Kardynał niezłomny

Niedziela
31/2011

Miał za sobą dramatyczne lata biedy, wywózki na Syberię, opresji okupantów i podłości totalitaryzmu. Nigdy jednak nie zwątpił, a poddany największym próbom – zachował spokój i godność

 

Kard. Kazimierz Świątek urodził się 21 października 1914 r. w Walku, jako drugi syn Weroniki z Kromplewskich i Jana Świątków. Ojcu nie dane było cieszyć się z narodzin syna, gdyż walczył już na frontach trwającej I wojny światowej. W 1917 r., tuż po przewrocie bolszewickim w Rosji, rodzina Kromplewskich wraz z Weroniką Świątek i jej synami została wywieziona na Syberię, w okolice Tomska.

Po pokoju ryskim rodzina Świątków i Kromplewskich wróciła z Syberii. Początkowo osiedli w miejscowości Dukszty i tam w kościele św. Stanisława Kostki Kazimierz i Edward przystąpili do Pierwszej Komunii św. Po pięciu latach, w lecie 1926 r., Weronika Świątek z synami zamieszkała w Baranowiczach.

Warunki życia rodziny Świątków były bardzo trudne. „Mama była krawcową, co dało się uszyć, to z tego żyliśmy. Boże, ile razy byliśmy bez obiadu, bez śniadania” – wspominał po latach Ksiądz Kardynał.

W 1933 r., po zdaniu matury, Kazimierz składa podanie o przyjęcie na polonistykę na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Na pożegnanie szkoły, już po maturze, absolwenci jadą na ostatnią wycieczkę – do Pińska. I tam miało miejsce zdarzenie o decydującym dla Kazimierza znaczeniu. Tak je po latach wspominał: „Po zwiedzeniu katedry zeszliśmy do krypty, gdzie spoczywał biskup Łoziński. Wszyscy kładli rękę na metalowej trumnie, a ja miałem jakieś wewnętrzne opory i tego nie zrobiłem. Wyszliśmy z krypty. I wtedy pomyślałem, że muszę wrócić. Wróciłem i przy jego trumnie poprosiłem, żebym był prawdziwym sługą Chrystusa Pana. Nie miałem na uwadze, że kapłanem. Nawet na myśl mi to nie przyszło, miałem już załatwioną filologię na Uniwersytecie w Wilnie. A On dosłownie mnie wysłuchał”. Po wizycie w Pińsku Kazimierz Świątek wycofuje dokumenty z Uniwersytetu i składa je w Wyższym Seminarium Duchownym w Pińsku. Zostaje przyjęty. Jesienią 1933 r. rozpoczyna studia.

Dramatyczne początki kapłaństwa

W 1939 r., w Wielką Sobotę, 8 kwietnia, Kazimierz Świątek otrzymuje w katedrze pińskiej święcenia kapłańskie z rąk biskupa ordynariusza Kazimierza Bukraby. 21 kwietnia obejmuje stanowisko wikariusza w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Prużanie, niedaleko Brześcia. Po agresji Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. stara się nieść pomoc duchową parafianom, żołnierzom i uciekającym na Wschód cywilom. Agresja Związku Sowieckiego 17 września tegoż roku stwarza nową sytuację.

Rozpoczęło się zwalczanie wiary, religii, Kościoła i duchowieństwa. Wykorzystywano wszystkie wypróbowane wcześniej w ZSRR metody. 21 kwietnia 1940 r. ks. Kazimierz Świątek zostaje aresztowany, przewieziony do Brześcia i umieszczony w separatce w dawnym więzieniu polskim nad Muchawcem, teraz głównym miejscu kaźni całego województwa poleskiego. Przechodzi bardzo ciężkie śledztwo. Jego postawa zasługuje na najwyższy szacunek. Oprawcy nigdy nie ujrzeli łez w jego oczach. Według głębokiego przekonania ks. Świątka, to zmarły w opinii świętości bp Zygmunt Łoziński pomógł mu przetrwać katusze, jakim poddawali go oprawcy z NKWD. Po torturach zostaje skazany na śmierć i oczekuje na wykonanie wyroku. Błyskawiczne zajęcie 22 czerwca 1941 r. Brześcia przez Niemców spowodowało, że oprawcy sowieccy nie zdążyli wymordować ani ewakuować więźniów.

Ks. Świątek wraca do Prużany i dostaje się w ręce gestapo. Po przesłuchaniu zostaje zwolniony, podejmuje pracę duszpasterską oficjalną i tajną, jako kapelan AK. Na początku lipca 1944 r. zostaje ostrzeżony, że ma być rozstrzelany. Kilka dni później, 17 lipca w południe, wojska sowieckie zajmują Prużanę. O godz. 3 nad ranem do pokoju ks. Świątka wkracza sowiecki kontrwywiad. Po przesłuchaniu ks. Kazimierz Świątek zostaje zwolniony i wraca do swoich obowiązków.

17 grudnia 1944 r. zostaje aresztowany i osadzony w wewnętrznym więzieniu NKWD w centrum Mińska. Przez siedem miesięcy poddawany jest tam brutalnemu śledztwu. Podobnie jak przed trzema laty w Brześciu, tak i teraz zachowuje postawę niezłomną i pełną godności. 25 lipca 1945 r. słynna tzw. trójka skazuje go na 10 lat łagrów o zaostrzonym reżimie i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich.

Po wyroku w więzieniu rozdzielczym w Orszy zapada na dyzenterię i cudem uchodzi śmierci. Z Orszy zostaje wysłany w okolice znane mu z dzieciństwa – w rejon Krasnojarska, gdzie pracuje przez dwa lata przy wyrębie tajgi. Trzeciego września 1947 r. ewakuowano go z łagru w tajdze, ogłaszając, że wraca do Polski. 3 grudnia ląduje w łagrze k. Workuty. Trzy tygodnie później urządza w jednym z baraków Wigilię. Za karę zostaje przerzucony w tundrę, gdzie nie było ani obozów, ani domów, nie było nic, dosłownie nic. Tylko śnieg. Więźniowie nocowali zimą pod gołym niebem, bez namiotów, zagrzebani w śniegu. Ks. Świątek spędza tam siedem lat. Kiedy wyjeżdżał, stało tam już powiatowe miasto Inta – zbudowane przez niego i innych więźniów.

Wolność w czasach niewoli

Od początku swego pobytu w łagrach ks. Kazimierz Świątek starał się nieść pomoc i opiekę duchową innym więźniom. Najważniejszą z możliwych form pomocy był sakrament spowiedzi. Niestety, sam był tej możliwości pozbawiony. Wyspowiadał się raz, w pierwszym roku. Potem dziewięć lat przeżył bez spowiedzi – nie spotkał żadnego księdza. Został zwolniony 16 czerwca 1954 r. Po krótkim pobycie w Połonnem na Ukrainie, gdzie został skierowany z obozu, przyjechał w lipcu nielegalnie do Pińska, gdzie od 6 lat nie było już księdza. Miejscowi wierni rozpoczęli starania u władz o zgodę na zarejestrowanie go jako księdza w pińskiej katedrze. Starania trwały pięć miesięcy.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama