Wyjście z Otchłani

Tygodnik Powszechny 17/2011

Zmartwychwstanie Jezusa jest ukryte, dzieje się bez świadków. Bóg nie chce porazić człowieka radykalną nowością, zaczątkiem czegoś całkiem innego, nie z tego świata, na co nie jesteśmy przygotowani.

 

Maciej Müller, Tomasz Ponikło: Daremna jest nasza wiara, jeśli Chrystus nie zmartwychwstał. Ale zmartwychwstania nie sposób historycznie udowodnić... A więc – mówią krytycy – chrześcijaństwo to tylko jedna jeszcze mitologia.

Ks. prof. Wacław Hryniewicz: Domaganie się historycznego potwierdzenia tego wydarzenia jest pokusą, tak jak pokusą jest mieć pretensje do Boga, że nazbyt to wydarzenie ukrył.

Zmartwychwstanie nie jest faktem historycznym, ale jest wielkim wydarzeniem, które wprowadza w świat radykalną, absolutną nowość. Polega ona na tym, że materia staje się przeniknięta duchem: Apostoł Paweł pisał dlatego o „ciele duchowym” (1 Kor 15, 44), przenikniętym mocą Bożego Ducha. W życiu doczesnym nie mamy jeszcze takiej percepcji, by tę nowość móc już teraz dostrzec. Nie możemy jednak popadać w skrajność i nazywać chrześcijaństwa mitologią. A pewien rodzaj racjonalizmu naukowego chce nam wtłoczyć tego typu rozumienie.

Zmartwychwstanie Jezusa jest otoczone dyskrecją, ukryte, dzieje się bez świadków. Pozostają tylko ślady – pusty grób i kilkakrotne zjawianie się Chrystusa. Bóg nie chce porazić człowieka tą radykalną nowością, zaczątkiem czegoś całkiem innego, nie z tego świata, na co nie jesteśmy przygotowani. Paweł mówi wręcz, że dokonało się nowe stworzenie: „jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17). Jednak Bóg w Jezusie zmartwychwstałym jest niezwykle dyskretny – zupełnie inaczej niż na przedstawieniach zmartwychwstania, gdzie Chrystus kroczy z chorągwią niczym dumny zwycięzca.

Ale czy nie jest to dyskrecja zbyt daleko idąca, skoro uczniowie na drodze do Emaus nie rozpoznają Jezusa? Gdy zaś już wiedzą, że towarzysz drogi to On, bo objawia im się podczas łamania chleba, Chrystus staje się dla nich niewidzialny.

Otrzymują swój znak, ale dopiero przy stole. A więc ich spotkanie z Jezusem nie kończy się pozostawieniem w bezradności i zwątpieniu – trwa aż do momentu rozpoznania. Rozpoznanie także dla wątpiących i rozczarowanych jest więc możliwe, trzeba tylko być cierpliwym. Ostatecznie jednak dopiero wtedy zrozumiem zmartwychwstanie, kiedy sam zostanę nim dotknięty...

Bo jak mielibyśmy pojąć tak ogromną przemianę? Jesteśmy istotami „nadziejnymi”, w których los jest wpisane to wydarzenie, ale które teraz otrzymują tylko pewien jego zaczątek, zapowiedź, przebłysk – niekoniecznie od razu zrozumiały i oczywisty.

Trzeba umieć prostować swoje ścieżki, przebaczać innym i sobie – wtedy może dokonać się w nas duchowe zmartwychwstanie.

Przemiany duchowe, które przeżywa człowiek, pozwalają mu we własnym życiu poczuć przedsmak zmartwychwstania?

Duchowe zmartwychwstanie to odrodzenie, wyjście poza własne umieranie, tu, teraz – kiedy żyjemy wiarą i nadzieją. Dopiero później każdy z nas zrozumie, co to znaczy powstać z martwych, przezwyciężyć śmierć. Duchowe zmartwychwstanie to doświadczenie odmieniania siebie. Taka przemiana jest daleką zapowiedzią tego, co ogarnie ciało – „ciało duchowe”, którego my nie potrafimy na razie dostrzec.

Bóg odpowiedział na wydarzenie Krzyża, którego nie możemy oddzielać od zmartwychwstania. Logika wiary jest paradoksem! Krzyż to i opuszczenie, i ufność. To wołanie „czemuś Mnie opuścił”, i wyznanie: „w ręce Twoje oddaję ducha mego”. Nieraz zawierzając w krytycznej sytuacji, doświadczamy później radości...

Sam Jezus przy swoim zmartwychwstaniu sławi Ojca za to, że Go wskrzesił mocą Ducha, który odnawia oblicze Ziemi, tak jak odnowił postać ziemską Jezusa. Bóg daje nam odpowiedź, która przychodzi do nas jak dobroczynne światło.

Zwątpienie w wierze na ogół zaczyna się od niewiary w zmartwychwstanie.

Nadzieja zmartwychwstania jest zaproszeniem, wezwaniem, byśmy uczyli się pewnej skromności w naszej wierze i wyrozumiałości dla tych, którzy nie potrafią w to uwierzyć. Wiara nie może ranić drugich arogancją pewności. Jesteśmy wszyscy, jak uczniowie z Emaus, skorzy do wątpienia, nosimy w sobie cień niedowierzania. Wobec tego rodzaju wydarzeń trzeba pozostać otwartym, bo – tu kolejny paradoks – ma ono w sobie pewną ciągłość, a zarazem nieciągłość. Zalążek ciągłości jest w tajemnicy naszego stworzenia: będziemy zasługiwać na wielką transformację, ale wciąż jesteśmy w trakcie dochodzenia do tej nowości. Wciąż jest jeszcze nie ten zdumiewający dzień przemienienia.

Wiara chrześcijańska i krytyczny rozum oczywiście potrzebują siebie nawzajem! Rozum będzie oczyszczał wiarę i jednocześnie sam otwierał się na to, co nie jest fizykalne. Wiara i rozum stale będą się ze sobą życzliwie zmagać. Mam nadzieję w każdym razie, że do tego powoli dojrzewamy. Doświadczenia czasu przygotowują nas do tego, by lepiej się rozumieć. Także w obliczu tej niezwykłej nowości, jaką niesie zmartwychwstanie. Chociaż już kiedy Paweł na Areopagu ateńskim doszedł w opowieści o Jezusie do momentu zmartwychwstania, ludzie powiedzieli mu: „posłuchamy cię innym razem”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama