Wszystkie nasze dzienne zdrady

Tygodnik Powszechny 32/2011

Jedna czwarta Polaków w stałym związku miała romans. Zdrady dotyczą także ludzi wierzących, choć w mniejszym stopniu osób praktykujących religijnie. Kościół mówiąc o kryzysie rodziny, coraz wyraźniej stawia na pracę u podstaw.

 

– Nie zaskoczyła mnie skala zjawiska – przyznaje prof. Mirosława Grabowska, dyrektor Centrum Badania Opinii Społecznej. – O przypadkach zdrad słyszymy przecież już nie tylko w kręgach towarzyskich i rodzinnych.

Z lipcowego badania CBOS wynika, że kontakty intymne z osobą w stałym związku lub z kimś innym niż partner wtedy, gdy sami byli w takim związku, przydarzyły się jednej czwartej ankietowanych. Problem badano po raz pierwszy. – Pytania stawialiśmy z uwagą i ostrożnością, właściwie to pionierskie badania w tej intymnej tematyce, a mimo to 14 proc. przyznało się do zdrady – wyjaśnia socjolog. Metodologia pozwoliła badaczom na oszacowanie zjawiska także wśród ludzi, którzy się do niego wprost nie przyznali. Stąd kolejne 11 proc. W sumie: 25.

Prof. Grabowska: – Zdrady nie występują jednak we wszystkich środowiskach z tą samą częstotliwością.

Na zdradę lub romans z osobą w stałym związku częściej decydują się mężczyźni oraz osoby rzadko praktykujące religijnie. To ludzie w przedziale wiekowym 25-34 lata, mieszkający w dużych miastach, dobrze sytuowani finansowo i wykształceni, o lewicowej orientacji politycznej. W życiu zawodowym są członkami kadry kierowniczej, specjalistami wyższego szczebla, pracownikami biurowymi.

– Nie spodziewałam się tak wyraźnej zależności opcji ideowej – komentuje prof. Grabowska. – Wpływ na to mają z pewnością częstość zjawiska w środowisku, jak i społeczne oraz osobiste przyzwolenie na romans.

W środowisku, gdzie dochodzi do zdrad częściej, problem romansu nie wywołuje skrępowania, częściej też dochodzi w nim do przypadkowych kontaktów seksualnych.

Z kolei najrzadziej do zdrad dochodzi wśród ludzi, którzy deklarują udział w praktykach religijnych: raz (18 proc.) lub kilka razy w tygodniu (17 proc.). Wśród praktykujących kilka razy do roku to już 29, a wśród tych, którzy nie praktykują wcale: 42 proc.

– Wyniki są spójne z danymi z innych badań uwzględniających zaangażowanie religijne – wyjaśnia prof. Grabowska. – W tym środowisku występuje mniejsze przyzwolenie osobiste i społeczne na zdradę. Dodatkowe analizy i korelacje zaprezentujemy w następnym raporcie.

Najwięcej romansów miało początek w pracy – 34 proc. – lub w kręgu znajomych i przyjaciół – 25 proc. Dyskoteki, sanatoria, internet mają w tym zaledwie po kilka procent udziału. Swoich partnerów zdradzali w pracy głównie mężczyźni i osoby z wyższym wykształceniem: 49 proc.; z podstawowym: 18. Natomiast kobiety romansowały w kręgu znajomych i przyjaciół (33 proc.). Zdradzający przyznawali, że ich ostatni romans miał charakter przelotny: 85 proc. Zaledwie 14 proc. – głównie wśród kobiet i osób starszych – uznawało go za coś w miarę trwałego.

A konsekwencje romansu: czy znajomość spotkała się z krytyką osób postronnych, czy dowiedział się o niej partner, czy doprowadziła do rozpadu związku? Romansujący zanadto nie odczuli skutków: każde z pytań uzyskało jedną czwartą pozytywnych odpowiedzi.

– Do zdrady nie przyznajemy się partnerowi: tylko jedna trzecia z nich dowiedziała się o romansie. To zrozumiała taktyka ukrywania. Ale to także przejaw prywatyzowania sfery relacji intymnych – tłumaczy prof. Grabowska. – Jeszcze przed kilkudziesięcioma laty zdrada to było wydarzenie społeczne, spotykał nas za nią ostracyzm. Dziś nawet wśród ludzi bardziej konserwatywnych dominuje podejście „nie wtrącania się”, nawet kiedy chodzi o własne dziecko. W wyniku m.in. takiej postawy zdrada nie jest wprawdzie akceptowana, ale coraz bardziej tolerowana jako wyłączny wybór człowieka.

Z badań wynika, że nawet ujawnienie romansu w wielu przypadkach nie jest powodem do zakończenia stałego związku. Jedna trzecia orzeczeń rozwodowych w Polsce zapada na podstawie niezgodności charakterów, ale jedna czwarta – w efekcie zdrady. Przyzwolenie na rozwód wzrasta, a dla zdrady pozostaje niskie – do tego stopnia, że rozwód uważamy raczej za rzecz normalną niż za tragedię (odpowiednio 20 i 15 proc.).

Statystyka potwierdza doświadczenie duszpasterskie – komentuje wyniki badań o. Mirosław Pilśniak OP. Znany duszpasterz małżeństw podkreśla, że dla wierzących zdrada jest tragedią, bo stanowi zamach nie tylko na wierność, ale na wyznawane w życiu wartości. – Każda zdrada, nawet świadomie realizowana, jest dramatem – twierdzi.

Pozostaje problem skali. – Statystyka podpowiada, że w grupie rozwodzących się Polaków, a w 2009 r. było to 72 tys. małżeństw, większość to katolicy – zwraca uwagę prof. Grabowska. – Kościół nieśmiało i z opóźnieniem wychodzi do ludzi zdradzonych, po rozwodzie, samotnych lub w nowych związkach – ocenia socjolog. – Ci ostatni zostają „odcięci” od sakramentów, co ma skutki społeczne: wpływa na ocenianie ich przez lokalną społeczność i na zmianę ich stosunku do Kościoła, z którym więzi zazwyczaj istotnie się poluźniają. A specjalistyczne duszpasterstwa to przywilej ludzi żyjących w dużych miastach.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Nab
    12.08.2011 07:27
    "...Faktycznie, duszpasterstwa dla osób opuszczonych przez współmałżonka, ale wiernych sakramentowi, rozwijają się zbyt wolno..."
    A moim zdaniem praktycznie wcale się nie rozwija, jest marginesem marginesu zainteresowania duszpasterskiego.
    Znam co najmniej kilka takich osób - jak w praktyce się okazuje - opuszczonych nie tylko przez małżonka, ale i - wygląda paradoksalnie - z powodu trwania w wierności opuszczonych przez duszpasterza.
    Dlaczego? bo jednocześnie jest w ich otoczeniu aktywne duszpasterstwo wobec związków "wtórnych", niesakramentalnych, co dodatkowo - moim zdaniem - ma wymiar gorszący.
    Wierni przysiędze (a porzuceni) -pozostawieni sami sobie - opuszczeni bez wsparcia w tej wierności, a niewierni z drugim (trzecim) partnerem/rką- otoczeni opieką duszpasterską.
    A równanie porzuconych ze związkami niesakramentalnymi jest dodatkowo dla nich upokarzające - jeśli nie obraźliwe(oni nie zdradzili, oni choć zdradzeni są wierni, więc czemu zrównywać ich z tymi co zdradzili znajdując sobie kogoś innego niż małżonek?)
    Wniosek - lepiej i łatwiej znaleźć sobie kogoś (w wymiarze ludzkim - choćby bytowym łatwiej i wygodniej) niż zachować wierność sakramentalną i jeszcze dostanie się "bonus" w postaci duszpasterstwa nieskramentalnych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama