Koniec miłości?

Sygnały Troski 5/2011

Wiemy, że „miłość nigdy nie ustaje”. Dlaczego więc potrafimy wykrzyczeć: „Nie kocham cię już!” albo: „Ślub to był największy błąd w moim życiu!”? Dlaczego miewamy ochotę uciec i zapomnieć, że jesteśmy małżeństwem na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy?…

 

Świadomie podjęta i dobrowolnie przyjęta miłość nie może się tak po prostu wyczerpać. Może zostać osłabiona, ale nigdy nie robi tego sama, bo nie jest przecież czymś niezależnym od nas. Skoro ślubujemy miłość, to obydwoje jesteśmy odpowiedzialni za to przyrzeczenie. Razem z Bogiem niesiemy tę obietnicę. A Któż mógłby lepiej potwierdzić siłę i trwałość miłości?

Konflikty małżeńskie przybierają najróżniejsze postaci, zwykle łącząc w sobie czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Patrząc na rozwój związku, można wyróżnić trzy etapy, kiedy możliwość wystąpienia kryzysu jest szczególnie wysoka:

* Pierwszy kryzys zwykle pojawia się mniej więcej dwa lata po ślubie. Nieprzypadkowo wiele małżeństw rozpada się w pierwszych latach wspólnego życia. Marzenia zderzają się z rzeczywistością, co powoduje wiele rozczarowań i żalu. Pojawia się świadomość, że dokonany wybór ma wpływ na całe życie i nie ma powrotu. Ten etap konfrontacji może być jednak mądrze wykorzystany, kiedy zrozumiemy, że małżeństwo to ciągłe wspólne dojrzewanie oraz nauka pełnej akceptacji drugiego człowieka i miłości do niego. Początki bywają niełatwe, ale miłość jest większa od trudności.

* Drugim momentem podatnym na kryzysy jest czas, gdy życie małżonków osiąga stabilizację (zwykle około 10 lat po ślubie). Pojawiają się dzieci, praca staje rutyną, życie składa się ze spełniania obowiązków i… zanika romantyczność. Kiedy małżonkowie przestają zabiegać o twórczość w małżeństwie, a uwagę i siły kierują tylko na dzieci i pracę, wtedy mogą szybko oddalić się od siebie, zapominając o szczególnej więzi, jaka jest między nimi. Często tracą zapał, żeby coś zmienić, i tym bardziej, by zawalczyć o wspólne dobro. Jednak stawienie czoła pokusom znużenia jest dość łatwe: wystarczy odrobina inwencji pielęgnowana każdego dnia!

* Trzeci etap niosący zagrożenie kryzysem ma miejsce, gdy małżonkowie wchodzą w wiek średni, czyli 40-50 lat. Zdają sobie sprawę, że czas coraz szybciej upływa, a oni chcieliby coś zatrzymać, coś jeszcze przeżyć. Wiele osób zmaga się wtedy z pokusą zdrady. Coraz więcej mężczyzn zostawia żonę właśnie w tym czasie. Ta pokusa przygody i świeżości, jeśli jest dobrze ukierunkowana, może ożywić miłość małżeńską. Przecież to mój małżonek jest towarzyszem największych przygód mojego życia! Nikt inny nie może go zastąpić!

Oprócz tych wrażliwych momentów istnieje też szereg sytuacji powiązanych z różnymi neutralnymi wydarzeniami, które zwykle nie wydają się być konfliktogenne, np.: zmiana pracy czy środowiska, nowe towarzystwo, problemy z dziećmi, zachwianie systemu wartości itd. Proste sprawy, których nie kontrolujemy (np. nie mając czasu), mogą łatwo doprowadzić do rozłamu. Zwykle pomostem, który łączy drobne sprawy z kryzysem, jest brak komunikacji. A dialog to podstawa dbania o miłość.

 Konflikty małżeńskie nie są potwierdzeniem, że miłość się kończy. Warto popatrzeć szeroko: dlaczego sytuacja tak wygląda? Dlaczego zapominamy o przysiędze małżeńskiej i o naturze miłości? Kryzysy są dla nas znakiem, że miłość domaga się uwagi i pracy. Każda przeszkoda wspólnie przezwyciężona umacnia małżonków i jednoczy ich jeszcze bardziej. Kryzys, który burzy ład w życiu, jest wspaniałą okazją do zaprowadzenia porządku i do wspólnego wzrastania!

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • news
    16.05.2011 22:52
    A co to jest miłość? Kocham Cię, tzn.że co, że kim dla mnie jesteś?
    To nie jest takie proste. Zależy najwięcej od wychowania. Od wartosći jakie dziecku przekazaliśmy, od wzoru domu jakie miało. Teraz jest dramatycznie, żadnej pewności, żadnych podstaw, jak bedą mieć szczęście i się dobiorą to w miarę, w kazdym innym przypadku adieu bardzo szybko i to nic ze biała sukienka nie wiem po co na marginesie i ślub w kościele. Z doświadczenia i obserwacji wiem, widzę, że gdy mężczyzna odpowiedzialny i mądry to i małżeństwo się trzyma. Wobec tego drodzy księża kładzcie "nacisk" na wychowanie meżczyzn do małżeństwa.
  • margeritta
    17.05.2011 09:58
    kryzys może zdarzć się w każdym małżeństwie. Ale jeżeli małżeństwo go nie przetrwa, znaczy to tyle, że to, co ich połączyło, to nie była miłosć, tylko zauroczenie. Być może nie spędzili ze sobą dość czasu, by się lepiej poznać, nie byli do końca dopasowani. Właściwie co złego może się stać, jeżeli para, która zamierza się pobrać, zamieszka razem przed ślubem? Ślub nie oznacza wtedy skoku na głęboką wodę, potencjalni nowożeńcy znają swoje wady i róznice w upodobaniach, łatwiej jest im zatem rozwiązywać ewentualne spory.
  • marzena
    18.05.2011 11:41
    I taka jest nasza wiara drodzy katolicy. Polacy. Margeritta pyta co złego jest w zamieszkaniu przed ślubem. Ano nic, tak samo jak nic złego nie ma w tym, żeby religii uczyły katechetki. Widzi ktoś jakiś problem?
  • sandra
    23.05.2011 09:31
    Jak łatwo przychodzi nam rzucać słowa na wiatr, przysięgamy, ale potem stwierdzamy, że to jednak nie miłość. Pytanie tylko czym jest miłość? Co przysięgamy? bo jeśli nie ma decyzji, że chcę być z kimś i chcę, żeby ktoś był ze mną, niezależnie od sytuacji życia, a i od moich emocji (typu "chyba już cie nie kocham"), to nie można mówić o miłości. Nie można ślubować emocji, bo one są zmienne. A jeśli podejmuję decyzję, nie wykalkulowaną, ale przemyślaną, to pozostaje wierność wyborowi, którego dokonałam, i tak jak było w artykule - wspólne pokonywanie przeciwności, co nas spaja, jednoczy jeszcze bardziej, co pozwala nam wspólnie dojrzewać.
    A wspólne mieszkanie przed ślubem nie jest niczym innym jak wypróbowaniem się, ktoś kiedyś ładnie powiedział, że wypróbować można fotel, ale nie drugiego człowieka, a już na pewno nie takiego, którego się twierdzi, że się kocha. Poza tym kto ludziom broni spędzać ze sobą czas? Jeśli ktoś twierdzi, że się nie dopasował to znaczy, że się nie poznali, ale jak mieli się poznać? Czy nie przez wspólne rozmowy i wspólne spędzanie czasu? Wtedy właśnie można się dowiedzieć jakie kto ma wady i upodobania. A czemu nie mieszkać przed ślubem? Może właśnie po to, żeby mnie nikt nie wypróbował;)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama