„Niedziela” – wikary dla proboszcza, sufragan dla ordynariusza...

Niedziela 26/2011

W 30-lecie reaktywowania „Niedzieli” i 50-lecie kapłaństwa ks. inf. Ireneusza Skubisia – z Redaktorem Naczelnym „Niedzieli” rozmawia ks. Marek Łuczak

 

KS. MAREK ŁUCZAK: – Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jest Ksiądz Infułat proboszczem i w czasie ogłoszeń parafialnych trzeba powiedzieć kilka słów na temat najnowszego numeru „Niedzieli”, żeby zachęcić wiernych do czytania. Jakich słów Ksiądz by użył?

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Ważne, żeby choć częściowo mieć przeczytany numer „Niedzieli”, czy choćby przeglądnięty. Wtedy możemy zaproponować parafianom coś interesującego. Przykładowo, „Niedziela” na 12 czerwca była atrakcyjna i ciekawa. Zainteresował mnie szczególnie wywiad z dominikaninem o. Jackiem Marią Norkowskim pt.„Zwłoki z bijącym sercem”. Temat jest o tyle mocny, że dotyczy ważnej dziś sprawy przeszczepu narządów. Ukazany jest inny, niezwykle istotny aspekt tego problemu, który jest dla mnie mocnym uderzeniem. Być może trzeba ludziom powiedzieć z ambony, że jest taki właśnie tekst. Zresztą w każdym numerze można znaleźć wiele interesujących materiałów, o których powinno się poinformować parafian. I to nie jest żadna reklama, ale duszpasterska powinność.

– Widzę tu jednak szerszy problem. Bp Teodor Kubina życzył sobie, aby „Niedziela” była wikarym dla proboszcza i sufraganem dla biskupa...

– Kryje się tu ważna kwestia przygotowania do duszpasterstwa przez media. Zagadnienie to nie doczekało się jeszcze dokumentu czy instrukcji dla Kościoła w Polsce. Dzisiaj człowiek żyje mediami i tym, co słyszy w telewizji, w radiu, i co przeczyta w gazecie.

Prasa katolicka ma to do siebie, że jest wkomponowana w cały system medialny. Człowiek, który czyta np. „Niedzielę”, najczęściej zagląda również do innych dzienników, tygodników, ogląda telewizję. Ale „Niedziela” może być jedynym tygodnikiem katolickim docierającym do ludzi, i wtedy, w połączeniu z pracą duszpasterza, jest możliwość kształtowania opcji chrześcijańskiej człowieka. Wówczas rzeczywiście możemy się bić o dusze, w tym sensie, że człowiek, który ogląda telewizję – a dziś wszyscy mają do niej dostęp – do gazet raczej nie sięga. Jeśli „przyjdzie” do domu pismo katolickie, to mamy większą szansę oddziaływania.

My przede wszystkim jesteśmy niezależni, nie mamy nad sobą bata w postaci właściciela obcokrajowca i dlatego nie działamy pod dyktando. Mamy opcję kościelną, polską i obiektywną.

I jeżeli bp Kubina mówił o „Niedzieli” jako o dodatkowym wikarym dla proboszcza, to jest to rzeczywiście bardzo sensowna sprawa. Bo co robi wikary? Pomaga proboszczowi w realizowaniu duszpasterstwa. Jest on człowiekiem oświeconym, podobnie jak proboszcz, może mniej doświadczonym, ale ma wiele do powiedzenia, jest oczytany, zna teologię, zna założenia katolickiej nauki społecznej. I taki wikary pomaga w duszpasterstwie. Podobnie i tygodnik katolicki – jest takim pomocnikiem w realizowaniu planów duszpasterskich. Ksiądz powinien zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie sam zabezpieczyć wszystkiego, po prostu nawet nie ma na to czasu. Kiedy przeglądam poszczególne numery „Niedzieli”, to widzę, ile tam jest treści. Nikt w parafii nie jest w stanie zebrać tak ogromnego materiału, jaki my przygotowujemy co tydzień. Jeżeli ma się do dyspozycji dziesiątki mądrych ludzi, to jest to wspaniała sprawa. Zauważmy, ilu ludzi pracuje na uniwersytetach: profesorowie, naukowcy, asystenci, doktorzy – oni wszyscy komponują w swoim miejscu pracy jakąś dozę wiedzy i ją przekazują. Gazeta jest takim uniwersytetem, tworzonym przez zespół redakcyjny i współpracowników. Miał więc rację bp Kubina, mówiąc o „Niedzieli” jako wikariuszu i sufraganie – znakomitych pomocnikach duszpasterskich. Trzeba tę pomoc zauważać.

Przekazywanie programu Kościoła jest wielkim zadaniem duszpasterskim. W parafii Gomulin w archidiecezji łódzkiej proboszcz – ks. prał. Marian Wiewiórowski oparł duszpasterstwo na „Niedzieli”. Tam wszyscy parafianie ją czytają i pomagają w jej kolportażu. Interesuje ich to, co jest napisane w tygodniku, rozmawiają o poruszanych tematach, dyskutują, przekazują sobie nawzajem te treści i żyją nimi. Podobnie jest i w innych polskich parafiach.

– Czy mamy w Kościele świadomość, że gramy w tej samej drużynie? Instrukcje kościelne nie wystarczą, jeśli zabraknie w nas podstawowej świadomości służenia tej samej sprawie, w której pismo katolickie jest tarczą wobec wrogów Ewangelii.

– Nawiążę do pewnego wydarzenia. Był rok 2010 – Rok Kapłański i pielgrzymka polskich kapłanów, diecezjalnych i zakonnych, na Jasną Górę. Zobaczyliśmy księży w katedrze, potem przeszli oni procesjonalnie na Jasną Górę i znaleźli się na placu pod Szczytem.

Dokonaliśmy pewnych obliczeń. W Polsce jest ok. 30 tys. księży, a w pielgrzymce było ich ok. 3 tys., czyli zaledwie 10 proc. Było to dla mnie zaskoczeniem, ale wielu ludzi wyrażało wprost aplauz, widząc tylu kapłanów razem. Pytałem siebie: gdzie jest te 27 tys. kapłanów? Nie przyjechali. Zaangażowanie księdza w życie Kościoła powinno być mocne. W Polsce, niestety, niektóre sprawy przegrywamy. Taki ogrom ludzi oddanych jednej sprawie! Niejedna partia polityczna nie ma takiego potencjału. Politycy to ludzie ze swoimi rodzinami, interesami, problemami, żyją różnorakim życiem. Tymczasem księża są wyświęceni dla jednego, duszpasterskiego celu. Jeżeli więc tak wiele rzeczy nam nie wychodzi, to musimy zadać sobie pytanie o jakość naszej pracy.

Także gdy mówimy o mediach, które odgrywają olbrzymią rolę w życiu współczesnego człowieka, dotykamy newralgicznego punktu: jeżeli pominie się je w duszpasterstwie, to mamy gotową przegraną. Często też jako księża zapominamy o solidarności w naszej pracy, jakbyśmy nie mieli świadomości, że tak naprawdę gramy w jednej drużynie.

– Ksiądz Infułat akcentuje kwestię duszpasterzy i Kościoła hierarchicznego, ale chciałbym poruszyć temat wiernych świeckich, naszych Czytelników. Brakuje podejścia do sprawy czytelnictwa, w którym uwzględnia się, że to nie jest tylko publicystyka, ale Słowo Boże. Czy nie za mało jest w programach katechetycznych o mediach katolickich? Nawet w rachunkach sumienia brakuje pytania: Czy czytam prasę katolicką... Chodzi tu o aspekt moralny.

– Trzeba zacząć od seminarium. Jest program kształcenia w seminariach duchownych i należy zobaczyć, ile jest tam godzin przeznaczonych na media. Jeśli kleryk w seminarium nie ma nawet zarysu problemu, nie wie, o co chodzi – pójdzie potem na parafię i nadal będzie ignorantem w tej kwestii. Dlatego trzeba zacząć od programu duszpasterskiego dla duchowieństwa. Potem dochodzi sprawa świeckich. Są w różnych ruchach i stowarzyszeniach katolickich, np. w Akcji Katolickiej, ale bardzo często nie mają rozeznania, czym są media katolickie. Byłem zaskoczony wydarzeniami, jakie miały miejsce przed wyborami prezydenckimi. Jeden z kandydatów, zwłaszcza w pierwszej części kampanii, zaczął głosić program zdecydowanie ateistyczny i ateizujący. Tak wielu ludzi poszło za nim... Jak należy ocenić społeczeństwo, o którym mówi się, że jest katolickie, a które głosuje na ateistę? Byłem jeszcze bardziej zbulwersowany, gdy dwaj kandydaci, którzy stali się ostateczną alternatywą dla wyborców, zaczęli czynić umizgi do owego ateisty, żeby im udzielił poparcia, żeby jego elektorat poparł ich kandydatury. Nie baczyli na to, że ten człowiek bardzo mocno stawia na odejście od chrześcijaństwa, na „zapateryzm” – opcję panującą obecnie w Hiszpanii. Nikomu to nie przeszkadzało. Byłem zasmucony, że dwóch katolików, starających się o prezydenturę w państwie, zachowało się tak wobec ateisty. Uważam, że trzeba brać pod uwagę to, na kogo się głosuje. Ludzie wiedzą to dopiero wtedy, gdy mają pewne wykształcenie, gdy dowiadują się tego, czego uczy Kościół i co mówi katolicka nauka społeczna w danej kwestii.

W numerze 24. „Niedzieli”, z 12 czerwca br., zamieściliśmy dokument Stolicy Apostolskiej na temat małżeństw homoseksualnych. Mówi on bardzo konkretnie, jak powinni zachować się w tej sprawie parlamentarzyści, ludzie polityki. Dokument podpisał obecny papież – wtedy jeszcze kard. Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary. To jest wyraźny głos Kościoła, który nie milczy, który w drażliwych sprawach dotyczących sumienia człowieka zawsze się wypowiada – ale trzeba chcieć go usłyszeć. Nie wiem, czy księża mają pełną świadomość wagi udziału mediów katolickich w życiu wiernych...

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama