Nie będzie drugiego Czarnobyla

Przewodnik Katolicki 13/2011

Radioaktywna chmura po awarii w japońskiej Fukushimie Polsce nie zagraża, nawet jeśli jakaś odnoga tego promieniowania w powietrzu dziwnym układem wiatrów dotrze do naszego kraju – uspokaja dr Stanisław Latek z Polskiej Agencji Atomistyki na miesiąc przed 25. rocznicą katastrofy w Czarnobylu.

 

Trzęsienia ziemi w Japonii to niemalże chleb powszedni. Takie jak to, które ostatnio nawiedziło Kraj Kwitnącej Wiśni – już nie. Ziemia zadrżała bowiem z niespotykaną dotąd siłą blisko 9 stopni w skali Richtera. Największą od 140 lat. Dramat dziesiątków tysięcy ludzi z dnia na dzień tracących swoich bliskich, ale i dobytek całego życia, spotęgowała jeszcze wiadomość o tym, że jedna z największych elektrowni atomowych globu jest uszkodzona. Agencje dzień po dniu relacjonowały przebieg wydarzeń w położonej 240 km na północ od Tokio elektrowni Fukushima. Najpierw informowały o małym radioaktywnym wycieku, o awarii systemów chłodzących trzy ze znajdujących się tam sześciu reaktorów, wreszcie o zawaleniu się ścian i dachu, topnieniu rdzenia reaktora nr 1, wybuchach wodoru, uwalnianiu się chmury z radioaktywnym cezem i jodem, w końcu o kolejnych awariach reaktorów nr 2 i 3 oraz pożarze w reaktorze nr 4 i wzroście promieniowania wydostającego się na zewnątrz. Oglądaliśmy ewakuację 200 tys. osób w promieniu 20 km od elektrowni i desanty morskiej wody zrzucane przez wojskowe śmigłowce po to, by chłodzić rozgrzane do czerwoności reaktory.

Niebezpieczniejszy cez

To wszystko dla laików z dziedziny atomistyki brzmi równie groźnie, jak i niejasno. By zrozumieć, czego świadkami jesteśmy i jaki to ma na nas wpływ, trzeba rozpocząć od tego… jak zbudowany jest reaktor. Z pomocą przychodzi dr Stanisław Latek z Polskiej Agencji Atomistyki (PAA): – Najpierw jest rdzeń reaktora zamknięty w stalowej butli, potem pierwsza obudowa bezpieczeństwa. Ta ostatnia liczy 1,5 m grubości i jest zbudowana z betonu zbrojonego stalą. Dopiero na niej jest osadzony budynek, konstrukcja ze schodami. Najważniejszą rzeczą w takich awariach jest to, by zapewnić ciągłe chłodzenie reaktora.– Trzeba go chłodzić także po wyłączeniu. Jeżeli tego chłodziwa jest za mało, to tworząca się para, która obmywa pręty paliwowe w rdzeniu reaktora, reaguje z cyrkonem, z którego te pręty są zrobione, wytwarza się wodór i wzrasta ciśnienie – opisuje od kuchni to, co dzieje się w reaktorze, ekspert PAA. – Wtedy zwykle przez specjalne zawory bezpieczeństwa robi się tzw. wycieki kontrolowane, by nie wysadzić reaktora – kontynuuje, dodając, że przejście pary przez reaktor powoduje w nim powstanie produktów rozczepienia. – Obecne w reaktorze izotopy promieniotwórcze razem z parą i wodorem, zwłaszcza przy wybuchu, powodują, że do atmosfery dostaje się materia promieniotwórcza – tłumaczy dr Latek. Ta materia to przede wszystkim cez i jod. – Myślę, że w pewnym sensie groźniejszy jest cez. Jod, który atakuje tarczycę, ma krótki „czas życia” i po siedmiu dniach jego obecność w środowisku redukuje się o połowę. Natomiast okres rozpadu cezu to 30 lat. Wtedy dopiero jego aktywność w środowisku spada o 50 proc. Nie jest on jednak tak agresywny – wyjaśnia, zwracając uwagę, że wszystko jednak zależy od dawek, rodzaju promieniowania i tkanek, w jakie ono wnika. – Oczy są bardziej czułe niż nogi czy kości – mówi obrazowo.

Promieniowanie nam nie grozi

Wielu z nas, słysząc o tym, co dzieje się w Japonii, z niepokojem, czasem wręcz grozą, przypomina sobie dzień 26 kwietnia 1986 r. To wtedy wydarzyła się największa na świecie katastrofa elektrowni jądrowej w sowieckim Czarnobylu. My kojarzymy ją głównie z koniecznością picia płynu Lugola, chroniącego przed promieniotwórczą chmurą nasze tarczyce, ale – jak szacuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) – na całym świecie skażenie spowodowało rozwój raka, a w efekcie śmierć 9 tys. osób. Czy zatem porównanie Fukushimy z Czarnobylem jest uprawnione? I tak, i nie. Rzecznik francuskiego rządu Françis Baroin ocenił, że według najgorszego scenariusza katastrofa w japońskiej elektrowni jądrowej może mieć „większy rozmiar niż w Czarnobylu”. Wtórował mu szef rosyjskiej Federalnej Agencji Energii Atomowej Rostom Siergiej Kirijenko, który przyznał, że „kryzys jądrowy w Japonii rozwija się według najgorszego scenariusza”. A co na to polscy eksperci?

 – W jakimś sensie można je porównać, bo awaria w Czarnobylu była oceniona na 7., najwyższy stopień w skali INES międzynarodowych zdarzeń jądrowych, a Fukushima, choć oceniana jest na stopień 4., czyli o zakresie lokalnym, to już eksperci francuscy oceniają ją na stopień 6. – jako poważną awarię o zakresie szerszym. Wciąż wydobywa się materia promieniotwórcza, więc trudno powiedzieć, jaki stopień i zasięg będą miały finalnie skażenia – mówi Stanisław Latek. – Na pewno jednak jest to poważna awaria w przemyśle jądrowym – dodaje.

Na tyle poważna, że mamy się o co się bać? – Radioaktywna chmura po awarii w japońskiej Fukushimie Polsce nie zagraża, nawet jeśli jakaś odnoga tego promieniowania w powietrzu dziwnym układem wiatrów dotrze do naszego kraju. Będzie ona tak rozproszona, że absolutnie nie zagrozi ona Polakom – uspokaja ekspert Polskiej Agencji Atomistyki.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama