Jak wychować geniusza?

Przegląd Powszechny 9/2011

- Co daje nasza szkoła? Przede wszystkim możliwość kontaktu z podobnymi sobie młodymi, odkrycie: nie jestem sam – rozmowa z Arkadiuszem Stańczykiem, dyrektorem Zespołu Szkół Gimnazjum i Liceum Akademickie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

 

Grzegorz Dobroczyński SJ: – „Żadne państwo nie może pozwolić na marnowanie talentów, na stratę ludzkiego bogactwa, żadne państwo nie jest tak bogate, aby marnować talenty swoich obywateli” – takie słowa zawiera Raport Komitetu Kultury i Edukacji Komisji Europejskiej o edukacji dzieci zdolnych. Czy nasz system edukacji sprzyja wyławianiu talentów?

Arkadiusz Stańczyk: – W Unii Europejskiej na badania i rozwój wydaje się około 1,5 procent PKB, w państwach skandynawskich 2-3 procent, w Japonii i w Stanach Zjednoczonych 2 procent. W Polsce przez wiele dziesięcioleci wydawaliśmy na to poniżej 0,5 procent! Dopiero obecnie – według ostatnich raportów – doszliśmy do poziomu nieco powyżej 0,6 procent PKB. W ten sposób nigdy nie dogonimy lepszych od nas. Dodajmy, że w tej kwocie mieszczą się także środki na tworzenie społeczeństwa innowacyjnego. Społeczeństwo takie powinno się budować od szkoły, od pokazania młodym ludziom, że warto niekonwencjonalnie myśleć, poszukiwać, być otwartym i patrzeć w przyszłość.

Dwadzieścia lat temu kilku pasjonatów, a wcześniej profesor Leon Jeśmanowicz i toruńskie środowisko edukacyjne, pomyślało, by stworzyć sieć szkół przy uniwersytetach, gdzie można by wyłaniać zdolnych ludzi, gotowych zamieszkać poza domem rodzinnym i zgłębiać wiedzę w kontakcie z wyższą uczelnią. Pojawił się wówczas pomysł gimnazjów akademickich. Nie chodziło o tworzenie czegoś zamiast systemu, ale o tworzenie instytucji z systemem współgrających. Powstała taka placówka, inicjatywy nie rozszerzono. Państwo – w trudnej sytuacji ekonomicznej – potrzebowało środków na inne cele. W intencji pomysłodawców ten system miał być jednym ze sposobów wyłaniania talentów, sięgania do małych środowisk i miejscowości, na wieś, z której dojazd dziecka do szkoły i z powrotem zabiera wiele czasu. Taki uczeń często nie ma szans na dostęp do bibliotek ani do zajęć pozalekcyjnych, a po późnym powrocie do domu już musi myśleć o odpoczynku i wczesnym wstaniu na kolejny dzień normalnych lekcji. A cóż powiedzieć o nauce języka obcego, lekturze prasy.

– Dziś pomaga internet.

– Jednak nie oznacza to, że takie szczególne szkoły straciły rację bytu. Prócz e-learnignu niezbędny jest bezpośredni kontakt z nauczycielem, tutorem, który pokaże pewne niuanse, a nade wszystko otworzy przed uczniem nowe obszary zainteresowań. Do naszej szkoły przychodzi bardzo zdolna młodzież z Torunia, okolic i całej Polski. Ale często dopiero kontakt z nauczycielem bądź z koleżanką i kolegą, którzy mają inne zainteresowania, otwiera oczy na nowe perspektywy. Środowisko może być katalizatorem rozwoju.

Szkoła pomaga dziecku sprawdzić czy dotychczasowa pasja ukierunkuje go na całe życie. Nie wystarczy usiąść przed komputerem albo posłuchać nagranego wykładu – wiele rzeczy trzeba bezpośrednio doświadczyć i to dopiero jest impuls rozwoju. Ani internet, ani telefon, ani nawet książka nie wystarczą ani nie zastąpią kontaktu z żywym człowiekiem, z zapleczem naukowym. Większość ludzi odkrywa pasję spędzania godzin w bibliotece dopiero na studiach. Nasi uczniowie osiągają to w szkole. Warto im przy okazji pokazać, że szkoły wyższe nie są innym, dziwnym światem, by młody człowiek idąc na studia nie tracił roku na odnajdywanie się w tej rzeczywistości. Nasza młodzież w większości tego problemu nie ma. Oni wiedzą, co to jest uniwersytet, jakie są rytuały, kim jest dziekan, rektor, bo przez sześć lat wychowywali się w tym środowisku. Nie mówię, że jest to jedyny, dobry sposób na kształtowanie młodych zdolnych ludzi.

– Jakie są recepty na wykształcenie geniusza?

– Genialnych ludzi jest bardzo niewielu. Wśród wybitnie zdolnych jest ich zapewne mały odsetek i nie wiem czy da się wychować geniusza. Z tym trzeba się urodzić, ale konieczne jest później odpowiednie kształtowanie takiego człowieka. Badania amerykańskie ukazują też, że nawet wśród naprawdę zdolnych zaledwie nieliczni osiągają sukces. Na drodze życiowej powstają przecież problemy psychologiczne, osobowościowe, a pamiętajmy, że mówimy o ludziach wyjątkowych pod wieloma względami, również w aspekcie charakterologicznym. Co daje nasza szkoła? Po latach pracy widzę, że daje przede wszystkim możliwość kontaktu z podobnymi sobie młodymi, odkrycie: nie jestem sam. Że są tacy, którzy też lubią czytać, fascynują się historią starożytności albo chemią organiczną do tego stopnia, że sprowadzają książki ze Stanów Zjednoczonych. Są w stanie poświęcić znaczną część kieszonkowego na zakup, bo często nie ma tej pozycji w bibliotekach nawet uniwersyteckich. Odkrywają, że nie są sami na bezludnej wyspie, ale takich jak oni jest więcej. A skoro tak, to znaczy, że są „normalni”. Nie ma stygmatyzacji kogoś zdolnego, rodzynka w klasie, chwalonego za wybitność i chronionego przez nauczyciela, przy jednoczesnym piętnowaniu przez rówieśników jako kujona.

Często szkoły nie są w stanie zapewnić warunków rozwoju zainteresowań i pasji, w pewnym stopniu de facto przeszkadzają. Trzeba się więc zastanowić, jak znaleźć indywidualną ścieżkę rozwoju.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama