Tygodnik Powszechnydodane 2011-07-21 10:11
Ks. Jacek Prusak SJ
Kościół uczy kobiety, nie słuchając kobiet. Efekt jest taki, że zaczynają się one „dusić” w instytucji, na którą nie mają wpływu.
Oddalanie się od Kościoła i praktyk religijnych młodzieży i kobiet jest realnym zagrożeniem dla polskiego katolicyzmu. O ile wahania wiary wśród młodzieży (pomiędzy 18. a 24. rokiem życia) nikogo nie dziwią, bo dużo się o tym mówi, o tyle eksodus kobiet z Kościoła pozostaje tematem tabu.
Socjologiczna enigma
To wrażenie potwierdza lektura najnowszych opracowań: raportu prof. Mirosławy Grabowskiej, dyrektora CBOS i wykładowcy w Instytucie Socjologii UW („Przeobrażenia polskiej religijności”, „Znak”, 06/11), oraz monografii „Katolicyzm polski. Ciągłość i zmiana” (WAM 2011), napisanej przez czołowego socjologa religii i moralności ks. prof. Janusza Mariańskiego.
Choć 6 na 10 osób biorących udział w niedzielnej Mszy to kobiety, zauważono wśród nich gwałtowny spadek regularnego chodzenia do kościoła (z 66 proc. do 40), czemu – jak podkreśla prof. Grabowska – „towarzyszy systematyczny wzrost deklaracji całkowitego poniechania tych praktyk”.
Jakie są przyczyny rozluźnienia związku kobiet z Kościołem? Ani w raporcie prof. Grabowskiej, ani w monografii ks. prof. Mariańskiego nie znajdziemy odpowiedzi wprost. Przytaczane przez nich badania sugerują dwie hipotezy. Po pierwsze, przemiany religijności kobiet w Polsce mają związek z procesami modernizacji. Po drugie, czynniki osobowościowe w okresie dorastania kształtują poziom religijności w życiu dorosłym.
Weryfikacja pierwszej hipotezy wymaga porównania z danymi pochodzącymi z zagranicy. Jednym z punktów odniesienia mogą być badania Ronalda Ingleharta, profesora nauk politycznych i dyrektora Instytutu Nauk Społecznych na Uniwersytecie Michigan, który kieruje Światowymi Badaniami Systemu Wartości (WVS), oraz Pippy Norris, wykładającej politykę komparatywną na Uniwersytecie Harvarda. Wraz z międzynarodowym zespołem badaczy zajmowali się oni miejscem kobiet w życiu społecznym i postawami wobec równości płci. Ich analizy opierały się na unikatowych danych pochodzących z WVS i Europejskiego Badania Systemu Wartości (EVS), które objęły ponad 70 państw (w tym Polskę).
Inglehart i Norris stwierdzili, że proces modernizacji społecznej warunkują spuścizna kulturowa i tradycje religijne danego kraju. Oboje są zwolennikami tezy, że modernizacja pociąga za sobą sekularyzację. Polska została zaliczona w ich badaniach do krajów „środka” – społeczeństwa industrialnego o młodej demokracji. Biorąc pod uwagę dwie zmienne: (1) różnice wśród religijności państw europejskich zależą od historycznej tradycji i siły Kościoła w danym państwie oraz (2) nawet w Europie należy rozróżnić obniżające się wskaźniki behawioralne (np. chodzenie do kościoła z nawyku) od wartości i przekonań religijnych, które mogą się utrzymywać – myśląc o przeobrażeniach religijności Polek, stajemy wobec socjologicznej enigmy. Z jednej strony Polska należy do najgorliwiej praktykujących krajów Europy, z drugiej wzrastająca fala niezadowolenia z Kościoła objawia się tu gwałtowniej niż w innych krajach industrialnych.
Badania pokazują, że spadek religijności w międzywojennych pokoleniach kobiet z państw industrialnych jest dość mały, a w grupach powojennych się stabilizuje. Odmiennie jest w Polsce, gdzie od ostatnich 20 lat widoczna jest wyraźna erozja praktyk religijnych i posłuszeństwa Kościołowi w sprawach etyki rodzinnej i seksualnej. Polki, podobnie jak ich „siostry” w społecznościach postindustrialnych, zaczynają masowo odsuwać się od Kościoła, w odróżnieniu jednak od kobiet z innych krajów, które mają podobny do nich status społeczny, opuszczają Kościół w sposób bardziej zdecydowany. Robią to częściej i szybciej, ma to też w ich przypadku trwalszy skutek – stają się niepraktykujące z zasady. Biorąc pod uwagę, że wciąż deklarują wiarę w Boga, wygląda na to, że nie czują się dobrze w Kościele.
Czy ten proces wynika z emancypacji Polek (a więc modernizacji), czy z deinstytucjonalizacji wiary (sekularyzacji)? Czy obserwujemy falę protestu przeciwko „męskiej instytucji”, falę rozczarowania duchową ofertą Kościoła, czy jedno i drugie?
Męski Kościół, męskie normy
Z badań Inglaherta i Norris wynika, że rodzaj religii ma dużo większe znaczenie dla równouprawnienia płci niż stopień religijności. To zaś sugeruje, że kobiety będą praktykowały i czuły się związane z Kościołem w zależności od tego, jak religia promuje ich równouprawnienie. Kościół tymczasem, będąc aktywny na arenie politycznej, stara się wzmacniać normy społeczne związane z odrębną i podległą rolą kobiet jako osób tworzących domowe ognisko i matek, a także wspiera tradycyjny system prawny, regulujący kwestie małżeństwa i rozwodu, aborcji i antykoncepcji, rodziny i opieki nad dziećmi.
Z drugiej strony w badaniach systemów politycznych, elit prawodawczych i rekrutacji liderów ustalono, że w ciałach ustawodawczych społeczeństw katolickich i islamskich zasiada mniej kobiet. Modernizacja społeczna wpływa na wiarę w Boga, uczęszczanie do kościoła i autorytet przywódców religijnych i przejawia się w równoległych zmianach w poparciu dla tradycyjnych moralnych wartości dotyczących seksualności. Nawet jeśli przyjmiemy, że modernizacja nie tyle niszczy religię, ile raczej ją różnicuje i pluralizuje, a także przyczynia się do przemiany samej religijności – coś niepokojącego dzieje się z polskimi katoliczkami.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
I w ten sposób pięciu ślepców diagnozuje stan słonia (nawiązując do znanej przypowiastki). Każdy dotyka innego fragmentu, uważając go za całość. Gdy odeszli mężczyźni - "Kościół musi stać się bardziej męski!". Gdy za nimi odchodzą kobiety: "Kościół musi stać się bardziej kobiecy!"...
A może chodzi o to, że kościół musi się stać bardziej ludzki? Tłumaczenie wszystkiego antagonizmami płci jest proste, bo dzisiejsza kultura na nakręcaniu tych antagonizmów się opiera. Ale problem może leżeć gdzie indziej. A diagnozowany był już wiele razy przez np. takiego Hołownię: jeśli nauczyciele Kościoła nie zejdą z wieży z kości słoniowej, odejdą od nich wszyscy - i kobiety, i mężczyźni.
Jednak tych kilku wystarczyło.
Kazdemu takich duszpasterzy życzę. Czasem trzeba ich poszukać. Zawsze jednak jest Ewangelia. Ona jest najwazniejsza.
Można dyskutować czy K. jest wystarczajaco ewangeliczny, natomiast problem czy jest wystarczajaco kobiecy? Czy to jest Liga Kobiet? To jest złe pytanie.
wszystkie komentarze >