Zaaplikuj sobie dawkę... sztuki

Przewodnik Katolicki 8/2011

Na pewno dużo byś dał, żeby poczuć się zdrowszym i bardziej szczęśliwym. A może tak zatańczysz z piłeczką albo zwykłą chustką? Nie, wcale sobie nie kpię. Za to ciebie mogą zadziwić efekty...

Delikatnie otwieram drzwi, tak aby nie przeszkadzać w trwających już zajęciach i cicho wchodzę do przestronnej sali. Z głośników dobiega żywa muzyka, a kilkanaście młodych osób ćwiczy pod okiem instruktora. Uśmiechnięte dziewczęta i nieco speszeni chłopcy wymachują rękoma w rytm muzyki, powtarzając ćwiczenia, które dynamicznie i z zaangażowaniem wykonuje prowadzący. Jak na aerobiku. Tyle że jedna z dziewcząt, jak się później dowiedziałem – Angelika, jest na wózku inwalidzkim. Ale ponieważ wszyscy siedzą na krzesłach i wykonują te same ćwiczenia, zauważam to dopiero po chwili. Zresztą kiedy spoglądam na tych nastolatków, aż nie chce mi się wierzyć, że wszyscy cierpią na jakieś schorzenia narządów ruchu.

Po jakimś czasie taneczna muzyka cichnie, a w jej miejsce pojawiają się spokojniejsze dźwięki. Prowadzący bierze do ręki piłeczkę pingpongową i pokazuje, jak toczyć ją między dłońmi. Za chwilę już wszyscy wykonujemy to proste, ale jakże relaksujące ćwiczenie. Kiedy zamknie się przy tym oczy, czuje się tylko przyjemne łaskotanie w dłoniach i wszechobecną muzykę. Potem to samo robimy w parach. Jest może trochę trudniej, ale za to więcej przy tym śmiechu. Można też „złapać” świetny kontakt z partnerem.

Kiedy życie cię przytłacza
– Ćwiczenie z piłeczką pingpongową może wydawać się banalne, ale dla mnie jest ono rewelacyjne – przyznaje prowadzący zajęcia z młodzieżą Ireneusz Lesicki. – Jednocześnie jest ono bardzo potrzebne, chociażby dla osób z dziecięcym porażeniem mózgowym lub ze zmianami reumatycznymi stawów. Wprawdzie to, co dla nas wydaje się proste, może sprawić dużo kłopotu i zdarza się, że dopiero po wielu godzinach ćwiczeń takie osoby dochodzą do tego, że ze spokojem mogą toczyć piłeczkę w dłoniach. Dzięki temu jednak doskonalą koordynację wzrokowo-ruchową i słuchając przy tym muzyki, znakomicie się rozluźniają – tłumaczy Lesicki, który od 21 lat pracuje z niepełnosprawnymi ruchowo dziećmi i młodzieżą w Zespole Szkół nr 109 przy Szpitalu Rehabilitacyjnym dla Dzieci w Poznaniu-Kiekrzu.

Prowadzi tam dla nich m.in. zajęcia z arteterapii, czyli mówiąc krótko: leczy sztuką. I nie jest to żadna szarlataneria czy znachorskie zabiegi. Arteterapia jest bowiem uznaną i od lat stosowaną na Zachodzie samodzielną dziedziną praktyki terapeutycznej, która wyodrębniła się ze sztuki i psychiatrii.

– Jest to metoda dobra dla wszystkich tych, których życie przytłacza, którzy nie radzą sobie ze sobą i z innymi, źle się czują, a nie potrafią lub nie chcą czy też nie mogą tego wyrazić słowami. Właśnie dla nich alternatywą jest wypowiedzenie się językiem sztuki – wyjaśnia dr hab. Wita Szulc, kierowniczka Zakładu Edukacji Zdrowotnej i Arteterapii w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego. – Natomiast arteterapeuta to artysta, który potrafi dostarczyć człowiekowi zmagającemu się z różnymi osobistymi problemami „narzędzi” w postaci środków artystycznych, którymi będzie on mógł wyrazić siebie – dodaje.

Lecznicza „paleta barw”
Przyznam, że dla mnie sam termin „arteterapia” był czymś zupełnie nowym i nie za bardzo wyobrażałem sobie, na czym to leczenie sztuką może polegać. Kiedy dowiedziałem się, że ta dyscyplina naukowa opiera się m.in. na psychiatrii, psychologii, psychoterapii i sztukach wizualnych, nabrałem do niej nawet lekkiego dystansu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama