Godne, bo płodne. Seks małżeński w doktrynie Kościoła katolickiego

Znak 10/2011

Małżonkowie stosujący antykoncepcję spotykają się z zarzutem źle uformowanego sumienia i wykraczania przeciw prawu Bożemu. Czy obecne stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie antykoncepcji jest jedynym możliwym na gruncie katolickich założeń? Czy nie jest to forma przemocy argumentacyjnej, o której trudno powiedzieć, że kształtuje prawe i prawdziwe sumienie?

 

Seks w ujęciu etyki katolickiej nie jest sferą, gdzie reguły stwarzają się same, zupełnie spontanicznie. Sferą, której można nie poświęcać refleksji, zakładając, że sama z siebie rozwija się wspaniale. W związku z aktywnością seksualną człowieka pojawiają się pytania o to, co jest dobre, co jest moralne, co służy samemu człowiekowi? Pojawia się też automatycznie potrzeba określenia i wykluczenia tego, co jest złe.

Katolicka etyka seksualna zakłada, że odpowiedzi na te pytania nie można zostawić jedynie sumieniu jednostek. Bowiem dopiero „sumienie dobrze uformowane jest prawe i prawdziwe” (KKK,1783). Formacja sumienia wymaga zaś pewnych określonych norm ogólnych, które Kościół podaje – jak sam twierdzi – w oparciu o Słowo Boże (Ewangelię) i refleksję rozumu.

Kościół katolicki stwierdza, że współżycie seksualne może być godziwe jedynie w małżeństwie (por. KKK, 2360–2400). Na tym jednak nie koniec. Etyka katolicka wychodzi od przesłanki, że samo małżeństwo nie gwarantuje jeszcze godziwości współżycia seksualnego. To intuicyjnie wydaje się oczywiste. Jeśli bowiem któreś z małżonków stosuje przemoc fizyczną lub psychiczną wobec drugiego małżonka i wbrew niemu, każdy zgodzi się, że nie jest to działanie dobre i moralne.

Kościół katolicki dopatruje się jednak niemoralności nie tylko w takich powiązanych z przemocą działaniach, ale uznaje za złe wszelkie współżycie pozytywnie obezpłodnione. Wyklucza tym samym wszelkie akty seksualne z zastosowaniem sztucznych form antykoncepcji. To stanowisko jest powszechnie znane i równie powszechnie uznawane za niezwykle rygorystyczne. Co więcej, taki kształt oficjalnej doktryny stanowi żywotny problem dla wielu katolickich małżonków. Bowiem z religijnego punktu widzenia uciekanie się do użycia sztucznych środków antykoncepcyjnych jest równoznaczne z popełnieniem grzechu i to w większości wypadków grzechu ciężkiego, śmiertelnego, który „niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego wykroczenia przeciw prawu Bożemu” (KKK,1855).

Małżonkowie stosujący antykoncepcję, nawet jeśli w sumieniu nie czują, że popełniają grzech, podpadają pod zarzut źle uformowanego sumienia i zdaniem Kościoła obiektywnie wykraczają przeciw prawu Bożemu, a więc nie powinni przystępować do Komunii. Jeśli zaś przyznają się publicznie do stosowania sztucznej antykoncepcji, sieją ponadto zgorszenie. Bardzo często zarzuca się im również nieznajomość i ignorancję wobec nauki Kościoła, zakładając, że argumenty za odrzuceniem sztucznej antykoncepcji są bez zarzutu i przemawiają do każdego wierzącego i myślącego człowieka.  

Nie zgadzam się z takim ujęciem sprawy. Po pierwsze, nie uważam, żeby przesłanki, na których zbudowana jest katolicka etyka seksualna, były niepodważalne, a sposoby argumentacji zupełnie bez zarzutu. Jeśli zaś jest tak, jak podejrzewam, to – po drugie – odgórne i kategoryczne odsądzanie od czci i wiary katolików stosujących sztuczną antykoncepcję stawia doktrynę moralną Kościoła ponad indywidualnym sumieniem, a przecież – jak naucza Katechizm, cytując ustalenia II Soboru Watykańskiego – „Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne. »Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej«” (KKK, 1782). Katolicka etyka seksualna opiera się zaś nie tylko na rozważaniach czysto rozumowych, ale głównie na normie personalistycznej zakorzenionej w przykazaniu miłości. Ufundowanie na Ewangelii powoduje, że wiele konkretnych rozwiązań ma wprost proweniencję religijną (a nie na przykład biologiczną). Poza tym małżeństwo jest sakramentem, a akty małżeńskie jedną z form jego realizacji. W związku z tym nie można twierdzić, że mówiąc o seksie małżeńskim, nie znajdujemy się na płaszczyźnie religijnej.   

Moje podstawowe pytanie brzmi: Czy obecne stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie antykoncepcji jest jedynym możliwym na gruncie katolickich założeń? Czy nie jest to forma przemocy argumentacyjnej, o której trudno powiedzieć, że kształtuje prawe i prawdziwe sumienie?

Antropologiczne fundamenty etyki

Istnieje w każdym człowieku Natura ludzka, która warunkuje pewne konstytutywne zasady stojące „ponad okolicznościami historycznymi” (Persona humana, §3). Te zasady stanowią prawo naturalne opierające się na naturalnym porządku stworzonym przez Boga, a więc w ostateczności na ustalonym przez Stwórcę „prawie wiecznym”. Kościół uznaje, że Pismo Święte, a w szczególności Ewangelia objawiają zasady owego porządku. Tym samym cała antropologia katolicka opiera się na interpretacji Pisma, a jednocześnie jest wykładnią obiektywnego porządku rzeczywistości. Kościół wierzy więc, że udziela prawdziwej i jedynej możliwej odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • mariab
    17.10.2011 09:47
    Cóż, to nie Kościół podaje słabą argumentcję, ale autor skwapliwie pominął kilka ważnych argumentów dotyczących tego, dlaczego antykoncepcja jest czymś złym. Każdy świadomy katolik je zna, a pominięcie ich sprawia, że artykuł jest bardzo tendencyjny...

    1. Autor pominął fakt, że antykoncepcja hormonalna jest bardzo szkodliwa dla organizmu kobiety, może spowodować wiele poważnych chorób, nie wspominając o codziennych uciążliwościach jej stosowania; utrzymuje organizm kobiety w stanie urojonej ciąży. Ponadto, dzisiaj tabletki te mają także działanie wczesnoporonne. KObieta, która bierze środki szkodzące jej samej, nie szanuje się, a jej mężczyzna oblewa egzamin z męskości, nie chroniąc jej przed takimi szkodliwymi środkami. Lekceważenie działania wczesnoporonnego antykoncepcji jest przejawem wielkiego egoizmu: przyjemność seksualna staje się ważniejsza niż zagrożenie dziecka śmiercią.

    2. Nigdy, praktykując swoją wiarę i spotykając się z osobami Kościoła nie spotykałam się z poglądem, że Kościół uważa przyjemność za coś złego a priori. Autor posłużył się stereotypem. Formując się w grupach religijnych właśnie byłam uczona, że przyjemność stworzył sam Bóg, a więc nie jest zła sama z siebie. Jest czymś dobrym. Ale jeśli przymeność przedkłada się nad dobro drugiego lub oznacza krzywdzenie drugiego - wtedy jest zła.

    3. Nieprawdziwe jest także stwierdzenie, jakoby Kościół nauczał, że najważniejszym celem współżycia było poczęcie dziecka. Będąc na różnych spotkaniach w kościołach czy na rekolekcjach, słyszałam, ze celem współżycia jest pogłębianie miłości małżonków. Użycie antykoncepcji osłabia więź, z przyczyn, które krótko wymieniłam powyżej.

    Dużo by można jeszcze pisać, ale to chyba temat na osobny artykuł. Ten, niestety, bardzo tendencyjnie traktuje temat, pomijając kluczowe kwestie...
  • gość
    20.10.2011 14:38
    Oj, coś z Redakcją "wiara.pl" bardzo nie tak, że promuje takie agresywne artykuły na portalu, który ma wyjaśniać, nie zaciemniać naukę Kościoła.

    Autor zupełnie nie rozumie, o czym pisze, nie odróżnia np. niepłodności od jej wymuszenia itd.; "antykoncepcja naturalna" to jest to samo co "kwadratowe koło", bo każda antykoncepcja jest nienaturalna, coś jak wymuszone przejście ze zdrowia do choroby; tendencyjne powoływanie się na logikę demaskuje, że Autor ją poważnie ignoruje (zdanie "naturalne...=>miłość" jest równoważne "nie-miłość=>nie-naturalne..."); w antykoncepcji chodzi o działanie przeciw poczęciu dziecka, to brak miłości m.in. do dziecka jest źródłem antykoncepcji; antykoncepcja nigdy nie jest wyrazem miłości; czym innym jest, oczywiście, niepłodny stan naturalny, w którym okazanie miłości jest OK, ale jak malarz straci wzrok, nie namaluje obrazu, choć można z nim być w więzi, opisując obrazy np. słowami, nie doprowadzi to jednak do wyleczenia; więź samych małżonków nie wystarcza do tego, by byli rodzicami, choć temu służy miłość małżeńska - nie można wykluczać Boga; działanie przeciwko płodności, dziecku jest działaniem przeciw Bogu; w małżeństwie idzie nie tylko o małżonków, ale o rodzinę i o Boga, oczywiście; itd. itp.
  • robionywkatolika
    21.10.2011 01:30
    O co tu chodzi ? co za belkot. Natura steruje popedem/sexem bo bez niego nie zachowalyby sie gatunki. Kropka.
  • mała8
    29.10.2011 12:34
    Fizjologia nie podporządkowuje się matematyce.Prawda czy fałsz? Człowiek wierzący ma obowiązek szukać PRAWDY. Tylko tyle i aż tyle.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama