści zgodnie ze swoją regułą zakładają klasztory także w takich miejscach, gdzie chrześcijaństwo jawi się jako obca rzeczywistość, m.in. właśnie wśród muzułmanów.

Kobieta

Reguła św. Benedykta, według której żyją trapiści, nakazuje mnichom praktykowanie gościnności i szczodrości. Na pierwszym miejscu stawia pracę fizyczną i budowanie więzi z sąsiadami. Zabrania nawracać, każe nawet powstrzymywać się od głoszenia kazań! Te zalecenia św. Benedykta realizują mnisi z Tibhirine – w ich relacjach z muzułmańskimi mieszkańcami wioski nie ma cienia misjonarskich działań. Udało im się wspólnie zbudować serdeczną, braterską więź. Patrząc na nią, odnosi się wrażenie, że – mimo istniejących różnic, których żadna ze stron nie próbuje zacierać – to dzieci jednego Boga.

Ksiądz

Rzeczywiście, mnisi i muzułmańscy mieszkańcy wioski odnoszą się do siebie z niewymuszoną sympatią i szacunkiem. Żyją blisko siebie jak dobrzy, zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Mieszkańcy okolicznych wiosek leczą się bezpłatnie u brata Luca w przychodni lekarskiej urządzonej w klasztorze, mnisi handlują na lokalnym jarmarku wytwarzanymi przez siebie produktami, uczestniczą w muzułmańskich uroczystościach rodzinnych i religijnych, a nawet modlą się z wyznawcami islamu. Most duchowy, jaki budowali trapiści w Algierii między chrześcijanami a muzułmanami, został jednak zburzony.

W połowie lat dziewięćdziesiątych Algieria stała się zarzewiem okrutnej i bezwględnej wojny domowej. Islamscy ekstremiści, chcąc przejąć władzę, żądają usunięcia wszystkich cudzoziemców z kraju. Rozpoczyna się regularna wojna między terrorystami a armią rządową. Mnożą się okrutne mordy. Zakonnicy otrzymują pogróżki ze strony radykalnych zbrojnych grup islamskich. Rząd algierski – skorumpowany zresztą – radzi im wyjazd do Francji, ponieważ nie może zagwarantować bezpieczeństwa. Mnisi muszą sami, każdy w swoim sumieniu, rozstrzygnąć – zostać i zaryzykować życie czy wyjechać.

Przeor (Lambert Wilson) odrzuca propozycje wojskowej ochrony klasztoru, a na sugestie wyjazdu z Algierii reaguje radykalnym sprzeciwem. Nie wszyscy mnisi podzielają jednak jego przekonania. Są tacy, którzy deklarują gotowość opuszczenia coraz bardziej niebezpiecznego kraju. Należy do nich m.in. Christophe (Olivier Rabourdin), protestujący przeciw narażaniu się na śmierć. „Ja chcę żyć” – powie wprost. Ostatecznie dylemat zostanie rozstrzygnięty demokratycznie, w głosowaniu. Nie jestem jednak pewien, czy opowiadając się za pozostaniem, wszyscy zakonnicy postąpili zgodnie z własnym sumieniem. Niektórzy zapewne chcieli trwać w algierskim klasztorze do końca, uważali bowiem, że inaczej nie dochowaliby wierności Chrystusowi. Inni, choć nie byli przekonani co do sensu podjęcia takiego ryzyka, nie potrafili pozostawić swoich współbraci – czuliby się wówczas jak zdrajcy. A może każdy z dziewięciu mnichów kierował się jeszcze inną motywacją? Nie wiemy – wiemy tylko, że pozostali.

Kobieta

Jak to? Przecież te motywacje zostają nam – oczywiście nie w pełni – ale jednak do pewnego stopnia ujawnione. Towarzyszymy zmaganiom mnichów. Widzimy paraliżujący strach Paula, wewnętrzną szamotaninę Christophe’a, ciężar odpowiedzialności, jaki spoczywa na przeorze Christianie, i jego dyskretną troskę o współbraci. To prawda, że bohaterowie „Ludzi Boga” nie są nazbyt ekspresywni w wyrażaniu swoich odczuć, czasami jednak napięcie, w jakim żyją i którym – moim zdaniem – udało się film naznaczyć, daje o sobie znać. Choćby w tej scenie, kiedy Christophe na żartobliwą zaczepkę Luca reaguje agresją i przekleństwem – w klasztornej ciszy brzmią one wyjątkowo mocno.

 


[1] Tchnienie daru. „Dziennik brata Christophe’a, mnicha z Tibhirine”, tłum.: Jerzy Moderski, W drodze, Poznań 2008.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama