Wspólnota Małżeństw

List 6/2011

Internetowe Forum Pomocy Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” samym swoim istnieniem unieważnia pogląd, że w katolickich rodzinach nie ma problemów

 

Pewien mężczyzna szuka pomocy, bo odkrył, że jego żona ma romans. Gotów jest jej przebaczyć, byle tylko chciała wrócić. Inny nie może „poskładać” swojego małżeństwa po powrocie z emigracji zarobkowej. Jest też kobieta, która chce zejść się na nowo ze swoim mężem, ale on ma już dziecko w innym związku: czy ma prawo zabierać temu dziecku ojca? Inna kobieta, która zdradziła męża, chce dalej z nim być, ale nie wie, czy są w stanie żyć razem z takim balastem... Internetowe Forum Pomocy Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” samym swoim istnieniem unieważnia pogląd, że w katolickich rodzinach nie ma problemów

Forum jest bardzo ważną częścią ruchu, ono jest najczęściej pierwszym – a dla niektórych jedynym – miejscem spotkania. „Sychar” założyło trzech mężczyzn, którzy w wyniku rozwodu zostali sami. Chcieli przeżywać swoje doświadczenie w wierze, dzięki niej je zrozumieć, szukali więc pomocy w Kościele. Przygarnął ich ks. Jan Pałyga, pallotyn z warszawskiego Centrum Pomocy Duchowej, który od lat zajmuje się związkami niesakramentalnymi. Pod jego opieką w 2003 r. powstało w Warszawie pierwsze ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”. Teraz jest ich już osiemnaście, w tym dwa poza granicami Polski. Forum zrodziło się rok później.

Założenie jest takie, by »Sychar« skupiał małżeństwa przeżywające kryzys – mówi jezuita o. Andrzej Migacz, który opiekuje się krakowskim ogniskiem wspólnoty – jednak w praktyce zgłaszają się do nas ludzie najczęściej po rozwodzie lub w jego trakcie. Byłoby oczywiście lepiej, gdyby przychodzili wcześniej, kiedy jeszcze można temu zaradzić, ale wtedy wielu ludziom wydaje się, że jakoś poradzą sobie sami”.

Na razie nielicznie pojawiające się pary małżeńskie szukają pomocy w tym, jak się dogadać, jak przejść razem przez trudne doświadczenia (np. śmierć dziecka, kalectwo czy choroba jednego z małżonków, niepłodność), jak się porozumieć po zdradzie, jak przebaczyć, jak wrócić do siebie...

Rozwiedzeni szukają wsparcia, pomocy w poukładaniu życia na nowo, chcą się dowiedzieć, jakie jest ich miejsce w Kościele. Często potrzebna jest im też pomoc bardzo praktyczna, potrzebują prawnika albo psychologa, różnych adresów, telefonów. Czasem szukają po prostu środowiska osób, które przeżyły to samo i mają podobny system wartości. Chcą odzyskać pokój i równowagę, ale też zrozumieć znaczenie tego, co przeżyli, w odniesieniu do swojej relacji z Bogiem.

nareszcie

Poza Warszawą Wspólnota Trudnych Małżeństw ma swoje ogniska w Poznaniu, Żorach, Zielonej Górze, Opolu, Gorzowie Wielkopolskim, Trójmieście, Rzeszowie, Szczecinie, Bydgoszczy, Lublinie, Rydułtowach, Puławach, Wrocławiu i Krakowie. Kontaktują się one ze sobą, ale nie są od siebie zależne. Każde z nich ma swój program spotkań, dostosowany do potrzeb uczestników.

W Krakowie istnieją dwa ogniska: jedno przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, drugie przy kościele św. Barbary. To ostatnie działa dopiero od roku. Powstało w odpowiedzi na ogromne zainteresowanie, jakim cieszyły się wygłoszone w tym kościele rekolekcje wielkopostne na temat kryzysu w małżeństwie.

Ognisko w Łagiewnikach działa nieco dłużej. Agnieszka Banaś, krakowska liderka wspólnoty, opowiada: „Trafiłam na forum »Sycharu«, by szukać ratunku dla swojego małżeństwa. Pod wpływem prowadzonych tam rozmów sama się zmieniałam. Dostrzegł to warszawski lider, Andrzej Szczepaniak, i zaproponował mi zorganizowanie ogniska w Krakowie. Mojego małżeństwa nie udało się uratować, mąż wyprowadził się z domu, wtedy zdecydowałam się założyć ognisko »Sycharu« w Krakowie. Poszłam do Łagiewnik, bo to było miejsce, gdzie zaczęło się moje nawrócenie. Zgłosiłam się do jezuity o. Jerzego Karpińskiego, a on mi odpowiedział: »Nareszcie«. Od dawna czekał na kogoś, kto chciałby zorganizować wspólnotę małżonków przeżywających kryzys”.

spotkania

Spotkania odbywają się raz w miesiącu. W Łagiewnikach mają one raczej charakter grupy wsparcia. Rozpoczyna je Msza św., a po niej jest spotkanie, na którym każdy może opowiedzieć swoją historię. Inni coś mu doradzają, dzielą się swoimi spostrzeżeniami, a następnie modlą się w jego intencji.

W kościele św. Barbary spotkania mają charakter bardziej warsztatowy. Przychodzą specjaliści, m.in. prawnicy, psycholodzy, którzy tłumaczą, jak praktycznie radzić sobie z problemami w związku. Zapraszani są też kierownicy duchowi, od których można się dowiedzieć, jakie jest stanowisko Kościoła w danej sprawie. „Przychodziły do nas np. kobiety, które były bite przez swoich mężów i uważały, że jeśli chcą żyć zgodnie z nauką Kościoła, muszą to znosić. Pojawiają się też często osoby, które pytają o to, jak i czy przeprowadzić procedurę unieważnienia małżeństwa. Staramy się wszystko wyjaśnić, ale nie podsuwamy gotowych rozwiązań, nie podpowiadamy, jak ktoś powinien w danej sytuacji postąpić” – mówi Agnieszka.

Formacja opiera się na tzw. 12 krokach. Powstały one we wspólnocie Anonimowych Alkoholików, ale okazały się bardziej uniwersalne. Jest to program terapeutyczny, który łączy w sobie aspekty psychologiczny i duchowy. Pozwala odkryć w sobie mechanizmy obronne, które prowadzą do uzależnień, ucieczki od problemów, depresji, i uporać się z nimi.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • salamandra
    14.06.2011 10:57
    Ta wspólnota Sychar niestety ma bardzo dziwne porady. Moja siostra miała małżeństwo w rozpadzie (mąż miał kochankę - zaczął na kilka mies. przed ich ślubem i po ślubie nie przestał wcale a żona dowiedziała się o kochance w podróży poślubnej), oszukiwał że skończył ten związek, kochance zaś nie przyznał się że bierze ślub. Na stronie Sychar siostra została zakrzyczana niemal, żeby nawet nie myślała o unieważnieniu itp. tylko ma do grobowej deski się modlić i czekać na niego (paranoja). Teraz siostra już od kilku lat jest po unieważnieniu, on jest szczęśliwy z tą drugą mają dziecko. Siostra też ułożyła sobie zycie i jest dobrze. Dlatego "za wszelką cenę" nie warto siedzieć i czekać (naiwnie).
  • Jojo
    02.07.2011 19:50
    Niestety bywa tak, kiedy małżonek decyduje się odejść i pomimo prób ratowania, odchodzi. I teraz pozostaje pytanie: ile można wybaczyć. Jedną zdradę owszem. Ale 30, 40....? I czekać aż przyjdzie "skruszony" bo 20, 30 latach, tylko dlatego, że kochankowi skończyły się pieniądze itp. A Ty masz się cieszyć, że on wrócił do Ciebie. Nie ważne w jakim celu. Tego przecież chce Chrystus. Brak indywidualnego podejścia, bo nie wszystkie sprawy są takie czarno-białe...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama