O tym, jak marzenie stało się hołdem

Niedziela 35/2011

Nikt na świecie nie ma większej kolekcji monet i medali z wizerunkiem Jana Pawła II

 

Stworzyć kolekcję liczącą ponad 5, 5 tys. eksponatów, czasem wartych fortunę, to już wielka rzecz. Zaangażować własne fundusze – i to niemałe – by postawić budynek muzealny, który ową pokaźną kolekcję pomieści – to już rozmach z rodzaju tych, które budzą szacunek i podziw. Stworzyć miejsce, którego może pozazdrościć niejedna metropolia – jest powodem do dumy. Ale chyba najbardziej przemawia do wyobraźni fakt, że dzieło to jest spełnieniem marzeń jednego tylko człowieka – Krzysztofa Witkowskiego z Częstochowy, którego fascynuje osoba Jana Pawła II.

Jedyne takie miejsce w świecie

Jedyne takie muzeum – powtarzają i twórcy, i pierwsi zwiedzający. Bo jego jedynym bohaterem jest Jan Paweł II. Jedyne, bo nikt na świecie nie ma większej kolekcji monet i medali z wizerunkiem Jana Pawła II. Jedyne takie, bo stanowi efekt pasji, talentu i determinacji jednego tylko człowieka.

Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II, które uroczyście otwarto 11 sierpnia br., jest chlubą Częstochowy i – mamy nadzieję – miejscem, które będą chętnie odwiedzać pielgrzymi wracający z Jasnej Góry. Muzeum mieści się w nowoczesnym budynku firmy President Electronics Poland, urządzonym według najwyższych standardów. Mieści się przy ul. Jagiellońskiej, w bezpośredniej bliskości drogi krajowej DK 1, tylko 5 km od Jasnej Góry. Spory parking jest w stanie pomieścić dziesiątki autokarów i setki pojazdów osobowych. W budynku niebawem zostanie otwarta kawiarnia i sklep z pamiątkami i numizmatami oraz scena muzyczna z profesjonalnym nagłośnieniem i oświetleniem.

W nowoczesnym, przestronnym wnętrzu siedzimy z właścicielem tego miejsca, a właściwie –

z jego pomysłodawcą, twórcą i kreatorem Krzysztofem Witkowskim, na co dzień prezesem firmy President Electronics Poland. Wokoło, mimo że to sobota, biegają nieustannie ludzie. Sam Prezes pilnuje detali, sprawdza rezerwacje, przyjechał specjalnie dla niezapowiedzianej grupy, którą sam chce po swoim muzeum oprowadzić. Widać, że jeszcze nie opadły emocje związane z niedawnym otwarciem.

– Bardzo zależało mi, żeby wstęgę przeciął i muzeum poświęcił kard. Stanisław Dziwisz –

mówi. – Zależało mi także, żeby dokonał tego w 20. rocznicę VI Światowego Dnia Młodzieży, który dla tego miasta był niezwykle ważnym wydarzeniem. Poświęciliśmy wiele, żeby się udało, i udało się. Dzięki Bogu...

Kolekcja godna zazdrości

Medali jest ponad 5,5 tys. Niektóre warte fortunę – te są prezentowane za pancerną szybą. Inne wydane w jednym, trzech czy jedynie sześciu egzemplarzach są dla kolekcjonerów bezcenne. Jeszcze inne egzotyczne i całkiem niepodobne do medali czy monet. Malutkie, małe i całkiem spore. Ważące tyle co nic albo nawet kilogram. Każdemu eksponatowi towarzyszy inna historia. Zazwyczaj niezwykła. Najmłodsza moneta pochodzi z drugiej połowy 2011 r., a najstarsze z 1932 r. – to tzw. przebitki. Do prawdziwych rarytasów zaliczyć można monetę o nominale 200 tys. zł ze złota z 1987 r., wydaną zaledwie w pięciu egzemplarzach, oraz monetę pochodzącą z wyspy Haiti z 1983 r.

W muzeum zobaczyć można monety wykonane wszelkimi znanymi w numizmatyce technikami: bite stemplem lustrzanym, zwykłym, wykonywane tampodrukiem oraz emaliowane. Do ich produkcji wykorzystuje się wszelkie kruszce – od złota i srebra po akryl... Nadzwyczajnie błyszczą te zdobione kryształami Swarovskiego.

Monety i medale nie jest łatwo eksponować. Są niewielkie i zrobione ze szlachetnych kruszców, które odbijają światło. Jak się monetę czy medal źle oświetli, nic nie będzie widać. Przez wiele dni wielu ludzi na rozmaite sposoby szukało metody, która pozwoli wydobyć piękno eksponatów, by w całej krasie pokazać je światu. Przez ostatnie dni przed otwarciem spali po 2 godziny na dobę.

– Wykonałem w swoim życiu nagłośnienie i oprawę do ponad 200 kościelnych imprez. Mam w tej dziedzinie spore doświadczenie... – wspomina Prezes.

W efekcie końcowym posłużono się małymi lampkami, które montowano bezpośrednio pod monetą. Efekt okazał się zdumiewający. Liczba lampek użytych do podświetleń to 32 tys.

– W elektrowni się cieszą, jak włączamy światło – żartuje p. Witkowski.

Historie rodzinne

Pasję zbieractwa odziedziczył pan Krzysztof po tacie – zapalonym kolekcjonerze.

– Dawno temu, gdy tata poważnie zachorował, musieliśmy sprzedać jego kolekcję, by kupować leki. Nie pozbyliśmy się tylko najcenniejszych monet – tych z wizerunkiem Jana Pawła II.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama