Zapatrzona w obłoki

Więź 8-9/2011

Nad wierszami Julii Hartwig...

 

Wiersze Julii Hartwig zacząłem czytać w 1992 roku, ukazał się wtedy tom Czułość. Wcześniej znałem trochę  jej świetnych przekładów poetów francuskich i  amerykańskich,  mogłem oczywiście podejrzewać, że tak tłumaczyć potrafi tylko wybitna poetka, ale nie sięgałem jeszcze po jej wiersze. Przeczytałem też, wydany w 1980 r., Dziennik amerykański, który ktoś mi podarował po mojej własnej młodzieńczej podróży za ocean – podziwiałem zmysł obserwacji, fascynację i dystans.

Od 1992 roku przez dwie dekady każdy poetycki tom Julii Hartwig przyjmowałem z entuzjazmem. Teraz w lipcowe w burzowe dni czytam Wiersze wybrane – ukazały się w zeszłym roku nakładem Wydawnictwa a5 – i odkrywam pełniej niż na to pozwalał wybór wierszy Nim opatrzy się zieleń (Znak 1995) mało znaną mi półkulę wcześniejszych wierszy poetki, która debiutowała w 1956 tomem Pożegnania.

Już na początku Wierszy wybranych pojawia się coś nieoczekiwanego i intrygującego – wiersz Arles.

Nie płacze nikt na starożytnym
Cmentarzu rzymskim w Arles.
Umarli krewni i potomni,
Ucichły jęki, wystygł żal.

Na sarkofagi cień się kładzie
Od naszych głów.
Wieczorne słońce napis czyta
Przez płowy bluszcz.

Szczęśliwi, którzy idą pod ręce
Przez Aliscamps,
Nie wiedzą jeszcze: ktoś z nas samotny
Powróci tam.

Ależ ja ten wiersz już czytałem! Czy rzeczywiście ten sam wiersz? Wertuję tomiki i znajduję w Bez pożegnania (Sic 2004) wiersz Arles, ale nie wszystko jest w nim tak samo.

Nie płacze nikt na starożytnym cmentarzu rzymskim w Arles.
Umarli krewni i potomni, ucichły jęki, wystygł żal.

Na sarkofagu cień się kładzie od naszych głów,
wieczorne słońce napis czyta przez płowy bluszcz.

Szczęśliwi, którzy idą pod ręce przez Aliscamps,
nie wiedzą jeszcze: ktoś z nas samotny
powróci tam.

W wersji z 2004 roku nie ma ani jednego słowa więcej i ani jednego słowa mniej niż w wersji z 1956 (data publikacji, ale wiersz jest chyba wcześniejszy). Należy sądzić, że przetworzenie tego wiersza po pół wieku to nie jakiś kulturowy recycling. Intymna treść – „ktoś samotny powróci tam” – dotyka wszak wydarzeń z biografii i nowy wiersz przerzuca czasowy łuk pomiędzy odległymi wydarzeniami. Wiersz z 2004 roku jest jednak innym wierszem, śmiem powiedzieć zupełnie innym wierszem. Ukazuje on drogę, jaką przebyła poezja polska dzięki wytrwałej pracy nad językiem Czesława Miłosza i Julii Hartwig. Jednostką języka poetyckiego uczynili oni zdanie.

Rytmika pierwszego wiersza zależna jest od układu stroficznego, jest raczej zewnętrzna, nałożona na język jak gorset. Rytmika drugiego wiersza, nieuchylającego się bynajmniej od struktury stroficznej, jest wewnętrzna, zgodna z rytmem myśli. Wers, zdanie i myśl tworzą jedną linię, oszczędną i klarowną. Jean Guitton, filozof i malarz, zanotował, że potrzeba ćwiczyć oko przez dziesięciolecia, aby nauczyć się właściwie odróżniać odcienie kolorów. Ile potrzeba lat, aby język ustawić bezbłędnie na  progu czystości i prostoty? 

Mikroobserwacje

Usłyszałem kiedyś wspomnienie Julii Hartwig o tym, jak razem ze szkolną koleżanką  Anną Kamieńską poprosiły Józefa Czechowicza o ocenę swych młodocianych wierszy. Podkreślał on ołówkiem wersy, które uważał za udane. Bardzo wiele autorka Elegii lubelskiej wyniosła z tej lekcji.  

Myślę o 90. urodzinach Pani Julii i dlatego czytam znowu wiersze lubelskie, które wydano w osobnym tomie Zaułek Hartwigów (Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN 2006). Od czasów zakończenia II wojny światowej Poetka rzadko wracała do rodzinnego miasta. Więź z miastem została odnowiona w ostatnim dwudziestoleciu. Jak sama wyznaje, rodzinne miasto po Zagładzie było miastem okaleczonym, wymordowano jedną trzecią jego mieszkańców, zburzono dzielnicę żydowską. Pamięć tej rany była zbyt bolesna. Lublin wyłonił się dopiero w późnej poezji Julii Hartwig  w formach elegijnych, wspomnieniowych, pełnych czułości i zarazem ostrości widzenia. Cykl wierszy lubelskich, rozproszonych w kilku tomikach i zebranych w Zaułku Hartwigów, jest portretem rodzinnym z miastem w tle. Słowo „zaułek” to najbardziej sekretne słowo lubelskiego idiomu poetyckiego, ustanowionego, jakżeby inaczej, przez Czechowicza.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| HARTWIG, POEZJA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama