Zapomniana choroba, zapomniani chorzy

Niedziela 5/2011

Przez całe stulecia z obawy przed zarażeniem trędowaci byli eliminowani z życia społecznego i rodzinnego. Umieszczano ich w miejscach odosobnienia, by tam czekali na niechybną śmierć w strasznych męczarniach

 

Każdego roku przy okazji obchodzonego w ostatnią niedzielę stycznia Światowego Dnia Trędowatych rodzi się wiele pytań, np.:czy w pięknie urządzonym, zamożnym świecie można mówić o trądzie, a jeśli tak, to jak mówić o tej zapomnianej chorobie, która wciąż wywołuje najgorsze skojarzenia?

Historia pewnej pani

Kiedyś Raoul Follereau otrzymał list od pani, którą zbulwersowały publikowane w biuletynie Fundacji zdjęcia trędowatych. Pani o wielkiej wrażliwości estetycznej włożyła do koperty 30 franków, pisząc, iż przekazuje ofiarę dla tych nieszczęśników, ale bardzo prosi, by jej już nigdy nie posyłać takich okropnych zdjęć.

Raoul Follereau odesłał pieniądze, które nie były ofiarą, ale raczej rozpaczliwą próbą uwolnienia się od wyrzutów sumienia. Jeśli bowiem przeraża mnie bieda drugiego człowieka, to powinienem zadać sobie pytanie, czy mam prawo stawiać wysoki mur, bym mógł spokojnie korzystać z tego, czego nie potrafię podzielić z innymi? Kiedy przeraża mnie widok żebraka, powinienem siebie samego zapytać, co tak naprawdę mnie przeraża.

Czy ten żebrak, czy to, że nie potrafię dla niego nic zrobić? Uwalniając się z tego przerażenia, zaczynam szukać powodów, dlaczego to on jest w opłakanym stanie, a nie ja. Na pewno jakoś zawinił, bo przecież ja to wszystko, co mam, ciężko wypracowałem. A ci chroniący się pod palmami przed upalnym słońcem Afryki czy Indii, cóż oni wypracowali?

Im więcej podobnych pytań, tym bardziej ujawnia się nasza głupota, pycha i egoizm. To nie zdjęcia dzieci umierających z głodu, nie widok trędowatych winien nas przerażać, ale nasz płytki, głupi i tchórzliwy egoizm. Iluż „szlachetnych” ludzi przechodziło obok leżącego przy drodze biedaka, którego zauważył dopiero dobry Samarytanin z ewangelicznej przypowieści. Człowiek odważny, wrażliwy, prawy. Prawdziwy realista, który widzi  więcej niż czubek własnego nosa.

Ale problem języka, którym trzeba mówić o trudnych, zapomnianych albo niechcianych tematach, pozostaje wciąż nierozwiązany. Kilka lat temu telewizja francuska wyemitowała wstrząsający spot reklamowy z okazji Światowego Dnia Trędowatych. Otóż między krzykliwymi reklamami samochodów i kosmetyków przez 30 sekund w absolutnej ciszy pojawiała się twarz człowieka trędowatego, po której bezkarnie przechadzała się mucha. Jedyny napis, jaki pojawił się na ekranie, brzmiał: „Światowy Dzień Trędowatych”. Wszelki komentarz zbędny, i nie na miejscu.

Statystyki

Jednym z często stosowanych sposobów opisywania świata jest język statystyk. To język dosyć bezpieczny, neutralny, w którym w sposób elegancki, zaledwie formalny, da się ująć największe dramaty ludzkości. Jak ktoś kiedyś powiedział, wypadek jednego człowieka to dramat, kataklizm ujęty w wielocyfrowych liczbach, to tylko statystyki. Każdego roku dokładnie obserwuję posługiwanie się danymi statystycznymi dotyczącymi problemów związanych z trądem. Są kraje, które wstydząc się trądu, jako symbolu skrajnego ubóstwa i nędzy, ukrywają dane statystyczne, inne natomiast chcąc zwrócić uwagę organizacji pomocowych, zawyżają dane statystyczne. To oczywiście nic innego, jak statystyka w realizacji politycznych celów.

Ale mimo że Światowa Organizacja Zdrowia publikuje oficjalne dane dotyczące liczonych w skali każdego roku nowych przypadków trądu, pojawiają się obok tych danych różne, bardzo rozbieżne liczby, sięgające od 200 tys. do 15 mln trędowatych obecnie żyjących na świecie. Takie dane publikowane są także w Polsce.

Skąd te liczby. Jedną z przyczyn zawyżania liczby trędowatych na świecie jest chęć zwrócenia uwagi na ten wielki dramat ludzi dotkniętych straszną chorobą trądu. Same statystyki nie poruszają ludzkich sumień. Raczej je usypiają. Oczywiście, istnieje pewna racja, dla której wciąż pojawia się liczba 15 mln trędowatych oprócz oficjalnych danych, mówiących o tym, że obecnie liczba chorych nie przekracza 250 tys. Trzeba bowiem zastanowić się nad różnym rozumieniem pojęcia „trędowaty”. W znaczeniu klinicznym trąd jest chorobą zakaźną, wywołaną przez bakterię Hansena, która atakuje układ nerwowy człowieka, dokonując dramatycznych spustoszeń w jego organizmie. Jest to choroba bardzo podstępna, trudna do zdiagnozowania na etapie bezobjawowego rozwoju, trwającego nawet pięć lat. Można więc przez całe lata być zarażonym i nieświadomie zarażać innych. Trąd nieleczony może stać się chorobą bezlitośnie i trwale okaleczającą człowieka. Zatem jeśli chory trafi za późno na leczenie, dzięki skutecznej polichemioterapii w ciągu 6-12 miesięcy uwolni się od bakterii Hansena, ale jeśli stracił wzrok, stracił kończyny albo uległ częściowemu paraliżowi – następstw trądu usunąć się już nie da. Będzie skazany przez całe życie na noszenie w swym ciele skutków trądu. Liczbę ludzi uwolnionych od trądu w stanie ciężkiego kalectwa szacuje się dziś na 3 mln. Czy są to trędowaci? Z klinicznego punktu widzenia nie, bo są wolni od bakterii, nikogo nie mogą zarazić trądem. Wymagają jednak specyficznego leczenia chirurgicznego, neurologicznego, a często też psychiatrycznego w specjalistycznych ośrodkach, zwanych wciąż leprozoriami.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| CHOROBA, POMOC, TRĄD

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama