Gdy sumienie boli

Głos ojca Pio 68/2/2011

Niezdrowe poczucie winy sprawia, że czujemy do siebie niechęć i gniew. Ale nawet mając bolesną świadomość własnej grzeszności, powinniśmy żywić wobec siebie przede wszystkim miłość

 

W duchowości chrześcijańskiej często podkreśla się rolę wrażliwego sumienia, o które powinna dbać osoba wierząca. Z drugiej strony w kulturze masowej, w tym w literaturze psychologicznej, także tej dostępnej w popularnych pismach, mówi się często o szkodliwym, fałszywym poczuciu winy, zachęcając do wyzbycia się go w celu zachowania równowagi wewnętrznej.

Zastanawiałem się nieraz nad tym, jak ma się owo zdrowe, wrażliwe sumienie do szkodliwego poczucia winy.

Niezdrowe poczucie winy

Wydaje się, że problem jest znany – wbrew pozorom – od dawna. Wypowiada się na ten temat choćby Ojciec Pio: „Duch Boga jest duchem pokoju. Z powodu naszych grzechów odczuwamy ból, ale – ze względu na Boże miłosierdzie – jest on pełen spokoju, pokory i ufności. Natomiast duch szatana – przeciwnie: podnieca, zacietrzewia i sprawia, że odczuwamy gniew skierowany przeciw nam samym, a tymczasem samym sobie winniśmy okazywać przede wszystkim miłość. Stąd, jeżeli pewne myśli cię wzburzają, pomyśl, że to wzburzenie pochodzi od szatana, a nigdy od Boga, który, będąc duchem pokoju, obdarza cię spokojem”.

Z tej wypowiedzi wynikają konkretne wnioski. Kiedy sumienie „mówi” o naszych grzechach, odczuwamy ból, ale kiedy jest on zanurzony w Bożym miłosierdziu, o którym nie zapominamy ani na moment, wtedy przyjmujemy go pokornie, ze spokojem i ufnością. Ten ból nie oddziela nas od Boga, a wręcz przeciwnie – w duchu pokory jeszcze mocniej kieruje nas ku Niemu. Dla odróżnienia owo niezdrowe poczucie winy, które sprawia, że czujemy do siebie niechęć lub wręcz gniew, pochodzi wprost od szatana.  

Ze słów Ojca Pio wynika, że nawet mając bolesną świadomość własnej grzeszności, powinniśmy żywić wobec siebie – zamiast zacietrzewienia i gniewu – przede wszystkim miłość. Bo „to prawda, że Bożej łasce częstokroć towarzyszy światło, które ukazując nasze nieprawości, może wywołać w nas przygnębienie. Ale to światło zawsze ukazuje nam także Boże miłosierdzie; pochodzi ono bowiem od Ojca, który kocha i zbawia”.

Rygoryzm

Niektórzy pobożni ludzie w pewnym sensie się tyranizują, biorąc na swoje barki coraz więcej religijnych praktyk i uczynków albo praktykując rygorystyczną ascezę, m.in. w formie postów. Podkreślają oni też konieczność perfekcyjnej czystości na polu moralności. Jeśli takie postawy zakorzenione są w duchu łagodności i wypływają z intencji zbliżenia się do Boga, wymagają podziwu i uznania. Gorzej, jeśli są one praktykowane w duchu rygoryzmu, karania siebie za nieczyste sumienie. Warto podkreślić, że to najprawdopodobniej nie sumienie podpowiada takie zachowania, lecz właśnie owo niezdrowe poczucie winy. Niezwykle ważna okazuje się wtedy umiejętność rozróżnienia, z jakiego ducha bierze się dana postawa. Jeśli ewidentnie uwidacznia się w niej gniew skierowany ku własnej osobie, a zazwyczaj także wobec otoczenia (wyrażający się wyrzutem, że nie przyjmuje ono ascetycznej postawy), wysoce prawdopodobne jest, że impuls do jej przyjęcia nie pochodzi „od Ojca, który kocha i zbawia”. Przecież jakiekolwiek praktyki religijne, w tym niedzielna Msza Święta, nie zostały pomyślane jako ciężar nałożony na barki człowieka, „bo nie człowiek jest dla szabatu, lecz szabat dla człowieka”, i to nie człowiek ma im służyć, lecz one jemu.

W czym zatem przesadny rygoryzm ma swe źródło? Żeby to zrozumieć, najczęściej trzeba cofnąć się do dzieciństwa. Kiedy dziecko odczuwa ból z powodu wyrządzanej mu krzywdy, stara się go stłumić. Tłumienie bólu prowadzi do tego, że gasi ono – podświadomie – wszelkie uczucia. Stara się nie dopuszczać nikogo zbyt blisko siebie. Zwykle przyjmuje ono taką postawę obronną, gdy lekceważona jest jego odrębność i niepowtarzalność, a uczucia ośmieszane. A dzieje się tak nie tylko w rodzinach patologicznych, bo, niestety, brakuje nam umiejętności prawdziwie bezinteresownego kochania, wolnego od manipulacji poczuciem winy (najczęściej zupełnie nieświadomie używanej). Dziecko, które nie jest bezinteresownie kochane, a dawanej przez nie miłości się nie przyjmuje, w głębi swej duszy zostaje głęboko zranione. Prowadzi to do wewnętrznego zamknięcia, charakteryzującego się tym, że jako dorosły już człowiek sądzi, że miłość jest mu niepotrzebna.

Ludzie zranieni w ten sposób, chroniąc się przed potencjalnymi kolejnymi krzywdami (co wynika z braku miłości), izolują się – najczęściej zupełnie nieświadomie – od innych ludzi, ponieważ są niezdolni do nawiązywania rzeczywistych relacji. Z góry odrzucają każdą miłość, jednocześnie nieświadomie tęskniąc za nią. Często reagują też zadawaniem gwałtu (wspomniane wcześniej obwinianie siebie i rygoryzm) sobie i innym.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama