Edukacja czy deprawacja?

Przewodnik Katolicki 17/2011

W jednym z programów „Warto rozmawiać” zgromadzonym w studiu młodym ludziom zaraz na początku rozdaliśmy karteczki, by napisali, z czym kojarzy im się sformułowanie „bezpieczny seks”. Większość respondentów spontanicznie napisała: antykoncepcja...

 

Okazało się, że dla większości młodych antykoncepcja to bezpieczeństwo. Odwracając sytuację, niebezpieczeństwem – czytaj: zagrożeniem – jest poczęcie się dziecka. Nowe życie – dar stworzenia, jaki nosimy w sobie, dar wzbudzenia potomstwa – jest postrzegane jako zagrożenie. Jak wiele zmieniło się w naszej mentalności, skoro coś, co od wieków było traktowane jako błogosławieństwo, dziś postrzegane jest jako zagrożenie. We wszystkich kulturach liczne potomstwo było czymś pożądanym, znakiem błogosławieństwa bogów, zapowiedzią pomyślności.

Co się z nami stało, jak doszło do tego, że zakwestionowano naturalne ludzkie pragnienie? Najprościej można by odpowiedzieć, że stało się to w konsekwencji zmian mentalności zapoczątkowanych rewolucją seksualną, seksualność oddzielono od płodności.

Temat wychowania młodzieży, edukacji seksualnej, sposobu mówienia w szkole o sprawach płciowości i seksu wracał. Podejmowaliśmy go często, a fragmenty programu z naszego studia z udziałem posłanki Joanny Senyszyn i Wojciecha Cejrowskiego ciągle biją w internecie rekordy popularności.

Edukacja odporna na wiedzę

Angażowaliśmy uwagę widzów szczególnie tym, co naszym zdaniem jest alarmujące w problemach wychowania w szkołach. Pytaliśmy, jak program szkoły, autoryzowany przez instytucję państwa, powinien mówić o sprawach płci, planowaniu rodziny, płodności i seksualności. Ten podstawowy spór toczy się między zwolennikami wychowania do życia w rodzinie a promotorami tzw. edukacji seksualnej. Czy ludzka seksualność da się oddzielić od życia i moralności? Czy szkoła ma prawo do przekazania dzieciom wiedzy, a równocześnie także systemu wartości? Czy należy podawać tylko techniczne informacje tak jak instrukcje obsługi jakiegoś urządzenia? Ponieważ spór dotyczący wartości bywał zazwyczaj gorący, lecz nie wnosił niczego nowego, postanowiliśmy szukać płaszczyzny, gdzie możliwa jest wymiana argumentów.

Pamiętam moje zaskoczenie, gdy dotarliśmy do lekarzy ginekologów, którzy wskazali nam zachodnie badania ukazujące związek wczesnej inicjacji seksualnej i niepłodności. Sprawcą tego zjawiska jest m.in. bakteria Chlamydia. Dziś naukowcy mówią wręcz o epidemii. Drobnoustroje przenoszone drogą płciową są groźne z kilku powodów. Po pierwsze, z taką bakterią można żyć wiele lat, nie wiedząc, że jest się nosicielem. Bezobjawowy rozwój choroby sprawił, że według WHO ok. 10 proc. społeczeństw krajów wysoko rozwiniętych uległo zakażeniu. Niepokój w studiu zaczął rosnąć, gdy goście opowiedzieli, jakie skutki powoduje rozwój drobnoustroju w organizmie. Na pierwszym miejscu specjaliści wymieniają bezpłodność, potem zapalenie jajników i jajowodów, a wielu ekspertów obarcza Chlamydię wzrostem zachorowań na raka szyjki macicy. Największy odsetek zachorowań – 25 proc. występuje u ludzi do 25. roku życia. Przyczyną jest właśnie wczesna inicjacja seksualna. Okazuje się, że system odpornościowy u kobiet jest w pełni ukształtowany kilka lat później niż czas pojawienia się pierwszej miesiączki. Według lekarzy może to trwać do 20., a nawet do 21. roku życia. Podejmowanie współżycia przed ostatecznym wykształceniem się systemu immunologicznego w narządach rodnych wielokrotnie bardziej naraża młode dziewczyny na zarażenie. W pełni dojrzałe kobiety są odporniejsze niż gimnazjalistki.

Dyskutanci w studiu wskazali na pośredni związek edukacji seksualnej koncentrującej się na dostarczeniu młodym ludziom wiedzy o dobrodziejstwach pigułek, wkładek i tabletek stosowanych na drugi dzień ze wzrostem zachorowań w tej grupie wiekowej. Arsenał środków (w tym wczesnoporonnych) wymieniany w programach tzw. nowoczesnej edukacji seksualnej, jako sposoby „zabezpieczania się” przed niechcianą ciążą, u 15-16-latków rodzi poczucie fałszywej normy.

Kto tu jest nienormalny

Skoro podaje się nam takie wiadomości, myśli gimnazjalistka, to oczywiste jest, że ta wiedza jest dla nas użyteczna, po prostu już teraz jest potrzebna. Mam rozumieć, że wszyscy w tym wieku już są aktywni seksualnie, a tylko ja, głupia, jeszcze nie spróbowałam. Próba przekonania dziewczyny, że to nie jest norma, że lepiej poczekać i zachować czystość do ślubu, traktowana jest jako opresja i indoktrynacja. Połączenie wiedzy o płciowości i miłości w jej aspekcie cielesnym wraz z systemem wartości traktowane było przez seks-edukatorów jako ideologiczna inwazja. Tak pojmowana edukacja staje się pośrednio zachętą nie tylko do nieodpowiedzialnego traktowania własnej seksualności, ale także jest nachalną promocją produktów firm farmaceutycznych. Wiele książek dla młodzieży – jak np. Antykoncepcja, czyli seks na szóstkę Anny Mentlewicz, szczegółowo omawiająca zalety środków antykoncepcyjnych – pojawia się na rynku przy wsparciu koncernów farmaceutycznych. Ostatnie badania publikowane w „Gazecie Wyborczej” dotyczące wiedzy na temat antykoncepcji zostały przeprowadzone dla konkretnej firmy farmaceutycznej. Zarówno w mediach, jak i w programach szkolnych seksedukatorów nie ma miejsca na informacje o zagrożeniach wczesnej inicjacji seksualnej. Nikt nie pisze o Chlamydii i o groźbie bezpłodności.

Pacjentki czy klientki

Podczas przygotowań do jednego z programów firma PR, obsługująca producenta hormonalnych środków antykoncepcyjnych, przez pomyłkę skopiowała nam plik zawierający strategię niemieckiej firmy na rynku polskim. Porównanie sprzedaży na rynku niemieckim i naszym wskazuje, jak wielki potencjał rynku istnieje jeszcze tutaj, w kraju. Opracowano metody dotarcia do klientek z perswazją o zaletach produktu nie w formie zwykłej reklamy, lecz metodami piarowskimi. Potencjał rynku liczony jest na milion klientek. Każda klientka hormonalnej antykoncepcji to dwadzieścia tabletek miesięcznie przez wiele lat. Logika biznesu wymusza rozwiązania marketingowe, z których nie zdajemy sobie sprawy. Specjalną rolę odgrywają też lekarze eksperci. W programach pokazaliśmy dr. Tulimowskiego, który przemierza Polskę wzdłuż i wszerz, odwiedzając szkoły i namawiając do szczepień przeciw wirusowi HPV. Z jego wykładów wynika, że powinno się szczepieniami objąć całą populację jedenastolatek.

Problem w tym, że jedna szczepionka to koszt ok. 1000 zł, a wirus zagraża tylko osobom aktywnym seksualnie, zmieniającym często partnerów. Naiwni rodzice wysupłują ostatnie grosze, nie dostrzegając prostego faktu, że ktoś ich dzieci traktuje jak prostytutki lub co najwyżej osoby bezwolne, które w tym wieku są grupą ryzyka. Samorządowcy współfinansując szczepienia, nie widzą, lub nie chcą widzieć, w miłym doktorku akwizytora koncernów farmaceutycznych. Nie chcą też dostrzec, że jedenastoletnim dzieciom taka profilaktyka może będzie potrzebna za siedem lat. Kolejny raz nieuchronność wczesnej inicjacji ukazana jest jak obowiązująca norma. Badania Zbigniewa Izdebskiego wskazujące na obniżanie się wieku inicjacji seksualnej w Polsce trudno traktować jako wiarygodne, skoro jego rzetelność jako naukowca w programie „Warto rozmawiać” (słynna ankieta) podważono, a związki z koncernami farmaceutycznymi zostały dowiedzione.

Na koniec pewna anegdota. Schodzącego z góry Mojżesza, który taszczył dwie wielkie, kamienne tablice, oczekiwał tłum. Mojżesz przywitał ich, stawiając pytanie: „Mam dwie wiadomości: jedną dobrą, drugą złą, od której zacząć?”. „Dawaj tę dobrą” – krzyknęli.

„Utargowałem do dziesięciu...”. „Uff” – odetchnęli z ulgą Izraelici.

„A ta zła?”.

„Szóste zostaje!”.

Najlepsza instrukcja obsługi (pozostając w żargonie zrozumiałym dla liberałów) sprawdziła się przez wiele, wiele pokoleń. Próba zmiany Dekalogu uchylająca np. szóste przykazanie po prostu jest nieopłacalna.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama