Odpowiedzialni za przyszłość cywilizacji

Don BOSCO
7-8/2011

Większość Polaków, może nie 90%, ale w granicach połowy ma poczucie, że Dekalog jest zestawem wartości, wokół którego powinny funkcjonować reguły prawa w państwie, ale jak się tych samych Polaków pyta, czy powinni być wybierani do władzy ludzie związani z Kościołem, to już większość mówi „nie”.

 

Skąd w nas tyle niechęci do polityki?

Korzenie dystansu do polityki i braku zrozumienia dla tego, czym ona jest w życiu narodu są głębokie i sięgają historycznych źródeł naszego poczucia wspólnotowości. W badaniach bardzo wyraźnie widać, że najważniejsze wartości dla Polaków to rodzina, dzieci, przyjaciele, a im bliżej wartości, w które wpisana jest rywalizacja, polityka lub walka o władzę, tym ich odrzucenie jest silniejsze. Przykładowo, większość (70%) uznaje politykę, a prawie połowa (35%) karierę i sukces za rzeczy nieważne w swoim życiu. Wspólnotowość pozwalała przetrwać w ciężkich czasach zaborów i PRL, gdy władza nie była służebna, lecz narzucona i opresyjna. Dziś, gdy wielkim wysiłkiem tego wspólnotowego społeczeństwa udało się nam odzyskać suwerenność i stworzyć podstawy demokracji (nawet jeśli niedoskonałej) to okazuje się, że mamy problem z akceptacją rywalizacji politycznej jako normalności.

Zatem to spuścizna naszej historii?

To nie jest tylko przeszłość. To także skutek postawy elit po 90. roku, które broniły się przed zbudowaniem systemu reprezentującego ludzi o różnych poglądach. Projekt tzw. transformacji zakładał pogodzenie PRL z III Rzeczpospolitą i stworzenie takiego „profesjonalnego” establishmentu, który nie narażony na rywalizację, „w najbardziej światły” sposób będzie kierował państwem, gospodarką, nauką, edukacją etc.

Większość mediów uderzyła wtedy w alarmistyczny ton, że Kościół miesza się do polityki.

To była w dużej mierze forma oporu tego establishmentu przed pojawieniem się równoprawnych elit katolickich. Kiedy Kościół przypominał o konieczności zmiany ustawy o ochronie życia poczętego, społeczeństwo nie otrzymało komunikatu, że wszystko mieści się w ramach demokracji, a obywatele o poglądach chrześcijańskich starają się zmienić obowiązujące w PRL prawo. Otrzymali inny komunikat, że „czarni” zastępują „czerwonych”. To była jedna z pierwszych, większych mistyfikacji, która zablokowała polityczną normalność.

Skutecznie i na długo.

Że było to skuteczne, widać w gwałtownym spadku poziomu zaufania do Kościoła, z 80% w roku 1989 do niecałych 40% w burzliwym roku 1993. Po kilku latach ponownie ponad 60% Polaków deklarowało zaufanie do Kościoła, a w latach 2002-2007 wszystko wróciło do normy. Kościołowi znowu ufa 75% – 80% badanych przez CBOS Polaków. Ale ten spadek zaufania jest przez większość socjologów interpretowany bardzo szczególnie – Kościół stracił zaufanie, bo wtrącał się do polityki. W konsekwencji katolicy przestali funkcjonować w polityce jako ludzie o określonym światopoglądzie, a partie polityczne nie traktują ich oczekiwań jako szczególnie ważnych.

Dlaczego społeczeństwo, które (przynajmniej w deklaracjach) jest w ponad 90 procentach katolickie, tak łatwo się na to godzi?

Z tym powszechnym katolicyzmem w Polsce sprawa nie jest taka oczywista. Z badań, które robiliśmy w 2007 r. w Centrum Myśli Jana Pawła II wynika, że realnie istniejące „społeczeństwo katolickie”, które stara się żyć wedle „wskazówek Kościoła” i wykazuje spójność postawy życiowej z deklaracjami wiary jest mniej liczne niż owe 90%. Zwykle ta grupa pokrywa się z osobami deklarującymi w sondażach praktyki religijne przynajmniej raz w tygodniu.

Jaki to procent społeczeństwa?

Praktyki „co najmniej raz w tygodniu” deklaruje 40% – 50% badanych, przystępowanie do Komunii św. jakieś 30% – 40%. Ale nie jest też zupełnie bez znaczenia, że niemal 90% deklaruje wiarę katolicką. To jednak jest postawa, w której człowiek odnosi swoje wybory życiowe do wartości chrześcijańskich i do nauczania Kościoła, nawet jeśli jest w tym niekonsekwentny i czasami mu dalej do tych poglądów, jeśli chodzi o ich przestrzeganie.

Czyli Dekalog raczej tak, ale niekoniecznie w polityce?

Większość Polaków, może nie 90%, ale w granicach połowy ma poczucie, że Dekalog jest zestawem wartości, wokół którego powinny funkcjonować reguły prawa w państwie, ale jak się tych samych Polaków pyta, czy powinni być wybierani do władzy ludzie związani z Kościołem, to już większość mówi „nie”. Rozumiem te deklaracje, bo mam świadomość, że dotykamy trudnej materii. Wiąże się ona z aktywnością nastawioną na zdobywanie i utrzymywanie władzy, która rzadko wyzwala w człowieku szlachetność. Mamy wiele przykładów ludzi, którzy weszli na ścieżkę normalnej działalności politycznej, żeby służyć innym, po czym w tej aktywności nad służbę przedłożyli posiadanie władzy.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama