Katecheta jak Mojżesz

Być dla innych 3(46)2011

Biedny katecheta... napracował się, nachodził, namodlił, a i tak nie ogląda owoców swojej misji. To chyba największa tajemnica powołania do pracy w Kościele

 

Wielu z nas katechetów doświadcza sprzecznych odczuć związanych z zawodem, który wybraliśmy. Na początku mojej pracy przeżywałam wewnętrzny konflikt z powodu tego, że za „mówienie o Bogu” biorę pieniądze. Na szczęście mądrzy ludzie wytłumaczyli mi, o co w tym wszystkim chodzi. Istnieje jednak grupa nauczycieli religii, którzy są głęboko sfrustrowani tym, co muszą robić, skonfliktowani z uczniami, innymi nauczycielami, a nawet proboszczem. Ten konflikt często rozgrywa się na poziomie psychologicznym, duchowym. Zarzuty czy pytania nie zostają wypowiedziane, ponieważ w polskim społeczeństwie  pokutuje przekonanie, że katecheta to taki pobożniś na usługach proboszcza, niepewny siebie, bo przecież jego los zależy od misji kanonicznej, o którą proboszcz będzie się ubiegał lub nie. Do tego dochodzi czasem rozczarowanie uczniami, którzy wcale o Panu Bogu słuchac nie chcą i towarzyszami z pracy, którzy czasem traktują katechetów jako zło konieczne, ledwo tolerowane.

To, oczywiście, ciemna strona katechizacji, której nie wszyscy doświadczają. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach niezbędna jest refleksja nad formacją samego katechety. Jaką postawę powinien przyjmować wobec wydarzeń, których doświadcza, a przede wszystkim, co czynić, aby katecheci nie popadali w wypalenie zawodowe, które w tym przypadku łączy się często z załamaniem duchowym i kryzysem wiary. Co czynić, abyśmy my -  katecheci w  swoich środowiskach byli faktycznymi przewodnikami po ścieżkach wiary? Kiedy o tym myślę, staje przede mną biblijny Mojżesz. Historia jego życia może posłużyć nam do osobistej refleksji nad swoim powołaniem.

Pobyt w Egipcie

Dzieciństwo Mojżesza w Egipcie, jego dorastanie ze świadomością, że jest inny, w końcu zabójstwo w afekcie i ucieczka  to wydarzenia, które zaważyły na jego całym życiu, także na relacji do Boga.

Każdy z nas niesie bagaż życiowych doświadczeń, porażek i sukcesów, dzieciństwa i mniej lub bardziej udanych związków z innymi. Nie zawsze uświadamiamy sobie jak przeszłe wydarzenia, historia naszego życia wpływa na nasz stan psychiczny i duchowy, a co za tym idzie, związki z innymi. Katecheta może mieć doktorat z teologii, a nie potrafić przeprowadzić ciekawej katechezy lub po prostu porozmawiać z ludźmi bez wzbudzania w nich ambiwalentnych uczuć. Takie przypadki wcale nie są rzadkie, dlatego tak ważna w naszej pracy jest świadomość swoich mocnych i słabych stron, a przede wszystkim skonfrontowanie się z własnymi ograniczeniami i zmierzenie się z nimi.            

Katecheci zbyt często, gdy nie radzą sobie ze swoim wnętrzem i światem zewnętrznym, nie biorą pod uwagę podjęcia terapii psychologicznej. Nie chcą przyznać, że mają problemy, bo przecież katecheta powinien zawierzyć Panu Bogu i wszystkie sprawy rozwiązywać na modlitwie. Nie można odmówić tej tezie pewnej racji, jednak takie podejście skutkuje coraz bardziej sfrustrowaną kadrą katechetyczną. I uciekamy od problemów w codzienność, w której zapracowujemy się w szkole, parafii i na pielgrzymkach. Aktywizm ma nam pomóc zapomnieć o bólu, który nosimy, bólu nierozwiąznych spraw z przeszłości i zawiedzionych nadziei. I trwamy, ze sztucznym uśmiechem, popadając w cierpiętnictwo.

Podjęcie misji

Pamiętamy jak wyglądało przyjmowanie misji wyprowadzenia ludu z Egiptu, jak bardzo Mojżesz nie czuł się na siłach, aby podjąć jakiekolwiek zadanie, a co dopiero zadanie powierzone przez Boga. Niskie poczucie własnej wartości, kompleksy i niechęć do zaryzykowania swoim dotychczasowym życiem, może skutecznie uniemożliwić nam pełnienie misji katechety. Bycie katechetą czy, jak wolą niektórzy, nauczycielem religii to misja, która musi nas kosztować. Może tak być, że niektórzy katecheci w ogóle nie podjęli misji, są wyrobnikami, którzy pracują, żeby przeżyć do pierwszego i, gdyby tylko mieli więcej odwagi, poszukaliby innej pracy. Ale większość z nas pracuje w tym zawodzie z przekonania i tylko czasem, kiedy piętrzą się trudności, zapominamy po co to wszystko.

W życiu katechety musi być obecna pamięć o chwili, kiedy zapłonął jego osobisty Krzew Gorejący i usłyszał Boże imię. Nauczyciel religii to  świadek tego, że Bóg chce być obecny w ludzkiej historii, ponieważ sam potrafi odczytywać własną historię jako dar i znak Jego stałej obecności. Wtedy też będzie mógł być autentycznym głosicielem Zmartwychwstałego. Autentyczność to jedna z niewielu rzeczy, które jeszcze przemawiają do dzieci i młodzieży XXI wieku.

Spotkania z faraonem

Ileż upokorzeń przeżył Mojżesz, kiedy stawał na dworze faraona z zadaniem wprost absurdalnym: za jego przyzwoleniem wyprowadzić tanią siłę roboczą z Egiptu. A jednak stawał. W tym momencie już towarzyszyło mu poczucie misji i choć nieudolnie, to jednak pełnił wolę Bożą. No właśnie. Pomyśl drogi katecheto, ale szczerze, kto lub co w twoim życiu jest takim faraonem? Osobą, rzeczywistością, której się boisz, z którą nie chcesz się konfrontować, bo wiesz, że jesteś na straconej pozycji. Może to być dyrektor szkoły, ksiądz proboszcz, rodzic, sytuacja w klasie. Pomyśl też, ile razy prosiłeś o wsparcie Boga, jak często modlisz się za tych, którzy cię upokarzają, odbierają chęć do wstawania rano.    Bóg pomagał Mojżeszowi, dał mu m.in. Aarona, aby dzielił z nim misję i upokorzenia. A czy ty przyjąłeś pomoc, kogoś, kogo podsyła ci Pan do pomocy? Może wstydziłeś się porozmawiać z kimś o swoich trudnościach, żeby nie wypaść na słabeusza i niedojdę? Czy dość wytrwale szukałeś spowiednika, który pomógłby ci poukładać ten duchowy galimatias? Pomyśl, jesteś powołany do bardzo ważnej misji. Jak Mojżesz masz prowadzić dzieci, młodzież do Ziemi Obiecanej, którą  jest Jezus Chrystus. Czy to nie dość, aby zgodzić się na swoją niemoc i szukać pomocy?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maciej
    23.08.2011 00:34
    Dziękuję z wspaniały artykuł. Powinien być lekturą dla każdego katechety na początek roku szkolnego. Czy mogą być owoce na piaskach serc uczniów i nauczycieli gdy słońce reformy szkolnej pali najlepsze programy katechetyczne?
    Faraon-dyrektor nie boi się żadnych plag, mając
    wojsko przepisów oświatowych, hospitacji, dopuczczenia do awansu zawodowego, nagród.
    Jozue- proboszcz nie stanie w obronie gdy katecheta jest niszczony i ma problemy w szkole z uczniami. Wymaga aby katecheta świecki był jego wikarym, nie obchodzi że ma żonę, męża, dzieci. A gdy podpadnie, to cofnie mu misję kanoniczną i w ciągu 2 tygodni pójdzie paść się na zielone pastwiska i pić będzie wodę ze studni Opieki Społecznej.
    A gdy w nerwach uderzy dziecko, lub przytuli stanie się łupem szakali dziennikarzy.
    Gdy doczeka emerytury to będzie go stać na kaszkę manną.
    Na jego pogrzebie nie będzie ks.Biskupa, ani 50 kapłanów. Zostaje jednak nadzieja że "Błogosławieni, którzy w Panu umierają, niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą wraz z nimi".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama