Gdy deszcz nie pada w Cisnej

Niedziela 40/2011

Szlak, zdaniem pomysłodawców, powinien zaczynać się w Komańczy. To symbolicznie włączyłoby w projekt osobę Prymasa Tysiąclecia. Ludzie przy okazji zobaczyliby miejsce odosobnienia kard. Wyszyńskiego. Potem przeszedłby w czerwony szlak, z tym, że konieczne są zejścia do okolicznych wsi. W sumie 8 godzin marszu

 

Abp Józef Michalik, metropolita przemyski, wspomina, jak to przy każdej okazji Jan Paweł II wypytywał go o ludzi i miejsca, które kiedyś poznał. Podczas ostatniego spotkania z biskupami polskimi Ojciec Święty miał powiedzieć: „Wszystko pięknie, ale chciałbym odwiedzić jeszcze dwa miejsca… Obydwa są w Bieszczadach”.

O jakich miejscach wtedy myślał, nie wiadomo, jednak tamtejsi ludzie poczuli się zobowiązani, by obecność Jana Pawła II w Bieszczadach jakoś upamiętnić. Karol Wojtyła darzył bowiem te leśne góry wielkim uczuciem. – A są to góry niełatwe do okiełznania – twierdzi wójt gminy Cisna Renata Szczepańska.

Urszula Własiuk, autorka książek o miejscach, które odwiedzał podczas swych wędrówek Ojciec Święty, twierdzi, że powojenne Bieszczady odkrywał Karol Wojtyła ze swoimi studentami niczym pionier. W latach 50. XX wieku chodzili po górach, posługując się starymi mapami, siekierami karczując ścieżki. Mijali wyludnione, spalone wsie, których dzisiaj trudno szukać na mapie, porzucone zdewastowane cerkwie. W tamtych czasach żywność (czytaj: wyłącznie chleb) dowożono raz w tygodniu do kilku zaledwie miejsc. Całe zaopatrzenie potrzebne podczas wędrówki musieli więc nosić ze sobą.

Urszula Własiuk powiada, że Karol Wojtyła odwiedzał Cisną kilka razy. Janusz Rieger, który był uczestnikiem tych wędrówek, pamięta wyprawę w 1952 r. i nocleg w cerkwi w Cisnej w 1953 r., która wówczas służyła za skład siana. W 1956 r. trasa wiodła z Komańczy przez Cisną dziwnymi pętlami do Jabłonki. W siąpiącym deszczu poszli aż na Łopiennik. Jan Babecki wspomina o biwakach w pobliżu Cisnej, skąd wyruszali na penetrowanie mniej znanych rejonów Bieszczad. Karol Wojtyła był tu w 1960 r., szedł wtedy na Smerek. Najczęściej chodzili popularnym także dziś czerwonym szlakiem. Do Cisnej właśnie. Jedziemy tam, by znaleźć m.in. odpowiedź na pytanie: Co ich tutaj ciągnęło? Co znajdowali w tych niemal wyludnionych, półdzikich górach? W ich tajemniczości i niedostępności…

Dzisiaj w Cisnej, wsi zasobnej i nowoczesnej, mówi się coraz głośniej o wytyczeniu tam specjalnego szlaku, który będzie nosić imię Jana Pawła II. Wspomniany wcześniej szlak czerwony nie może nim być, ponieważ ma już dwóch patronów: marszałka Piłsudskiego i Kazimierza Sosnowskiego. W Bieszczadach są już szlaki nazywane papieskimi. Znaczą je wyprawy, w których brał udział Karol Wojtyła. Bytność w Bieszczadach przyszłego Papieża upamiętnia kamienny głaz położony na niewielkim wzniesieniu niedaleko kościoła św. Stanisława w Cisnej. Zdaniem miejscowych, to jednak za mało.

– Zależy nam, by szlak ten połączył trzy sąsiadujące ze sobą gminy. To znacznie podniesie rangę przedsięwzięcia – dopowiada pani wójt.

Bieszczady są ciągle turystycznie niedoceniane, chociaż Polacy w badaniach nad „polską marką” wskazali, obok Gdyni, Łodzi, Krakowa, właśnie Bieszczady – jako jedyne „markowe” polskie góry.

Szlaki turystyczne są własnością PTTK, a ich wytyczanie wcale nie jest tanim przedsięwzięciem. Gmina nie ma możliwości wyasygnowania ze swego budżetu kwoty ok. 40 tys. zł na opracowanie i oznakowanie trasy. Szlak papieski to inicjatywa o charakterze kulturalnym, a w polskiej rzeczywistości kultura ciągle znajduje się na ostatnim miejscu. Gmina nie ma jednak zamiaru załamywać rąk i pisze podanie o wsparcie do Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego.

Szlak, zdaniem pomysłodawców, powinien zaczynać się w Komańczy. To symbolicznie włączyłoby w projekt osobę Prymasa Tysiąclecia. Ludzie przy okazji zobaczyliby miejsce odosobnienia kard. Wyszyńskiego. Potem przeszedłby w czerwony szlak, z tym, że konieczne są zejścia do okolicznych wsi. W sumie 8 godzin marszu, więc niewielu piechurów wytrzyma taki maraton. Do niedawna jeszcze w Wetlinie mieszkała rodzina, którą w czasie wędrówek odwiedzał Karol Wojtyła ze studentami. Takich miejsc w Bieszczadach jest dużo więcej.

Gmina w bieszczadzkiej Galilei

I istniejąca już trasa papieska, i głaz upamiętniający obecność Karola Wojtyły w tych stronach to zasługa wspomnianej już Renaty Szczepańskiej, wójta gminy Cisna. Wielu spotkanych przez nas ludzi mówi o niej: – Daj, Boże, każdej gminie w Polsce takiego wójta, jakiego my mamy!

Najłatwiej opisać panią wójt przy pomocy trzech liter „e”: energiczna, elokwentna i ekspansywna. Pytana o swój największy sukces, odpowiada bez dłuższego zastanowienia: zmiany w mentalności tutejszych ludzi. A przecież sporo się tu zmieniło, co widać gołym okiem: nowe drogi, wyremontowana szkoła, Gminne Centrum Kultury i Ekologii, niemal zlikwidowana strefa ubóstwa. Dla pani wójt jednak największą zmianą jest ta, która zaistniała w ludzkich głowach, budząc inicjatywę, pracowitość i pomysłowość miejscowych ludzi. Od komunistycznych deputatów i premii za „śniegowe” po kapitalistyczną operatywność i inwencję. Jeszcze dokładniej? Gdy Renata Szczepańska obejmowała urząd w Cisnej, było 400 miejsc noclegowych – teraz jest 4 tys., z nieustanną tendencją wzrostową. Nadgraniczna gmina Cisna, znana wielu Polakom jedynie z deszczu w piosence Krystyny Prońko, dziś przyciąga ludzi młodych, wykształconych, wiążących swoją przyszłość z tym miejscem na ziemi. Oto jedna z takich historii.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama