Szkoła najwyższych lotów

Niedziela 10/2011

Otworzył on swój pożółkły brewiarz i wyjął z niego dwie kartki. Na jednej miał zapisane nazwiska wszystkich księży, którzy odeszli z kapłaństwa. Powiedział wówczas, że każdego dnia za nich się modli. A na drugiej kartce było nazwisko Bolesława Bieruta.

 

Milena Kindziuk: – Beatyfikacja Papieża zbliża się wielkimi krokami. Mało kto pamięta jednak, że wyraźnym przesłaniem Jana Pawła II było podjęcie refleksji nad nauczaniem Prymasa Wyszyńskiego, prawda?

Ks. dr Andrzej Gałka: – Tak. Jan Paweł II prosił nas o to bardzo wyraźnie, mówiąc: „Szczególnym przedmiotem medytacji uczyńcie postać niezapomnianego Prymasa śp. Kardynała Wyszyńskiego, jego osobę, jego naukę. Niech dzieło to podejmą z największą odpowiedzialnością pasterze Kościoła, niech podejmie je duchowieństwo”.

– Jak realizujemy ten testament Papieża?

– Wciąż za słabo. Moim zdaniem, ciągle za mało mówi się o życiu duchowym kard. Wyszyńskiego. A przecież był on człowiekiem wielkiego ducha. To prawdziwy mocarz Boży. Człowiek wielkiej modlitwy i wielkiego zawierzenia.

Do dziś pamiętam, gdy – niedługo po święceniach – miałem okazję być w prywatnej kaplicy Księdza Prymasa. Otworzył on swój pożółkły brewiarz i wyjął z niego dwie kartki. Na jednej miał zapisane nazwiska wszystkich księży, którzy odeszli z kapłaństwa. Powiedział wówczas, że każdego dnia za nich się modli. A na drugiej kartce było nazwisko Bolesława Bieruta. „Codziennie modlę się za niego, gdyż był to człowiek, który dokonał w życiu złych wyborów. Ale w gruncie rzeczy to nie był zły człowiek” – usłyszałem. Byłem zaskoczony.

– Ksiądz Prymas za Bieruta odprawił Mszę św. także zaraz po tym, jak się dowiedział, że prezydent umarł.

– I to jest właśnie prawdziwe chrześcijaństwo! Na tym polega świętość.

– Miłość wobec nieprzyjaciół to już chyba apogeum świętości.

– Prymas Wyszyński to apogeum osiągnął. On znalazł się na samym szczycie.

– Gdy np.  modlił się, by nie czuć nienawiści do tych, którzy go uwięzili, którzy go prześladują.

– I naprawdę tej nienawiści nie czuł.

– Kiedy pierwszy raz kard. Wyszyński wydał się Księdzu człowiekiem świętym?

– Gdy obserwowałem go jako młody ksiądz, wydawał mi się po prostu dobrym człowiekiem, bardzo ufającym Bogu. Nie myślałem jednak wtedy o Prymasie w kategoriach świętości. Do momentu, kiedy przyszli do niego jego współpracownicy i zaczęli złorzeczyć na komunistów. Ksiądz Prymas spokojnie odpowiedział im wówczas: „Dzieci moje, zmówmy «Zdrowaś, Maryjo», pomódlmy się i połóżmy się spać, a jutro Pan Jezus i Matka Boża pokażą nam rozwiązanie”. W życiu Kardynała maksyma św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężaj” znalazła pełne zastosowanie.

Świętość prymasa Wyszyńskiego widoczna jest w jego kazaniach. W żadnym z nich nie ma ani jednego zdania, w którym powiedziałby źle o jakimś polityku. A przecież ówczesne potworne czasy temu sprzyjały. Ksiądz Prymas jednak zdawał sobie sprawę z tego, że najłatwiej jest krytykować, ukazywać zło, o wiele trudniej natomiast promować dobro. Ale nigdy nie szedł na łatwiznę.

Podobną postawę Prymas wykazał, kiedy wy-szedł z więzienia. Przecież gdyby „zagrzał” wówczas naród do walki, Polacy wyszliby na ulice. Nigdy się na to nie zdecydował. Jego rozważne, pozbawione triumfalizmu zachowanie pozwoliło uniknąć rozlewu krwi w Polsce. A powrót na Miodową okazał się nie tylko jego osobistym zwycięstwem, ale także zwycięstwem prowadzonej przez niego polityki. Ta polityka, z jednej strony sprzeciwu, a z drugiej zachowania ładu społecznego, była obecna w nauczaniu Księdza Prymasa do jego śmierci.

– Czy można powiedzieć, że w więzieniu świętość kard. Wyszyńskiego wyraźnie się objawiła? Sam Prymas stwierdził, że nigdy nie uznałby trzech lat uwięzienia za stracone i że więzienie jest dla niego „miejscem najwłaściwszym na obecny moment bytowania Kościoła”.

– Pobyt w więzieniu wyraźnie pokazuje, jak Ksiądz Prymas dorastał do świętości. Był to dla niego czas bliskiej przyjaźni z Panem Jezusem i z Matką Bożą. Zaufał Bożej Opatrzności, dostrzegł wolę Bożą w swoim życiu. Dlatego wyszedł z więzienia zupełnie innym człowiekiem. Wtedy chyba też na dobre zakochał się w Maryi.

– Skąd ta miłość się wzięła? Czy był to jedynie wpływ rodziców, którzy wyruszali w pielgrzymki na Jasną Górę i do Ostrej Bramy?

– Z pewnością nie tylko. Zauważmy, że wszyscy wielcy święci mieli swoje prywatne nabożeństwo do Matki Bożej. Jan Paweł II jest tego najlepszym przykładem.

– Maryjność zatem to charakterystyczny rys świętości Prymasa?

– Na pewno tak. Z Maryją Prymas wiąże też swoje najważniejsze działania, m.in. przygotowuje w więzieniu tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu i układa akt osobistego oddania się Maryi.

Wracając do objawienia się świętości Prymasa w więzieniu, warto też zauważyć, że wypracował on tam w sobie umiejętność przebaczania. Umiał przebaczyć biskupom, którzy go przecież zostawili w czasie aresztowania. Kard. Wyszyński nie tylko im przebaczył, ale żadnego z nich nie odsunął później od pełnienia swych funkcji. To świadczy o jego wielkoś-ci. Podobnie zresztą zdawał sobie sprawę z tego, że w jego najbliższym otoczeniu są tajni współpracownicy UB. Mimo to żadnego z nich nie odsunął. Nie odrzucał nigdy człowieka, jakikolwiek on by był. Człowiek był dla niego, jak sam mówił, „królem stworzenia”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama