Nie zmuszą mnie, bym ich nienawidził

Głos ojca Pio 67/1/2011

Ktoś mocno szarpał za klamkę. Inny mężczyzna się awanturował. Do bramy kurii arcybiskupiej w Warszawie dobijała się grupa ludzi. Twierdzili, że przychodzą w sprawie urzędowej. Nie przeszkadzała im dość nietypowa, jak na załatwianie tego rodzaju spraw, pora: była noc

 

Prymas Stefan Wyszyński, tknięty przeczuciem i zaniepokojony odgłosami dochodzącymi z zewnątrz, wydał polecenie otwarcia bramy i wpuszczenia niespodziewanych „gości”. Na przywitanie spotkał się z wymówką, dlaczego przedstawiciele władzy – jak rozmówca określił siebie i swoich towarzyszy – zastali zamknięte drzwi kurii. Wszak państwo ma prawo zwracać się do swoich obywateli, kiedy chce. Kardynał spokojnie odpowiedział, że kuria urzęduje w wyznaczonych godzinach, a państwo ma obowiązek zachować przyzwoitość wobec obywateli. Za kilka minut, mocą decyzji rządu z poprzedniego dnia, został aresztowany i otrzymał zakaz wykonywania czynności związanych z dotychczas zajmowanymi stanowiskami. Był 25 września 1953 roku.

Ze skrępowanymi rękami

Konwój siedmiu samochodów, który przewoził Prymasa, wyjechał ze stolicy pod osłoną nocy. O świcie dotarł do Rywałdu. Opuszczony, zaniedbany klasztor kapucynów stał się pierwszym miejscem pobytu więźnia. Wyznaczono mu pokój na piętrze, z zakazem wyglądania przez okno. Niewielka cela sprawiała wrażenie opuszczonej w pośpiechu: niezasłane łóżko, otwarta walizka, miska z niewylaną wodą, bałagan. Na ścianie nieoczekiwany promyk słońca – obraz Maryi z podpisem: „Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych”.

Kulawy, ledwie trzymający się ściany stół musiał spełniać funkcję stołu jadalnego, biurka do pracy i ołtarza. Mszę można było przy nim odprawić dopiero za kilka dni: brakowało paramentów liturgicznych. Tak wyglądała „kaplica”, o której „panowie” twierdzili, że na pewno będzie w miejscu aresztowania. Kardynał umieścił w niej drogę krzyżową, pisząc ołówkiem na ścianach celi nazwy stacji Męki Pańskiej i oznaczając je krzyżykami.

„Chrystus ze związanymi dłońmi, trzymany za ramię przez żołnierza” – obraz z taką sceną otrzymał w 1949 roku, gdy w drodze na ingres wkraczał do pierwszej świątyni swojej archidiecezji. Ten motyw, którego fragment umieszczony został także na obrazku będącym pamiątką konsekracji, towarzyszył mu od początku kapłańskiej drogi.

Teraz mógł sam pójść śladami Więźnia.

Cóż to jest prawda?

Wcześniej lękał się, że nie będzie miał udziału w zaszczycie, którego doznali wszyscy jego koledzy z seminaryjnej ławy: większość z nich zmarła w obozach koncentracyjnych i więzieniach; ci, którzy przeżyli wojenną gehennę, zostali inwalidami. „Ósmy «sakrament» z życia Kościoła – to męczeństwo” – napisze na jednej ze stron „Zapisków więziennych” (pamiętniku z trzyletniego okresu aresztowania). „Codzienny dowód Chrystusowej prawdy widzę w słowach: «Jeśli Mnie prześladowali, i was prześladować będą». […] Czyż nie jest to pociecha, że na sobie potwierdzamy prawdę słów Chrystusa? Czyż nie należy się cieszyć z tej prawdy, choćby bardzo bolało? I ta prawda wyswobadza, choć w tak dotkliwy sposób”.

Prawda wewnętrzna człowieka Bożego była myślą przewodnią kazania, które wygłosił w dniu aresztowania podczas Mszy Świętej wieczornej u Świętej Anny. Kilkanaście godzin wcześniej spotkał się z alumnami seminarium duchownego, którym mówił o wychowawczej roli prawdy… Czy zdawał sobie sprawę z tego, że w ciągu niespełna doby to on właśnie zacznie zdawać najważniejszy egzamin z jej obrony?

Gdy niespodziewani „goście” poprosili go, by podpisał dokument zawierający decyzję o aresztowaniu, wyraził protest przeciwko gwałtowi, jaki mu zadano. Oświadczył, że nie może przyjąć tej decyzji do wiadomości, gdyż nie widzi w jej podjęciu żadnych podstaw prawnych, poza tym wiele do życzenia pozostawia sposób załatwienia całej sprawy. Prosił swojego zastępcę, biskupa Baraniaka, by w razie procesu nikt nie podejmował się jego obrony. Zdecydował bronić się sam.

W imię prawa

W klasztornej celi-więzieniu miał dużo czasu na przemyślenie sytuacji, w jakiej się znalazł. Była nie do pozazdroszczenia. W cywilizowanym państwie skazano go na śmierć cywilną, pozbawiając nawet praw przysługujących więźniom: nie znał wyroku, jego uzasadnienia, nie wiedział również, jaki będzie czas odbywania „kary”. Odnosił wrażenie, że jeśli chodzi o zakres udzielania tych informacji, rząd bawi się jego kosztem.

Już na początku pobytu w tym miejscu „pan o twarzy bez wyrazu” oświadczył, że za kilka dni zgłoszą się do Prymasa przedstawiciele rządu, by porozmawiać o zaistniałej sytuacji (zapowiedź ta została spełniona dopiero dwa lata później, w sierpniu 1955 roku, gdy Prymas przebywał w trzecim miejscu aresztowania – w Prudniku Śląskim).

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama