Ludzie gór witają się, stojąc

Niedziela 14/2011

W ramach przygotowania do beatyfikacji Jana Pawła II publikujemy fragmenty powieści biograficznych Pawła Zuchniewicza o Papieżu z Polski. Jest czerwiec 1979 roku. Ojciec Święty przyjechał do kraju. Na jego spotkanie wychodzą tysiące ludzi. Wśród nich jest ktoś, kto pragnie mu wręczyć wyjątkowy upominek

 

Nosiła w sobie to marzenie od wielu miesięcy. Spotkać się z Papieżem, wręczyć mu kamyk z najwyższej góry świata. Czy to zbieg okoliczności, że w dniu, kiedy weszła na szczyt najwyższej góry świata, kardynałowie w Kaplicy Sykstyńskiej wskazali na polskiego kardynała z Krakowa?

16 października 1978 roku Wandę Rutkiewicz i Karola Wojtyłę dzieliły tysiące kilometrów, teraz, dziewięć miesięcy później, Papież był niemal w zasięgu ręki. Kilka dni temu zaczęła się jego pielgrzymka do Polski, przyleciał do Warszawy, gdzie i ona mieszkała. Nie wiedziała jednak, jak mogłaby się do niego zbliżyć. W niedzielę 3 czerwca Jan Paweł II opuścił stolicę, poleciał do Gniezna, a stamtąd do Częstochowy. Wczoraj wieczorem wylądował w Krakowie. Pielgrzymka przekroczyła półmetek. Jeszcze trzy dni i Polska pożegna Ojca Świętego.

Zadzwonił telefon.

– Halo? – zapytała.

– Wanda? – to był dziennikarz telewizji krakowskiej, Zbigniew Święch. – Pakuj kamyk w eleganckie etui, zakładaj tę swoją kremową sukienkę i przyjeżdżaj do Krakowa. Papież chce się z tobą spotkać.

Zdumienie to za mało, by opisać jej reakcję na tę wiadomość. Ledwo zdołała ochłonąć, telefon zadzwonił po raz drugi. Tym razem usłyszała głos sekretarki prezesa Rady Państwa – Henryka Jabłońskiego, a zarazem znajomej obrotnego dziennikarza. Święch poprosił ją, żeby załatwiła Wandzie przepustkę na wjazd do Krakowa.

– Lada moment będzie u pani oficer BOR-u z potrzebnymi papierami – uprzedziła sekretarka.

Wanda Rutkiewicz, najsłynniejsza polska himalaistka, pierwsza w historii kobieta, która weszła na szczyt Mount Everestu, zaczęła zbierać się do podróży z Warszawy do Krakowa.

Później Święch opowie jej, jak wpadł na wariacki pomysł w wieczór przylotu Papieża do Krakowa, jak poprosił o pomoc dominikanina Konrada Hejmę i dostał od niego wiadomość, że Ojciec Święty jest zachwycony możliwością spotkania z Wandą.

Dotarła do Krakowa w sobotę. Zbyszek powitał ją rozpromieniony.

– Jutro – powiedział. – Przyjmie nas tuż przed odjazdem.

Wieczorem poszli pod Kurię obleganą przez rzesze młodych ludzi. Papież był obok, w bazylice Franciszkanów, gdzie słuchał oratorium Henryka Mikołaja Góreckiego „Beatus vir” (Błogosławiony mąż) o świętym Stanisławie. Potem wrócił do siebie. Około dziesiątej wieczorem w oknie nad bramą Kurii zamajaczyła biała postać. Rozległ się ogromny aplauz.

– Podczas jutrzejszego spotkania na Błoniach będziecie drzemać – ostrzegł żartobliwie Papież i pobłogosławił zgromadzonych. Za chwilę znikł.

Po raz drugi znaleźli się w tym miejscu następnego dnia wczesnym popołudniem.

– Ależ mam tremę – powiedziała Zbyszkowi, gdy dyrektor Radia Watykańskiego wprowadził ich do środka.

– Daj spokój. Wchodząc na Everest, nie bałaś się, a teraz cię strach obleciał?

Zobaczyli schodzącego po schodach Prymasa Wyszyńskiego. Wyglądał dostojnie, ale powitał ich promiennym uśmiechem.

– Ojciec Święty bardzo się cieszy na to spotkanie – powiedział. – Czy państwo oboje byli na Mount Evereście?

– Skądże, tylko Wanda – odparł Święch.

Prymas pożegnał ich, zapewniając, że Papież pojawi się lada chwila.

Patrzyli z napięciem na schody. W pewnej chwili zobaczyli go. Schodził szybko w dół, trzymając sutannę w ręku, aby nie zaplątać się w jej fałdy. Na widok Wandy puścił suknię i rozpostarł szeroko ręce. Zatrzymał się na chwilę obok krucyfiksu, który z szacunkiem ucałował. Rutkiewicz padła na kolana. Jan Paweł II podszedł bliżej, schylił się lekko i chwytając ją pod łokcie, uniósł do góry.

– Pani Wando, ludzie gór witają się, stojąc – powiedział. – Dobry Bóg sprawił, że nam obojgu tego samego dnia udało się wejść tak wysoko. Czy pani była sama na Mount Evereście?

– Najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie – odpowiedziała.

– Coś mi na ten temat wiadomo.

Otworzyła etui i podała je Papieżowi. Wewnątrz znajdował się oprawiony kamień z dedykacją. Jan Paweł II wziął pudełeczko i spojrzał na zawartość.

– Przecież wierzchołek Everestu okrągły rok pokryty jest śniegiem – zauważył. – Z którego miejsca go pani wyjęła?

– Widzę, że Wasza Świątobliwość doskonale zna realia himalajskie. Rzeczywiście tak jest. Ten kamień wzięłam z tzw. Dolnego Szczytu, gdzie jest owiewane wiatrami piarżysko.

Nadszedł ksiądz Stanisław Dziwisz.

– Staszku – powiedział Papież.  – Przekaż dar od nas.

Do rąk Wandy powędrował perłowy różaniec. Patrzyła na niego w zachwycie.

– Gwarantuję pani, te perły są prawdziwe – powiedział Jan Paweł II, uśmiechając się porozumiewawczo. I nachylając się, dodał półgłosem. – Proszę przyjechać do mnie na Watykan. Urwiemy się w góry...

Kilkuminutowa audiencja dobiegła końca. Papież pożegnał się i udał do papamobile. Wanda Rutkiewicz i Zbigniew Święch opuścili Kurię. Rozstało się dwoje Polaków, którzy 16 października 1978 roku „zaszli tak wysoko”.

Każde z nich poszło swoją drogą.

Wanda Rutkiewicz zdobyła jeszcze siedem himalajskich ośmiotysięczników (w sumie jest ich czternaście). W 1985 roku weszła na Nanga Parbat w towarzystwie dwóch koleżanek i było to pierwsze wejście czysto kobiece. W 1986 roku jako pierwsza kobieta i pierwszy Polak zdobyła K2. Pięć lat później podała w wątpliwość własne twierdzenie, że „najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie”. Weszła sama na Czo Oju i Annapurnę. Na początku 1992 roku wyruszyła na podbój Kangczendzongi (8598 m). Po raz ostatni widział ją 12 maja meksykański alpinista Carlos Carsolio – 300 metrów przed szczytem. Z tej wyprawy nie powróciła.

Jan Paweł II szedł jeszcze trzynaście lat. Wspinał się aż do 2 kwietnia 2005 roku.

W książce „Zdobycie Gasherbrumów” Wanda Rutkiewicz napisała: „Łatwo zwykłemu człowiekowi zostać bohaterem, ale bardzo trudno bohaterowi zostać zwykłym człowiekiem…”.

Paweł Zuchniewicz - Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II – nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama