Piękny szmugiel. Jubileusz Jerzego Pomianowskiego

Znak 6/2011

Profesor Jerzy Pomianowski skończył 90 lat. „Od zawsze był antysowieckim rusofilem –pisał niedawno Adam Michnik – kochał kulturę rosyjską i nie cierpiał sowieckiego despotyzmu. Dla kultury polskiej zrobił tyle dobrego, że jego dokonaniami można by obdarować pułk wojska – i jeszcze sporo pozostanie”. Ad multom annos Panie Profesorze!

 

Wskrzeszenie Polski Niepodległej w roku 1918 wśród nowych zjawisk kulturalnych zrodziło też szczególny, żywy niemal do końca stulecia fenomen w literackich stosunkach polsko-rosyjskich: pokolenia translatorskie z odrębnym światopoglądem i stylem. Było to zjawisko swoiste tylko w domenie przekładów z rosyjskiego. Tego rodzaju generacyjne podziały i procesy nie są istotne dla polskiej recepcji literatury niemieckojęzycznej (a był to urzędowy język dwóch pozostałych mocarstw zaborczych), dla tłumaczeń z francuskiego lub angielskiego (pod koniec XX wieku zarysował się tu raczej podział epok i formacji artystycznych), a wreszcie dla przekładów z mniejszych języków europejskich.

Nietrudno rozpoznać wspólnotę pokoleniową tłumaczy rusycystów w grupie rówieśniczej debiutujących u progu niepodległości eks-legionistów, skamandrytów i futurystów; wśród poetów, którzy tłumaczenie z rosyjskiego podjęli w latach trzydziestych, podczas wojny lub w latach tuż powojennych (ci ostatni w kręgu „Kuźnicy”); w skazanej na podwójny debiut (w latach stalinowskich i po Październiku) generacji „pryszczatych”. Zawsze jednak obok tych formacji kilku wybitnych tłumaczy działało niezależnie, kierując się własnym smakiem, świadomością i wiedzą, i nie wiążąc się normami pokolenia. Do takich właśnie translatorskich indywidualności od początku należy Jerzy Pomianowski.

Urodził się w roku 1921 w Łodzi. Oddziaływanie jej wielonarodowego środowiska uznać trzeba za pierwszy czynnik kształtujący wrażliwość literacką dzisiejszego dziewięćdziesięciolatka. Mieszanka etniczna Polaków, Żydów, Rosjan, Niemców, Czechów, ściągniętych do pracy w fabrykach włókienniczych, wydała niejednego pisarza i tłumacza. By daleko nie szukać: Julian Tuwim, wykształcony tu w rosyjskim gimnazjum syn żydowskiej rodziny, stał się jednym z największych poetów polskich i zarazem tłumaczy literatury rosyjskiej. Absolwent gimnazjum polskiego, łódzki Czech Karl Dedecius (ex Dedeček), wyrósł na najwybitniejszego niemieckiego tłumacza literatury polskiej.

Dodatkowym czynnikiem było żydowskie pochodzenie – Pomianowski wywodzi się z zacnej inteligenckiej rodziny Birnbaumów o wielorakich tradycjach artystycznych. Po 1918 roku, kiedy wobec rozpadu zaborczych imperiów realny kształt przybrały ambicje niepodległościowe ich poszczególnych narodów, pozostali po różnych stronach granic nowo powstałych państw żydowscy inteligenci – poligloci i erudyci – byli predestynowani do roli tłumaczy i pośredników między kulturami narodowymi. Dodajmy do tego oddziaływanie wspaniałego łódzkiego środka żydowskiej sztuki i kultury nowoczesnej. A wreszcie – rodzinna tradycja stryja, Mieczysława Birnbauma (pseudonim literacki: Binom), zaufanego oficera Piłsudskiego, publicysty i tłumacza literatury rosyjskiej, w tym Babla i Zamiatina. Translatorskie dzieło życia Pomianowskiego, jakim są przekłady Babla, wynikło z dziedzictwa zamordowanego w Katyniu Binoma.

Do rodzinnych tradycji należy też instynkt teatralny Pomianowskiego. Ktokolwiek zetknął się z pisarzem, wie, że to par excellence człowiek teatru, z wyrobionym odruchem sytuacyjnej inscenizacji, gry aktorskiej i ekspresyjnego podkreślenia wypowiadanej kwestii. Nie nabył przecież tych cech podczas wojny w donbaskiej kopalni węgla ani w tadżyckim Stalinabadzie. Trudno nie wspomnieć o rodzinnej edukacji niemal w światłach rampy: dwie ciotki – znakomite śpiewaczki, trzecia – aktorka, do tego jeszcze wśród powinowatych – Wincenty Drabik, jeden z najwybitniejszych scenografów w dziejach nowoczesnego polskiego teatru.

Nic dziwnego, że po zarzuceniu kariery korespondenta prasowego i lekarza Pomianowski mógł podjąć pracę krytyka teatralnego – współpracownika „Świata” i „Dialogu”, szefa działu teatralnego „Nowej Kultury” (1950–1959), kierownika literackiego Teatru Narodowego za dyrekcji Wilama Horzycy (1959–1961) i Zespołu Filmowego Syrena (1961–1968), zlikwidowanego bezpośrednio po Marcu. Do heroicznej legendy krytyki teatralnej Pomianowskiego przeszła jego entuzjastyczna recenzja z warszawskich występów Berliner Ensemble Brechta, wysłanego przez NRD-owskich stalinistów do bratniej Polski w celu poddania teatru ideowo słusznej dintojrze.

Teatralność (w dobrym sensie) kumuluje się też w przekładach Pomianowskiego. Może sam tłumacz, zestawiając swoje przekłady poetyckie w tomiku Kontrabanda, nie uprzytamniał sobie, że niemal wszystkie zawarte tu wiersze mają charakter monologu. Odstępstwo od tej reguły stanowi tylko kilka tekstów bardzo silnie – do granic aktorstwa rodzajowego – nacechowanych stylistycznie: czy to współczesne satyryczne imitacje bajek apologicznych, czy kryminalny eposik z przedmieścia. Patetyczny gest teatralny sprzymierza się z komizmem nie tylko w XIX-wiecznej balladzie Aleksego Tołstoja:

W pierś Delarue raz pewien oczajdusza
wbił ostry nóż.

A Delarue uchylił kapelusza
– i już.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama