„Na wrotach od stodoły”

Niedziela 34/2011

O karykaturze cywilnej kontroli w armii, profesjonalizacji i dezorganizacji oraz o dziwnych paradoksach od dawna prześladujących polskie wojsko – z prof. Romualdem Szeremietiewem rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jeszcze niedawno obecny prezydent RP mówił, że polscy piloci są najlepsi na świecie i potrafią latać nawet „na wrotach od stodoły”, że mamy znakomitą armię, najlepszych żołnierzy, a teraz… okazuje się, że to wszystko nieprawda. Jaka jest prawda o armii III RP?

ROMUALD SZEREMIETIEW: – To wszystko, co się ostatnio wydarzyło, zwłaszcza rozformowanie 36. Pułku Specjalnego i wyrzucenie ze stanowisk 13 wyższych dowódców, w tym 3 generałów – którzy o swej dymisji dowiedzieli się z telewizji, a nie od swoich przełożonych – to nieodpowiedzialna, nieomal przestępcza działalność.

– A nie dowód na niezwykłą sprawność i determinację rządu i nowo powołanego ministra obrony, by reformować armię stosownie do wskazań raportu komisji Millera?

– Rządowym specom od propagandy zapewne bardzo zależy na tym, aby takie właśnie wrażenie wywołać, a w istocie jest całkiem odwrotnie.

– To znaczy jak?

– Uważam, że to uśmiercanie Sił Powietrznych RP. Uzasadnieniem ma być ten nieszczęsny raport wyprodukowany przez komisję ministra Millera, niezbyt wiarygodny, a za to całkowicie zgodny z wytyczną prezydenta Miedwiediewa… Prezydent Rosji podczas pobytu w Polsce powiedział mianowicie, że nie wyobraża sobie, aby polski raport w sprawie katastrofy smoleńskiej odbiegał od tego, co zaprezentował rosyjski MAK. No i mamy tę zgodność: winni są, oczywiście, polscy piloci!

– Polski raport wspomina także o uchybieniach strony rosyjskiej, ale one rzeczywiście nie stały się przedmiotem dyskusji w Polsce, można nawet odnieść wrażenie, że zostały zignorowane zarówno przez media, jak i przez polski rząd… Jak Pan sądzi, dlaczego?

– Dlatego, że polska strona przyjmuje tu bez dyskusji rosyjską wersję, jakoby te uchybienia nie miały żadnego wpływu na katastrofę. To jest, według mnie, nieprawdziwe i z tego powodu w raporcie takie sformułowanie jest po prostu niedopuszczalne. A już bardzo dziwne i zupełnie niezrozumiałe jest to, że całą uwagę – zupełnie tak samo jak w Rosji! – skierowano na rzekome winy tych, którzy zginęli w katastrofie.

– No i przy okazji, dzięki raportowi Millera, z takim trudem przetłumaczonemu na rosyjski i angielski, świat dowiedział się o bałaganie w polskim wojsku!

– Rzeczywiście, skrupulatnie wyliczono i podano do szerokiej wiadomości, kto i kiedy nie zaliczył jakichś ćwiczeń, jakie dokumenty w lotnictwie wojskowym nie były na czas podpisane… Z takich nadzwyczaj „drobiazgowych” badań wyciągnięto daleko idące wnioski.

– Czy, Pana zdaniem, zbyt daleko idące?

– Tak, bowiem w każdej jednostce, jeśli się dobrze szuka, można znaleźć nieprawidłowości. To nie oznacza, że należy o tym trąbić na cały świat. Rewelacje komisji Millera godzą w dobre imię polskich pilotów i ich dowódców oraz w całą polską armię. One są ważną informacją dla obcych wywiadów. W przypadku wojska, jeśli znajdziemy jakieś braki, to należy je usuwać po cichu. A ponadto, jakie ma to odniesienie do ludzi, którzy ponoszą rzeczywistą odpowiedzialność za funkcjonowanie lotnictwa i dezorganizację w polskim wojsku?

– Kto, Pana zdaniem, ponosi tę rzeczywistą odpowiedzialność?

– Kierownictwo polityczne, tzw. cywilne, resortu obrony. Przypomnę tu pewien charakterystyczny fakt: w sierpniu 2010 r. gen. Wiesław Michnowicz, odpowiedzialny w Sztabie Generalnym za szkolenie polskich żołnierzy, podał się do dymisji. Odszedł w połowie kadencji i wszyscy się dziwili, dlaczego to zrobił. Minister obrony nie przejął się tym, że był to protest z powodu braku odpowiednich środków na szkolenie wojska, w tym na szkolenie pilotów. Gen. Michnowicz po prostu nie chciał ponosić odpowiedzialności za coś, czego nie miał szans zrealizować. Podobne zastrzeżenia, wnioski i pretensje zgłaszał wielokrotnie szef szkolenia Sił Powietrznych gen. Anatol Czaban (właśnie teraz odwołany) –że lotnictwo nie otrzymuje odpowiednich środków na to, aby móc prowadzić szkolenia. Protestował śp. gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych, i inni wyżsi oficerowie lotnictwa… Minister obrony nie reagował, a minister finansów zaczął nawet „oszczędzać” na wojsku. Lotnicy wojskowi zostali postawieni w sytuacji bez wyjścia. Musieli wykonywać rozkazy swego przełożonego, czyli ministra, którego zupełnie nie interesowało, że nie było warunków do ich wykonania. To jest jakiś paradoks od dawna prześladujący polskie wojsko, że ciągle pojawia się ten sam motyw – żołnierze dostają niewykonalne rozkazy…

– Po opublikowaniu raportu Millera wiele złego mówiło się o generałach odpowiedzialnych za chaos w wojsku. Czy, Pana zdaniem, niesłusznie?

– Absolutnie niesłusznie! Uważam, że sytuacja w Siłach Zbrojnych jest chora, bowiem to, co jest standardem w państwie demokratycznym, czyli cywilna kontrola nad Siłami Zbrojnymi, w warunkach polskich przybrało postać karykaturalną. W Polsce wykonują ją osoby niekompetentne! Zresztą w kierowaniu państwem mamy wiele karykatur – karykaturę ministra zdrowia, transportu, finansów… Wydaje się, że żyjemy w jakimś karykaturalnym państwie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama