U nas w Urbanowie

Przewodnik Katolicki 33/2011

− Kiedy patrzę na różne rodziny, w których starszych osób nie traktuje się z należytym szacunkiem, to myślę sobie: dobrze, że u nas jest po prostu inaczej – przyznaje Danusia Stefańska. To prawda, wystarczy spojrzeć na jej wielopokoleniowy dom.

 

Wchodząc do domu, w którym mieszkają Danusia i Piotr Stefańscy, w pierwszym z pomieszczeń zauważa się dwa duże stoły. To przy nich często spotyka się cała rodzina − przeszło dwadzieścia osób. Kiedy się powiększała, zaczynało brakować miejsca na wspólne spotkania. Po zburzeniu małej altany, w jej miejsce Piotr dobudował więc dodatkowy pion domu, dzięki któremu na piętrze powstały pokoje dzieci, a na dole pokój gościnny. Było mu o tyle łatwiej, że zna się na rzeczy. Prowadzi bowiem zakład remontowo-budowlany, który zajmuje się głównie pracami wykończeniowymi. Teraz bez trudu przy wspólnych stołach mogą zasiąść Stefańscy ze wszystkimi swoimi bliskimi. − Nasz dom jest bardzo otwarty. Mamy nie tylko miejsce, ale też chętnie przyjmujemy gości – podkreśla Danusia, która na co dzień zamieszkuje piętro domu wraz z mężem i dziećmi: 8-letnią Julią i 12-letnim Bartkiem. Parter zajmuje natomiast jej mama i młodsza siostra.

Kiedy wszyscy się zejdą

Rodzina Danusi od czasów II wojny światowej mieszka w małej wiosce Urbanowo leżącej w połowie drogi między Opalenicą a Grodziskiem Wlkp. − Kiedy byłam małą dziewczynką, w kwietniu 1945 r., przyjechaliśmy z rodzicami ze Lwowa przydzieleni na gospodarstwo poniemieckie − wspomina mama Danusi, pani Helena. − Miałam siedmioro rodzeństwa, nasza rodzina była więc duża, ale zawsze dbaliśmy o to, żeby się spotykać. Tak też jest teraz i u nas. To tak miło, jak wszyscy zejdą się razem. Dbamy o to, żeby była między nami zgoda − dodaje seniorka rodziny.

W Urbanowie wszystko toczy się wokół szkoły. Klasy są mało liczne i stąd też prowadzi się rozmowy o zamknięciu placówki. A szkoda... W klasie Bartka jest 7 uczniów, na każdą lekcję musi więc być dobrze przygotowany. − Potem są tego efekty na konkursach, także z wiedzy religijnej – zauważa jego tata. − Ma w tym swój udział również babcia. Zresztą rano to z nią dzieci mówią pacierz. Babcia dużo też im czytała, gdy byli młodsi – dopowiada mama.

Już wiedziałam, że to on

Pytam Danusię i Piotra, jak się poznali. – Przypadkowo, w parku w Opalenicy na dożynkach − krótko odpowiada Piotr. − To może ja opowiem od początku − przejmuje inicjatywę Danusia. − Gdy studiowałam teologię, jeden z wykładowców, gdy wszedł na zajęcia w Dniu Zakochanych zapytał nas: „Co wy tutaj robicie?” i dodał: „Po zajęciach proszę podejść i odebrać karteczki”. Myśleliśmy, że to będzie jakieś zadanie. Patrzymy, a to modlitwa o dobrego męża czy żonę za wstawiennictwem św. Józefa. Zaczęłam się nią modlić i wówczas pokończyły się różne moje znajomości z chłopakami. Pomyślałam sobie: no to pięknie mnie św. Józef urządził. Poszłam więc w sierpniu w tej intencji na pielgrzymkę do Górki Duchownej i w dniu kiedy się ona skończyła pojechałam na te dożynki, o których mówił Piotr. Idę przez park, patrzę na tego człowieka i już wiem, że to jest on! – wspomina. Zaczęli wtedy ze sobą rozmawiać, a potem były pierwsze spotkania. − Kojarzyliśmy się już zresztą z wcześniejszych pielgrzymek do Górki Duchownej i do Częstochowy, na które wielokrotnie oboje chodziliśmy. Pamiętam nawet sytuację, gdy Piotr niósł mi plecak nie wiedząc, że będę jego żoną − opowiada Danusia dodając, że po raz pierwszy udała się na pielgrzymkowy szlak z tatą i rodzeństwem gdy skończyła II klasę. − Teraz czas na Julcię. W tym roku wybieramy się więc całą rodziną w ostatnim tygodniu sierpnia na trzydniową pielgrzymkę do Górki Duchownej – mówi.

Wspólnie odkrywamy Polskę

Bartosz Józef (to drugie imię z racji obietnicy złożonej św. Józefowi podczas modlitwy o dobrego męża) od maleńkości interesował się zamkami i rycerzami. Najpierw budował zamki z klocków, a potem zaczął się rozczytywać w książkach na temat rycerzy. − Gdy Julcia miała 2 latka, byliśmy w Malborku no i się zaczęło. Podróżujemy szlakami historycznymi, np. trzy lata temu podążaliśmy Szlakiem Orlich Gniazd, odwiedziliśmy też Zamek Królewski w Warszawie – wymienia mama. − W tym roku wyruszamy w okolice Wałbrzycha, zwiedzimy m.in. zamek w Książu – dodaje tata. W wytyczaniu wakacyjnych tras inspiracją dla rodziny jest książka „Najpiękniejsze miejsca – cuda Polski”, którą Bartek dostał na początku swojej edukacji w szkole jako nagrodę. − Staramy się, żeby nasze kilkudniowe wycieczki nie były zbyt męczące, chociaż muszę przyznać, że czas spędzamy na nich dość intensywnie. Miejsce, w którym mieszkamy daje nam bowiem tak wiele okazji do wypoczynku, że nie szukamy go podczas wyjazdów – zaznacza Danusia.

Kiedy pytam Bartka o jego wrażenia z tych wypraw, utwierdzam się jedynie w tym, że są one dla dzieci bardzo pouczające. − Najbardziej podobało mi się pod Grunwaldem. Oglądaliśmy tam inscenizację bitwy, a kiedy potem w szkole na lekcji mówiliśmy o niej, to dużo na ten temat wiedziałem – przyznaje z dumą.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama